Bajdy pana Wajdy…


Pobierz Pobierz

Bajdy pana Wajdy – reaktywacja?

Wydawało się, że Andrzej Wajda filmem „Katyń”, w którym polskich oficerów mordowali anonimowi enkawudziści, zakończył już swoje majstrowanie przy historii. Tymczasem nic bardziej błędnego. Reżyser pracuje obecnie nad filmem o Lechu Wałęsie. Czy będzie to obraz rzetelnie oddający, bez przemilczeń postać Wałęsy, uwzględniający wiedzę na temat „legendy
Solidarności”, jaką dysponujemy dziś? Otóż nic podobnego! Wajda zapowiedział, że były przywódca „Solidarności” zostanie w jego filmie przedstawiony jako „bohater naszych czasów”, bo jak twierdzi „do upadku muru berlińskiego nie doszłoby bez Lecha Wałęsy, bez Polaków, bez „Solidarności”. Zwróćmy uwagę na kolejność – najpierw Wałęsa, a na szarym końcu dopiero dziesięć milionów ludzi zaangażowanych w solidarnościowy zryw.

„Chciałbym to pokazać na ekranie. Wydaje mi się, że to w jakimś sensie jest mój obowiązek. Wałęsa jest także bohaterem mojego własnego życia. Tak ja go widzę, niezależnie od wszystkich politycznych uwikłań” – rozpływa się Wajda. Zdradza przy tym, że przygotowania do realizacji filmowej opowieści o Wałęsie trwają, a film jeszcze nie powstał między innymi dlatego , że brakuje wciąż scenariusza. Jak przyznaje w rozmowie z PAP nie powstała jeszcze „odpowiednia” książka o Wałęsie, która mogłaby być jego kanwą.

Nietrudno zgadnąć, że odpowiednie nie mogą być tu publikacje historyków Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, czy biografia Wałęsy autorstwa Pawła Zyzaka. W końcu nie wynika z nich, że Wałęsa – jak chce Wajda – to dla Polski „postać opatrznościowa”. A reżyser zachwyca się swoim bohaterem zupełnie bezkrytycznie, skoro posuwa się nawet do tak kuriozalnych wypowiedzi: „Fakt, że robotnik mógł w naszym kraju zrobić to, co zrobił i odegrać taka rolę, jaką odegrał, to jest fantastyczne. Tegośmy czekali od „Wesela” Wyspiańskiego. Tam zgubili złoty róg, a go Wałęsa znalazł” (sic!).

Po takich deklaracjach łatwo przewidzieć, co zobaczymy na ekranie. Zapewne coś na kształt filmowego panegiryku na cześć Wałęsy, rojącego się od przekłamań, pomijającego skrzętnie fakt jego współpracy z bezpieką. Zgodnie zresztą z oczekiwaniami „salonu”. W końcu w maju 2008 r. Wajda podpisał wraz z Bujakiem, Bartoszewskim, Onyszkiewiczem, Szymborską, a więc z rzeczonym „salonem”, oświadczenie w obronie Wałęsy, a przeciwko IPN. Nie kto inny też jak Andrzej Wajda oburzał się otrzymaniem z Biura Lustracyjnego IPN zapytania, czy zgadza się na umieszczenie swojego nazwiska w spisie osób inwigilowanych przez organy bezpieczeństwa. „Fakt pominięcia Lecha Wałęsy w tym spisie wyprodukowanym przez IPN jest dla mnie nie do przyjęcia. W związku z tym oświadczam, że kategorycznie nie wyrażam zgody na figurowanie w spisach IPN, dopóki nie znajdzie się tam nazwisko pierwszego przewodniczącego NSZZ „Solidarność”, laureata Pokojowej Nagrody Nobla, człowieka, dzięki któremu żyjemy w niepodległej Polsce – Lecha Wałęsy” – grzmiał nasz fan „Bolka” w sierpniu 2008.

Mało ciekawa konstatacja, ale pewnie długo nie doczekamy się filmu o rotmistrzu Pileckim, o żołnierzach wyklętych, ani rzetelnego obrazu o Powstaniu Warszawskim. Nie mówiąc, że „półkowniki” dalej – zamiast w telewizji publicznej – będziemy oglądać na kameralnych pokazach filmowych, jak to miało miejsce w tym roku na Obywatelskich Konfrontacjach Filmowych w Warszawie, gdzie pokazano m.in. „niepoprawny politycznie” film Piotra Zarębskiego „1980 Solidarność 1990 – 10 lat później”.

Powstanie zatem obraz ukazujący z jednej strony „bohaterstwo” i „świetlaną” postać Wałęsy, który – jak każde dziecko wie- w pojedynkę obalił komunizm, a z drugiej – rzekomą szkodliwość Instytutu Pamięci Narodowej, którego historycy ośmielili się przeprowadzić kwerendę dokumentów i odbrązowić postać Wałęsy. Nie bez kozery pewnie Wajda deklarował swego czasu, że najbardziej chciałby zrobić film przeciwko IPN- owi, dlatego, że uważa, iż jest to „instytucja odgrywająca wyjątkowo złą rolę”.

Biorąc pod uwagę dokonania reżysera na polu fałszowania historii bynajmniej nie zdumiewa taka opinia na temat Instytutu odkłamującego najnowsze dzieje. To w końcu nie kto inny jak Wajda próbował zrobić z polskiej kawalerii idiotów pokazując w filmie „Lotna” scenę, w której polscy kawalerzyści walczą z niemieckimi czołgami waląc szablami w ich pancerze! Jerzy Narbutt w felietonie „Bajdy pana Wajdy” przypomniał, że ta znana, absurdalna scena z „Lotnej” to powtórka z Goebbelsa, który chcąc w opinii światowej ośmieszyć Polskę i Polaków, pierwszy puścił w obieg owo kłamstwo. „Czy pan Wajda musiał być tym drugim, który postanowił goebbelsowską fikcję kolportować dalej, widząc przecież, że niczego podobnego w Kampanii Wrześniowej nie było i być nie mogło, gdyż kawaleria polska nie składała się z idiotów?” – pytał Narbutt „Popiół i diament” Wajdy był z kolei filmem jednoznacznie antyakowskim, raz że zestawiającym „dobrego” komunistę ze „złym” akowcem, a dwa że uzasadniającym bezsens walki z nowym ustrojem . Inny obraz Andrzeja Wajdy „Kanał” – ukazywał dla odmiany- choć rutynowo już zgodnie z propagandą komunistyczną- „głupotę” decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego. We wspomnianym wcześniej „Katyniu” natomiast całkiem kłamliwie Wajda przedstawił postać rotmistrza Andrzeja, znakomicie zagranego przez Artura Żmijewskiego. Ponoć odmawia on ucieczki spod straży NKWD tylko dlatego, że zabrania mu tego rzekomo honor oficera polskiego. Tymczasem ucieczka z niewoli była wręcz obowiązkiem honorowym i regulaminowym wszystkich oficerów, także żołnierzy wszystkich armii, i jak tylko mogli, to uciekali albo przynajmniej próbowali uciekać z niewoli.

Nonszalanckie obchodzenie się z historią to zatem chleb powszedni w twórczości pana Wajdy i pewnie po raz kolejny będziemy się mogli o tym przekonać oglądając obraz o „mężu opatrznościowym” Lechu Wałęsie, który sam w pojedynkę – on jeden, a nie dziesięć milionów ludzi zaangażowanych w zryw „Solidarności” – obalił komunizm. W filmie zobaczymy świetlaną postać, na której biografii cieniem nic a nic się nie kładzie – ani flirtowanie w III RP z postkomunistami, ani „nocna zmiana”, ani nawet fakt współpracy z SB.


Julia M. Jaskólska

drukuj