Pod płaszczem Jasnogórskiej Królowej

Jasna Góra od ponad 600 lat przyciąga rzesze pielgrzymów. Sława tego wybranego przez Maryję miejsca sięga na cały świat. Chociaż nigdy nie było tu żadnych cudownych objawień, jak w Lourdes czy Fatimie, miliony ludzi doświadczyło tu spotkania z Bogiem Żywym. I nadal doświadcza. Jasna Góra nie jest pamiątką przeszłości, zabytkiem „zaliczanym” przez znudzonych turystów, ale miejscem żarliwej modlitwy, wołania do Boga oraz Maryi czasem z zupełnych nizin ludzkiego upadku i cierpienia.

Idąc do Matki z ufną modlitwą, ludzie chorzy czy też ci często niewyobrażalnie poranieni duchowo wciąż otrzymują niezliczone łaski. Nikt nie jest w stanie ich wszystkich poznać i zapisać. Kaplica Cudownego Obrazu jest miejscem niepoliczonych duchowych przemian, nawróceń, postanowień zerwania z grzechem i zmiany życia. Tajemnicę działania Boga w tym świętym miejscu znają chyba najlepiej jasnogórskie konfesjonały. Niekiedy Maryja daje znak swojego wstawiennictwa w postaci widocznego dla wszystkich cudu fizycznego uzdrowienia. Innym razem możemy się przekonać o przemieniającym działaniu łaski Bożej, słuchając poruszających świadectw nawrócenia, pokonania nałogu, przebaczenia i pojednania.

Widzę te dzieci

Na Jasną Górę, zwłaszcza latem, przybywa wielu pielgrzymów z zagranicy. Szczególnie dużo jest grup anglojęzycznych.

– Osiem lat temu jedna z pątniczek, Amerykanka, po zakończeniu oprowadzania podeszła do mnie i poprosiła o modlitwę w intencji córki, która wraz z mężem nie może doczekać się potomstwa. Poszliśmy razem do kaplicy Cudownego Obrazu prosić o dar potomstwa dla córki i zięcia – wspomina o. Nikodem Kilnar OSPPE. Po roku, gdy na Jasną Górę przyjechała grupa ze Stanów Zjednoczonych, o. Kilnar otrzymał dokumentację ze zdjęciem bliźniaków – chłopca i dziewczynki, którzy przyszli na świat w tej dotkniętej bezpłodnością rodzinie. – Faktem jest, że w przypadku tej kobiety lekarze wielokrotnie orzekali, że nie ma medycznej możliwości, aby ona zaszła w ciążę. Urodzenie bliźniąt jest ewidentnie znakiem oddziaływania i wstawiennictwa Maryi Jasnogórskiej – opowiada o. Kilnar.

Ta opowieść ma jeszcze jedno dno. Kobieta, która prosiła o dar potomstwa dla córki, kilka lat wcześniej jako jedyna ze swej protestanckiej rodziny przeszła na katolicyzm. Narodziny bliźniąt po modlitwie babci na Jasnej Górze były wstrząsem i świadectwem dla całej rodziny. – Do dziś widzę te dzieci na zdjęciu, które zostało wykonane w USA z okazji ich chrztu – mówi o. Kilnar.

Bóg leczy

Maria-Emanuela Dziemian z Bractwa Królowej Polski od kilku lat w każdą pierwszą sobotę miesiąca uczestniczy w kaplicy Cudownego Obrazu w aktach zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi, Królowej Polski. – Organizujemy te zawierzenia na Mszy Świętej o godzinie 18.30. W tym akcie pielgrzymi zawierzają samych siebie, swoje rodziny, miejsca pracy, firmy, parafie, wspólnoty, a także swoje trudne, niekiedy wręcz beznadziejne sytuacje życiowe – opowiada pani Maria.

Wspólnota otrzymuje mnóstwo świadectw osób, które doznały łask po zawierzeniu. Członkowie Bractwa modlą się codziennie dziesiątką Różańca m.in. za swoich członków, Ojca Świętego, Kościół, Polskę i o nawrócenie grzeszników. – Można powiedzieć, że liczba osób przybywających na akty zawierzenia z miesiąca na miesiąc rośnie – mówi o. Alfred Szustak OSPPE, duchowy opiekun bractwa. Zdaniem paulina, wzrost duchowych zranień, z którymi ludzie przybywają na Jasną Górę, to m.in. efekt mody na wróżki, jasnowidzów, bioenergoterapeutów, która szczególnie kilkanaście lat temu zapanowała wśród wielu Polaków. – Ludzie często, nawet nieświadomie, są uwikłani, mają pootwierane różne furtki dla złego ducha. Matka Boża podaje tym ludziom rękę, wyciąga ich z duchowego bagna – wskazuje o. Szustak. Czasem nie chodzi o jakieś wielkie rzeczy, ale zwykłe relacje rodzinne, między małżonkami, rodzicami a dziećmi, które potrafimy tak powikłać, że stają się po ludzku nie do uleczenia.

Pani Maria wspomina historię Pawła, który doznał łaski uwolnienia od złego ducha po przybyciu na Jasną Górę, egzorcyzmach i zawierzeniu go najpierw przez rodziców, a potem przez niego samego Niepokalanemu Sercu Maryi. Kontakty Pawła ze złym duchem rozpoczęły się, kiedy jako kilkulatek dostał zabawkę – diabełka. Początkowo bardzo się go bał, ale z czasem tak się z nim oswoił, że zaczął nawet mówić do niego. – Tak wszedł w inny, niewidzialny świat. Po pewnym czasie zaczął mieć dziwne przeczucia, intuicje i sny. Czuł się inny niż rówieśnicy. Już wtedy wiedział, że jest świat niewidzialny. I ten świat go pociągał. Rodzina również uważała chłopca za szczególne dziecko, nie rozumiejąc jednak tego, skąd brała się jego inność – opisuje pani Maria. Paweł w najgorszym okresie, kiedy intensywnie szukał pomocy u Boga, słyszał w sercu słowa: „Matka Boża”, „Jasna Góra”. Liczył, że od Maryi uzyska pomoc, chociaż nie wiedział, jak i kiedy. Pamiętał tylko, że babcia modliła się na różańcu do Matki Bożej Jasnogórskiej…

Dziś Paweł jest młodym, szczęśliwym mężczyzną, rozkochanym w Jezusie i Maryi, dzięki którym jego życie przemieniło się z piekła w cudowną przygodę bycia chrześcijaninem w szkole Maryi. W podziękowaniu Matce Bożej za uwolnienie przeszedł na kolanach drogę od początku parku jasnogórskiego do kaplicy Cudownego Obrazu.

Ocalony

Andrzej po jednej nocy spędzonej na Jasnej Górze stał się innym człowiekiem. – Czułem się, jakby mi wymieniono głowę i serce. Nawróciłem się. Powróciłem do Kościoła – opowiada dziś szczęśliwy mąż i ojciec w świadectwie dla dwumiesięcznika „Jasna Góra”. Wcześniej przez lata pił i się staczał. – Wychowałem się w rodzinie katolickiej. Ojciec był organistą na wiejskiej parafii, a mama pracowała jako sprzedawca w sklepie spożywczym. Będąc małym chłopcem, codziennie chodziłem na Mszę Świętą. Byłem ministrantem i bardzo się cieszyłem, że mogę służyć do Mszy. Tak było do czasu, kiedy zacząłem dorastać. W wieku 18 lat zapaliłem pierwszego papierosa, no i oczywiście wypiłem pierwszy kieliszek wódki. Paliłem najpierw tylko dla towarzystwa, potem stało się normalne, że palę. Zaczęły się wiejskie zabawy, dyskoteki i pijaństwo. Wpadłem w złe towarzystwo – opisuje swoją historię Andrzej.

Stopniowo wycofywał się z Kościoła. Zaczął palić nałogowo, dwie paczki dziennie, upijał się do nieprzytomności w każdą sobotę i niedzielę tak mocno, że potem trzy dni wracał do siebie. Tak żył przez pięć lat. Dziś sam stwierdza: „To było dno”. Wiedział, że codziennie modli się za niego matka. Na różańcu.

Któregoś dnia w pracy dowiedział się, że jest organizowana Pielgrzymka Ludzi Pracy na Jasną Górę. – Był rok 1991, wrzesień. Pielgrzymka jak pielgrzymka –pomyślałem – ale na wycieczkę bym pojechał. Tym bardziej że ten wyjazd miał być w roboczą sobotę –wspomina. Poszedł na Jasną Górę, do kaplicy Cudownego Obrazu.

– W jednej chwili upadłem na kolana, aż głową dotykałem posadzki. Łzy same mi się lały, płakałem mocno. Wielki żal ogarnął mnie za moje grzechy. Czułem obecność kogoś dobrego. Bardzo dobrego. Nagle coś dziwnego zaczęło się dziać z moim ciałem. Czułem się tak, jakby ktoś podłączył mnie do delikatnego prądu. Począwszy od głowy, przez całe moje ciało, do stóp zaczęło coś przepływać. Jakby falowo, z dziwną częstotliwością. Tak jakiś czas coś przepływało przeze mnie. Aż nagle ustało. Ja cały czas płakałem. Nie wiedziałem, co się stało. Wtedy w kaplicy Matki Bożej zostałem aż do odjazdu autokaru. Wróciłem do domu w milczeniu, nie mogąc nic powiedzieć – wspomina.

Jednej nocy na Jasnej Górze został uzdrowiony z nałogu. Zostawił towarzystwo, dyskoteki i zabawy, papierosy. Mimo doskwierających trudności zdrowotnych zaczął cieszyć się życiem, pięknem świata, którego wcześniej nie dostrzegał. Pan Bóg prowadził go na dalszej drodze wiary. Dał łaskę przeżycia rekolekcji ewangelizacyjnych i wejścia we wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym.

– Matce Bożej Częstochowskiej dziękuję za opiekę nade mną przez tyle lat. Co roku przyjeżdżam do domu Najjaśniejszej Pani na Jasną Górę, dziękując Jej za moje nawrócenie i ocalenie mojego życia. Teraz jestem uczniem mojego Mistrza Jezusa Chrystusa. Chwała Panu!!! – ogłasza dziś całemu światu.

Ratujmy człowieka

Członkowie wspólnoty „Z Maryją ratuj człowieka” chcą mieć te same pragnienia, co Pan Bóg, a On każdego chce zbawić.

– Przez modlitwę chcemy pomagać tym ludziom, których zbawienie jest zagrożone. Członkowie wspólnoty codziennie odmawiają niedługą modlitwę najpierw za siebie, a potem za człowieka, októrym Bóg wie, że jego zbawienie jest zagrożone. Tak samo jak przy duchowej adopcji nie modlimy się za konkretnego, znanego nam człowieka, ale za tego, którego wybierze dla nas Bóg – tłumaczy o. Tomasz Tlałka OSPPE, jeden z duchowych opiekunów dzieła, które zrodziło się m.in. z inicjatywy o. Stanisława Jarosza. Chcą, aby ta modlitwa przenikała do różnych wspólnot tak jak duchowa adopcja. – Ratujemy dzieci poczęte, by narodziły się, zatem także trzeba ratować ludzi, by narodzili się do życia wiecznego, które jest naszym celem – stwierdza o.Tlałka.

Maryja królująca w częstochowskim Wizerunku ratuje zagubione dusze swoich dzieci i prowadzi je do Syna. Tu także rodzą się powołania kapłańskie i zakonne, zatroskani ludzie na kolanach rozeznają trudne życiowe decyzje. Matka nie zostawia swoich dzieci, pociesza, przygarnia, broni i otacza opieką. Znajduje najlepsze rozwiązania.

– Jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji jako Polska, jako Naród, że mamy Jasną Górę, mamy naszą Królową i mamy Łagiewniki, głoszące całemu światu Boże Miłosierdzie. To wszystko jest darem dla nas, by dźwigać się z tego, co nas przytłacza i przerasta – podsumowuje o. Szustak.

Beata Falkowska

drukuj