fot. Wikipedia

Wyprawa na K2 – nowa droga jeszcze nie została wybrana, Rafał Fronia nadal w bazie

Nowa droga wspinaczki na niezdobyty zimą szczyt K2 (8611 m) nie została jeszcze przez kierownika narodowej wyprawy Krzysztofa Wielickiego wybrana. Z powodu złych warunków atmosferycznych nie przyleciał do bazy śmigłowiec, aby zabrać Rafała Fronię do szpitala w Skardu.

W sobotę rano Wielicki przekazał: „Ze względów bezpieczeństwa uczestników, z dniem dzisiejszym, zawieszamy działalność górską na drodze Cesena/Basków. O wyborze innego wariantu poinformujemy wkrótce”.

Jednak „wkrótce” znacznie się przedłuży i – jak potwierdziła w rozmowie z PAP dyrektor biura Polskiego Związku Alpinizmu Marzena Szydłowska – decyzja zapadnie w niedzielę.

„Również na ten dzień przesunięty został transport Froni do szpitala w Skardu. Wszystko jest przygotowane, lądowisko w bazie także, ale nie było w sobotę warunków, aby śmigłowiec mógł wykonać lot” – tłumaczyła.

Wcześniej Wielicki poinformował, iż „polska dyplomacja w Islamabadzie oraz nasz pakistański agent skutecznie działają. Helikopter jest gotowy i wyleci po Rafała Fronię, jak tylko warunki pogodowe pozwolą”.

Do bazy zeszli z góry Marek Chmielarski oraz Artur Małek i cała ekipa w komplecie oglądała w internecie olimpijski konkursów skoków.

W piątek, w trakcie podchodzenia do obozu pierwszego na 5900 m, samoistnie spadający kamień uderzył Fronię w przedramię powodując złamanie. Po zejściu do bazy i opatrzeniu medycznym, naczelny kronikarz – jak nazwali go koledzy – miał być w sobotę przetransportowany do Skardu. W środę w podobny sposób urazu – mimo posiadania kasku – doznał, podczas wspinaczki do „jedynki”, Adam Bielecki.

„Skończyło się na złamanym nosie i sześciu szwach” – poinformował w środę wieczorem, a w sobotę przekazał, że „ze względu na zbyt duże zagrożenie spadającymi kamieniami rezygnujemy z drogi Basków.

„Powoli wracam do zdrowia i niedługo powinienem ruszyć do góry” – dodał.

„Bardzo dobra i słuszna decyzja o zmianie drogi wspinaczkowej” – skomentował Leszek Cichy, który w piątkowej rozmowie z PAP powiedział m.in.: „Góra dała ostrzeżenie kamieniami, że albo w ogóle ich nie chce, albo nakazuje zmianę drogi. Zamiast atakować górę południowo-wschodnim filarem, tzw. drogą Basków, nazywaną też Cesena, przeszedłbym na drogę pierwszych zdobywców, czyli Żebra Abruzzi”.

PAP/RIRM

drukuj