fot Artur Stelmasiak

[TYLKO U NAS] Red. A. Stelmasiak: TK powinien pracować, a nie oglądać się na różne polityczne oczekiwania. Połowa dzieci, które zabijamy w Polsce – mogłaby urodzić się zdrowa

Trybunał Konstytucyjny jest najważniejszym sądem w naszym kraju. Tak wysoki sąd i ludzie, których Polacy zatrudniają – powinni pracować, a nie oglądać się na różne oczekiwania polityczne. Znam mnóstwo historii rodzin, którym zalecano aborcję eugeniczną, a dzieci urodziły się w pełni zdrowe. Nie wiem, jaka może być tego skala, ale szacuję, że może to być nawet ponad 50 proc. Połowa dzieci, które zabijamy – mogłaby urodzić się zdrowa – podkreślił red. Artur Stelmasiak, publicysta tygodnika „Niedziela”, w rozmowie z portalem Radia Maryja.

Trybunał Konstytucyjny ma coraz mniej czasu na rozpatrzenie poselskiego wniosku dotyczącego tzw. przesłanki eugenicznej. Pozostał jedynie tydzień. Jeśli sędziowie nie zajmą się wnioskiem do 11 listopada – zostanie on umorzony. Red. Artur Stelmasiak zaznaczył, że na 101. urodziny Najjaśniejsza Rzeczpospolita otrzyma bardzo smutny prezent.

Wniosek w październiku 2017 r. złożył poseł Bartłomiej Wróblewski w imieniu 107 parlamentarzystów. Politycy pytają w nim, czy możliwość przerywania ciąży ze względu na chorobę dziecka (zapisana w ustawie z 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży) jest zgodna z Konstytucją RP. Od dwóch lat Trybunał milczy. Z czego wynika brak działań ze strony najważniejszego sądu w Polsce?

– Mogę się domyślać, że jest to podyktowane politycznie, natomiast nie jest rolą niezawisłego sądu i niezawisłej pani prezes, żeby działać politycznie. Ponad 2 lata, najważniejszy wniosek i w zasadzie nie ruszyły nad nim prace, poza wyznaczeniem składu orzekającego. Wiem dobrze, że projekt orzeczenia był już gotowy ponad rok temu. Część sędziów bardzo chciała, żeby prace nad nim ruszyły – zostali zablokowani. Myślę, że jest to celowe działanie. Nie wiem, czy prezes niezawisłego sądu Julia Przyłębska boi się opinii publicznej czy może niektórych polityków? Trybunał Konstytucyjny jest najważniejszym sądem w naszym kraju. Pani prezes zarabia ponad 30 tys. zł. Nie po to płacimy ze swoich podatków, żeby sprawiała, że sędziowie nie mogą pracować. Można to porównać do strajku włoskiego. Tak wysoki sąd i ludzie, których Polacy zatrudniają – powinni pracować, a nie oglądać się na różne oczekiwania polityczne – podkreślił rozmówca Radia Maryja.

Jeżeli sąd słucha się polityków to mamy problem z ustrojem naszego państwa, z niezawisłością sądu – kontynuował.

– Słusznie krytykujemy sądy powszechne, że często są upolitycznione, ale „nie można leczyć dżumy cholerą”, bo zreformowane sądy stają się upolitycznione, tylko że w drugą stronę (…). Na ekrany polskich kin wszedł film „Nieplanowane”, może warto, aby pani prezes wybrała się na ten film? Może coś się w niej obudzi? (…). Sprawa z Trybunałem jest również w jakiś sposób pogwałceniem konstytucji, ponieważ posłowie konstytucyjnie mają zagwarantowane prawo, że mogą zgłaszać wnioski do Trybunału Konstytucyjnego. Co stało się z ich prawem? Zostało celowo zablokowane przez panią prezes – mówił dziennikarz.

Red. Artur Stelmasiak zaapelował, by szczególnie przez ostatni tydzień, który pozostał na rozpatrzenie wniosku ws. przesłanki eugenicznej, Polacy chodzili modlić się pod Trybunał Konstytucyjny.

– Nie wszyscy mogą pójść pod Trybunał, ale niech modlą się po prostu w intencji TK. Rozmawiałem kiedyś z klauzurowymi siostrami zakonnymi, też modliły się w tej intencji i pewnie nadal się modlą. Niech każdy modli się w intencji owocnej pracy pani prezes i reszty składu orzekającego, a ci, którzy mogą, nich modlą się również pod samym Trybunałem. Takie świadectwo wiary w tym miejscu jest w tej chwili wskazane. Dotychczasowa praca Trybunału pokazuje, że często potrafili działać błyskawicznie – zwrócił uwagę.

Rozmówca Radia Maryja wskazał też, że w minionym tygodniu tygodnik „Niedziela” i jego publicystyka zostały poddane krytyce, jakoby „naciskając na prezes TK Julię Przyłębską – przeszkadzał partii rządzącej”.

– Była to krytyka ze strony środowisk, które uważają się za konserwatywne, pro-life itd. [publicysta mówi o krytyce ze strony Jacka Karnowskiego, redaktora naczelnego „Sieci”-przyp. red.]. Cel jest polityczny – nieprzeszkadzanie partii rządzącej. W Polsce codziennie zabijana jest trójka dzieci. Ich celem jest to, aby dalej były zabijane na ołtarzu dobrych wyników wyborczych partii rządzącej. Wielokrotnie rozmawiałem z prezydentem Andrzejem Dudą na ten temat i za każdym razem opowiadał się za pełną ochroną życia. Na finiszu kampanii wyborczej w 2015 r. bronił katolickiej nauki o zapłodnieniu in-vitro, sprzeciwiał się tej metodzie w takiej formie, jak obecnie ona występuje i mimo tego większość Polaków go poparła. Rozumiem, że niektórzy spoglądają na badania opinii publicznej, ale zajmuję się polityką na tyle długo, żeby wiedzieć, że one nijak mają się do rzeczywistości – wskazał redaktor tygodnika „Niedziela”.

Artur Stelmasiak odnosząc się do świadomości społeczeństwa na temat dokonywanych w naszej ojczyźnie tzw. aborcji, powiedział, iż Polacy się przebudzają, ale wciąż należy prowadzić edukację w tym zakresie. Przykładem informowania o skutkach tzw. aborcji jest film „Nieplanowane”, który 1 listopada wszedł na ekrany polskich kin.

– Od piątku obserwuję frekwencję w kinach w całej Polsce i jestem zdumiony. W sobotę 90 proc. sali w Arkadii, czyli centrum warszawskiego konsumpcjonizmu – była zapełniona. W innych miejscach, jak słyszę, ludzie idą do kina i czekają trzy godziny, bo na seans, na który się wybierali, nie było miejsc. To film, który odmienia spojrzenie na aborcję. Boję się tylko zbudowania takiej narracji, że ta sprawa dotyczy sytuacji w Stanach Zjednoczonych, a nie u nas – zauważył dziennikarz.

W ekranizacji ukazano główny cel ośrodków aborcyjnych – dążenie do wykonywania późnych aborcji, gdyż przynoszą one najwięcej zysków.

– Dyrektor kliniki aborcyjnej opowiada, jak wygląda aborcja w okolicach 24. tygodnia życia. To jest najstraszniejsze. Najpierw uśmierca się dziecko, później wywołuje się poród i to trwa dwa dni. Ta najstraszniejsza aborcja dzieje się w Polsce, ponieważ każda aborcja eugeniczna jest w zasadzie późną aborcją. Podczas wczesnej fazy rozwoju dziecka nie da się tych eugenicznych wskazówek wykryć. W 2016 r., już za rządów PiS, mieliśmy przypadek, kiedy chłopiec z zespołem Downa przeżył swoją aborcję. Nikt mu nie pomógł. Wszyscy się patrzyli, aż dziecko umrze z braku tlenu, wychłodzenia i głodu. To dzieje się w Polsce. Oczywiście skala jest mniejsza niż w innych krajach, ale to dzieje się również w Polsce. Na to nie powinniśmy się zgadzać – akcentował publicysta.

Redaktor przyznał, iż kiedyś tez myślał, że sprawa aborcji nie dotyczy Polski.

– Aż zacząłem zgłębiać sprawę dziecka z zespołem Downa zabitego w szpitalu bielańskim w Warszawie, którego lekarze w Poznaniu nie chcieli zabić. To sprawa sprzed około dziewięciu lat. Wtedy zacząłem badać, jak wyglądają statystyki aborcyjne, jak z roku na rok rośnie liczba zabijanych dzieci. Zacząłem też odkrywać, że „jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności” dzieci z zespołem Downa rodzi się coraz mniej. I to nie dlatego, że odkryliśmy lekarstwo na tę chorobę, tylko dlatego, że zabijamy je przed urodzeniem. Zabijamy Polaków chorych na zespół Downa przed urodzeniem. To trzeba głośno mówić. Zresztą nie tylko chorych na zespół Downa. Są też takie przesłanki eugeniczne, kiedy dzieci rodzą się chore, ale są to choroby, z którymi można np. skończyć studia wyższe i zostać lekarzem – takie historie też znam. Znam też mnóstwo historii rodzin, którym zalecano aborcję eugeniczną, a dzieci urodziły się w pełni zdrowe. Nie wiem, jaka może być tego skala, szacuję, że może to być nawet ponad 50 proc. Połowa dzieci, które zabijamy – mogłaby urodzić się zdrowa (…). W centrum naszego chrześcijaństwa jest Ukrzyżowany Chrystus. To pokazywanie, co inni ludzie zrobili naszemu Bogu. To jest brutalna prawda. Tak samo brutalna jest prawda o tych najmniejszych męczennikach – zaznaczył rozmówca Radia Maryja.

Monika Bilska/radiomaryja.pl

drukuj