Szkodliwe kwoty połowowe na Bałtyku

Unijni ministrowie zajmujący się rybołówstwem ustalili kwoty połowowe na Bałtyku. Na przyjęte rozwiązania nie godzi się Polska ponieważ zagrażają one osłabionym już stadom dorsza.

Polska postulowała, aby w przyszłym roku znacząco ograniczyć limity połowowe dorsza na Morzu Bałtyckim. Stado jest bardzo osłabione i musi się odrodzić. Warszawa chciała wprowadzić też zakaz połowów dorsza w okresie tarła.

Kilka dni temu minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marek Gróbarczyk mówił, że nikt nie chce chronić obszarów szczególnie wrażliwych pod katem występowania młodych ryb.

– Nikt nie chce chronić obszarów, które są niezwykle wrażliwe pod kątem młodych ryb, pod kątem tarła. Okazuje się, że ta Szwecja, która jest tak bardzo ekologiczna dzisiaj jest pierwszym kontestatorem właśnie ustanawiania okresów ochronnych i wyłączania terenów spod połowów. Co dzisiaj żadnemu polskiemu rybakowi nie może się w głowie pomieścić – podkreślał minister.

Pomimo sprzeciwu Polski, w głosowaniu większość państw Unii Europejskiej mających dostęp do Bałtyku zdecydowała o utrzymaniu dużych kwot na połowy dorsza, tłumacząc to względami ekonomicznymi. Maksymalnie zwiększono też całkowite dopuszczalne połowy ryb pelagicznych, a także śledzia. Gatunki te są pozyskiwane w tzw. połowach paszowych. Surowiec jest przerabiany na olej lub pasze. Masowe połowy gatunków, które stanowią pokarm dla dorsza mogą doprowadzić do jeszcze większego zmniejszenia jego populacji. Stanowisko Polski w sprawie okresów ochronnych popierają środowiska naukowe oraz organizacje ekologiczne.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj