Stop tzw. aborcjom eugenicznym. 400 tys. podpisów trafi do Sejmu

Posłowie będą mieli kolejną szansę, by opowiedzieć się przeciwko zabijaniu chorych dzieci. Dziś Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji” złoży ponad 400 tysięcy podpisów pod projektem ustawy zakazującej zabijania dzieci przed narodzeniem ze względu na podejrzenie choroby.

Obecnie blisko 95 proc. tzw. aborcji dokonywanych jest na dzieciach podejrzanych o chorobę, w dużej mierze na dzieciach z zespołem Downa. Zabicie dziecka nienarodzonego dokonywane jest bardzo często w drugim trymestrze ciąży, gdy dzieci są już dobrze rozwinięte. Statystyki europejskie pokazują, że około 10-15 proc. abortowanych dzieci rodzi się żywe, po czym umierają z głodu, pragnienia lub zimna.

Publicystka Joanna Najfeld podkreśla, że tzw. aborcja eugeniczna jest w Polsce wielkim problemem.

Dzieci są bestialsko mordowane przed urodzeniem w polskich szpitalach. To wszystko dzieje się w majestacie prawa. Zabijane są w późnej ciąży przez wywołanie porodu w czasie, którego dziecko ma umrzeć. A jeśli nie umrze to nie jest ratowane. To wszystko dzieje się w polskich szpitalach za nasze pieniądze. Wystarczy tylko podejrzenie choroby, aby móc skierować na aborcję. Badania prenatalne często się mylą, w związku z tym giną też dzieci zdrowe. Ginie mnóstwo dzieci przez diagnozę lekkich wad; takich z którymi można by normalnie żyć. Większość dzieci zdiagnozowanych jako chore ginie. Liczba ofiar aborcji eugenicznej od kilku lat gwałtowanie rośnie. Na przestrzeni ostatniej dekady to 11-krotny przyrost. Z tego prawa wynika również, że matki są bardzo często namawiane do aborcji przez lekarzy – zwracała uwagę publicystka.

W 2011 roku w państwowych szpitalach, lekarze zabili 620 dzieci, dlatego że były podejrzane o chorobę lub wadę genetyczną.

Z każdym rokiem liczba ofiar jest większa. Związane jest to z upowszechnieniem badań prenatalnych. W momencie niepomyślnego wyniku badań widoczny jest nacisk na kobiety; zaleca jej się dokonanie aborcji – czyli zabicie dziecka poczętego.

Kaja Godek, pełnomocnik Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej zwraca uwagę, że tak naprawdę w Polsce nie ma systemowej pomocy dla kobiet, które stają w obliczu niepomyślnej diagnozy.

Albo jest tak, że kobieta w swoim środowisku ma osoby, które ją wesprą, albo tak, że zostaje z tym sama. Zdarza się również tak, że lekarze, którzy dowiedzą się, że diagnoza jest niepomyślna często zaczynają mówić o dziecku jako o płodzie. Następuje dehumanizacja tego dziecka. Jak gdyby od razu przygotowywano kobietę do aborcji. Trzeba ją znieczulić, tak żeby nie wiedziała do końca co robi. Niestety tak to działa. W pojedynczych szpitalach czasem udaje się skierować taką kobietę na konsultacje psychologiczną. To są jednak pojedyncze przypadki – zaznaczyła Kaja Godek.

Od momentu złożenia podpisów Sejm będzie miał 3 miesiące na przeprowadzenie pierwszego czytania.

RIRM

drukuj