Scenariusze polityczne

Orzeł i reszka

Tak naprawdę nie wiadomo, jaki jest status obozu rządzącego i czy jest koalicja, czy też już jej nie ma. Według prof. Bogusława Wolniewicza, ścisłe kierownictwo PiS zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że nie jest w stanie zrealizować obietnic przedwyborczych i poradzić sobie z rządzeniem oraz takimi problemami, jak na przykład reforma służby zdrowia. Chce zatem uciec od władzy, zanim powszechnie się okaże, że król jest nagi, a winę zwalić na partnerów, głównie na Samoobronę. Elektoratowi będzie później tłumaczyć: chcieliśmy jak najlepiej, ale winni niepowodzeń są nasi koalicjanci, którzy odpowiadają za przyspieszone wybory.


Poseł Marian Piłka uważa, że rządząca partia w sposób zupełnie świadomy chce, po pierwsze – wyeliminować z przyszłego Sejmu swoich koalicjantów, i po drugie – po przyspieszonych wyborach oddać władzę Platformie Obywatelskiej oraz Lewicy i Demokratom. Zakłada, że sama będzie w takim układzie silną opozycją i mając w zanadrzu instrument w postaci weta prezydenta Lecha Kaczyńskiego, skutecznie będzie blokowała rząd PO – LiD. Na fali krytyki rządu wybory prezydenckie w roku 2010 ponownie wygra Lech Kaczyński, a w ślad za tym wybory parlamentarne w roku 2011 czy 2012 zostaną wygrane przez PiS, które uzyska wówczas pełnię władzy.

W środę wieczorem rozeszła się pogłoska, że premier Jarosław Kaczyński napisał list do przewodniczącego Platformy Obywatelskiej Donalda Tuska, w którym porusza sprawę przyspieszonych wyborów, a także współpracy po wyborach. Informacja co prawda została zdementowana, ale zazwyczaj nie ma dymu bez ognia. Jarosław Kaczyński jest politykiem pragmatycznym i jeżeli uzna, że współpraca z PO się opłaca, to nie będzie się wahał. W okresie gdy Lech Kaczyński był prezydentem Warszawy, PiS na początku zawarło w Radzie Warszawy koalicję z PO, choć wygrało wybory dzięki hasłom walki z „układem warszawskim”. Następnie, po roku, zerwało tę koalicję, ostro potępiając „skompromitowanych polityków” Platformy, i podjęło współpracę z LPR. Przy końcu kadencji rozstało się z Ligą, bo porozumiało się z grupą byłych członków PO, w tym ze sztandarowymi samorządowcami wiązanymi z „układem warszawskim”. I za każdym razem te wolty były uzasadniane szczytnymi hasłami…

Są nawet tacy obserwatorzy, którzy twierdzą, że tak naprawdę Jarosław Kaczyński wcale nie chce przyspieszonych wyborów. Zdaje sobie bowiem sprawę, że nawet jeśli je wygra, to i tak przegra, bo nie będzie w stanie stworzyć większości dla kierowanego przez siebie rządu. Dlatego straszy jedynie wyborami posłów Samoobrony i LPR, by w oparciu o nich zbudować zaplecze parlamentarne rządu, ale bez Andrzeja Leppera i – jak się uda – bez Romana Giertycha.

Scenariusze są zatem różne i wydawałoby się, że wzajemnie sprzeczne. Paradoks polega jednak na tym, iż wszystkie mogą być prawdziwe, tak jak w znanej dialektycznej przypowieści, w której dwóch ludzi mających w jednej sprawie sprzeczne stanowisko prosiło mędrca o rozstrzygnięcie ich sporu. – I ty masz rację, i ty masz rację – odpowiedział. – Ależ to niemożliwe, aby oba tak sprzeczne stanowiska były prawdziwe – wykrzyknął świadek przysłuchujący się dyspucie. – Ty też masz rację – odparł niewzruszony mędrzec.

Jarosław Kaczyński jest bardzo zręcznym politykiem i najlepiej się czuje w sytuacjach kryzysowych. Sam może jeszcze nie wiedzieć, co zrobi po powrocie z urlopu. Na razie obserwuje, co się dzieje, i w zależności od rozwoju sytuacji – licząc na swoją intuicję i szybkość – będzie odpowiednio reagował, zanim zdążą podjąć decyzję inni. Rodzi się jednak pytanie, jak taki styl rządzenia ma się do żywotnych interesów naszego państwa. Oby nie było tak, że „operacja” się udała, ale pacjent – czyli Polska – ma się coraz gorzej.

Jan Maria Jackowski
drukuj