Samorządy, które zdecydują się na odtworzenie ważnych dla mieszkańców linii autobusowych, otrzymają dopłatę
Złotówka do każdego wozokilometra – tyle mogą otrzymać samorządy, które zdecydują się na odtworzenie ważnych dla mieszkańców linii autobusowych. Tych jednak powstaje niewiele, a samorządowcy wskazują na zbyt niskie dopłaty.
Jeszcze w lipcu ubiegłego roku, gdy ustawa o tzw. funduszu autobusowym wchodziła w życie, nadzieje były ogromne.
– Naszym podstawowym życzeniem jest to, żeby gmina spotkała się z gminą, powiat spotkał się z powiatem – mówił wówczas premier Mateusz Morawiecki.
Ministerstwo Infrastruktury chciało odwrócić trend likwidacji połączeń autobusowych, gdzie wielu uczniów borykało się z problemem dojazdu do szkoły, a dorośli nie mieli połączenia autobusowego z miejscem pracy.
– Ponad 50 proc. połączeń autobusowych znikło. Państwo musi brać odpowiedzialność za wsparcie transportu zbiorowego, państwo musi brać odpowiedzialność za walkę z wykluczeniem komunikacyjnym – podkreślał Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury.
Przepisy o funduszu autobusowym zostały uchwalone w ekspresowym tempie. „Jak grzyby po deszczu” miały wyrastać nowe połączenia. Ruszył więc nabór wniosków o odtwarzanie połączeń. I tu zaczął się problem. Samorządy niechętnie podchodzą do tematu, bo musiałyby z własnej kieszeni dokładać spore kwoty. Stawka rządowej dopłaty wynosi bowiem złotówkę za wozokilometr, a samorząd za ten sam dystans musi dorzucić 3 złote.
– Patrząc z punktu widzenia samorządu gminnego, mogę powiedzieć, że na pewno jest to za mało, ale dobre i to, bo wiadomo, że każdy grosz się liczy – wyjaśnił Jerzy Kocój, burmistrz gminy Błażowa.
Na brak połączeń komunikacyjnych narzekają mieszkańcy gminy Wojciechów – głównie chodzi o kursy do Lublina i międzygminne.
– Sytuacja jest niewystarczająca, wręcz powiedziałbym, że słaba – to obserwujemy. Generalnie mieszkańcy apelują o to, by takie połączenia, które kiedyś były realizowane np. z miastem Bełżyce albo Nałęczów, były przywracane – zaznaczył Artur Markowski, wójt gminy Wojciechów.
Dlatego władze gminy złożyły wniosek do starostwa powiatowego o dofinansowanie ze środków rządowych. Wniosek trafił do wojewody, a następnie dotacja została przyznana. Większy problem z uzyskaniem środków ma gmina Błażowa w województwie podkarpackim. Podjęto tam decyzję o samorządowym wsparciu połączeń. Gmina chciała skorzystać z rządowej dopłaty, ale na przeszkodzie stanęły względy formalne.
– Były działania podjęte, żeby wykorzystać tę dotację rządową. Niestety starostwo powiatowe rzeszowskie chciało dopłacić i wykorzystać przysłowiową złotówkę do jednego wozokilometra, ale decyzją Regionalnej Izby Obrachunkowej ta dopłata została wstrzymana z racji tego, że prawnie nie mogłoby to być zrealizowane – tłumaczył burmistrz gminy Błażowa.
Wszystko za sprawą braku zapisu w statusie, mówiącym o możliwości udzielenia pomocy finansowej przez powiat rzeszowski na rzecz związku gmin PKS. Jeżeli sąd nie rozpatrzy sprawy na korzyść gminy, ta straci spore środki. Rekompensatą, i to nie tylko w tym przypadku, mogłoby być zwiększenie rządowej dopłaty, o co apelują dziś samorządy. Takiego ruchu nie wyklucza Ministerstwo Infrastruktury.
– Będziemy dokonywali analiz i szukali rozwiązań, które jeszcze w większym stopniu będą przeciwdziałały wykluczeniu komunikacyjnemu, przy czym to nie zawsze musi znajdować się w orbicie konkretnych oczekiwań samorządowców, czyli np. nie 1 zł, a 5 zł – zapowiedział wiceminister infrastruktury Andrzej Bittel.
W teorii samorządy są zobowiązane do zorganizowania lokalnego transportu publicznego, jednak praktyka pokazuje, że nierentowne linie są zamykane, powodując powstawanie tzw. białych plam komunikacyjnych, Dodatkowe środki mogłyby zmienić tę sytuację. W 2020 roku ze środków rządowych dotowane będą przewozy na terenie 964 gmin. W budżecie zarezerwowano na ten cel 800 milionów złotych.
TV Trwam News


