fot. PAP/EPA

Rosyjskie MSZ grozi Polsce „bolesną” odpowiedzią w związku z zamknięciem konsulatu Federacji Rosyjskiej w Poznaniu

Rzecznik rosyjskiego MSZ grozi Polsce retorsjami. Nasz kraj ma spodziewać się „bolesnej” odpowiedzi za zamknięcie konsulatu Federacji Rosyjskiej w Poznaniu. Tymczasem polskie służby wyłapują kolejnych agentów działających na zlecenie Rosji.

Od kilku miesięcy obserwujemy wzmożone działania rosyjskiej agentury w Polsce. Z początkiem maja w ogromnym pożarze spłonęła hala zakupowa przy ul. Marywilskiej w Warszawie. Tysiące ludzi straciły dorobek życia. Służby nie wykluczają, że podpalenia dokonano na polecenie Kremla.

Z kolei pod koniec maja rosyjscy hakerzy wypuścili depesze w Polskiej Agencji Prasowej o rzekomej mobilizacji wojskowej na polecenie premiera.

W ubiegłym tygodniu na ławie oskarżonych zasiadł Sierhij S. To Ukrainiec, który na zlecenie Kremla szykował podpalenie fabryki produkującej farby we Wrocławiu. Podejrzany przyznał się do winy. Z kolei policyjni „łowcy głów” z Lublina zatrzymali obywatela Ukrainy poszukiwanego za szpiegostwo na rzecz Kremla.

– Wyeliminowaliśmy dużą liczbę oficerów i agentów wywiadu wojskowego oraz cywilnego, w związku z tym Rosja ma kłopot – wskazał wiceminister spraw zagranicznych, Władysław Teofil Bartoszewski.

Z doniesień medialnych wynika, że polskie służby od początku czerwca kontrolują przemieszczanie się rosyjskich dyplomatów i ich rodzin po terenie Polski. Pracownicy ambasady rosyjskiej mają nakaz poruszania się tylko po woj. mazowieckim.

Reakcja była dobra, choć spóźniona – oznajmił ekspert ds. bezpieczeństwa, Jerzy Kowalski.

– Były przecież komunikaty z krajów NATO, że średnio na trzech dyplomatów jest przynajmniej jeden agent. Mi się wydaje, iż ta masowość agentury w dyplomacji jest jeszcze większa – powiedział Jerzy Kowalski.

Z uwagi na szereg dywersyjnych akcji rosyjskiej agentury minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorki, postanowił podjąć kroki dyplomatyczne.

– Podjąłem decyzję o wycofaniu zgody na funkcjonowanie konsulatu FR w Poznaniu – oznajmił minister Radosław Sikorski we wtorek.

Rzecznik rosyjskiego MSZ, Marija Zacharowa, odpowiedziała natychmiast. Zamknięcie konsulatu nazwała kolejnym przejawem rusofobii i zapowiedziała retorsje.

– Decyzja Polski to kolejny wrogi krok, który spotka się z bolesną odpowiedzią – przekonywała Marija Zacharowa.

MSZ było zmuszone pójść o krok dalej. Od momentu wybuchu na Ukrainie ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce, Siergiej Andriejew, cyklicznie był wzywany do ministerstwa. Ostatni raz został wezwany w marcu, ale nie pojawił się. W związku z tym ta formuła wyczerpała się. W ostateczności polskie MSZ nie wyklucza wydalenia ambasadora z kraju.

– Istnieje bardzo poważne pytanie, jakie interesy realizuje obecność przedstawicielstwa rosyjskiego w RP – skomentował Jacek Siewiera, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Jeszcze rząd Zjednoczonej Prawicy – miesiąc po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę – zdecydował o wydalenia z kraju 45 dyplomatów podejrzanych o szpiegostwo. Później byli kolejni.

– Wielkie zadanie dla naszej dyplomacji, żeby cały czas było twarde „nie”, twardy sprzeciw wobec rosyjskiej agresji – przypomniał Paweł Jabłoński, poseł PiS, były wiceszef MSZ.

Polska jako kraj przyfrontowy jest i pozostanie jednym z głównych celów dywersyjnych. Dr Tomasz Teluk zwrócił uwagę na miejsca, gdzie mogą nastąpić kolejne ataki.

– Infrastrukturę transportową, na infrastrukturę energetyczną, a także na strategiczne zakłady, które produkują amunicję i broń – podsumował dr Tomasz Teluk.

Dlatego tak ważne jest zachowanie wzmożonej czujności przez zwykłych obywateli. Jakiekolwiek podejrzane zachowania osób trzecich – np. przy infrastrukturze krytycznej – należy zgłosić do odpowiednich służb.

TV Trwam News

drukuj