Pycha, arogancja, buta

Rząd Donalda Tuska już nawet nie ukrywa, że ma Polaków w głębokim poważaniu. Pokazuje, że wbrew zapowiedziom konsultacje społeczne traktuje obłudnie i fasadowo. Zgodnie z zasadą: najpierw apodyktyczna decyzja – następnie fikcyjne konsultacje w sprawie już podjętej decyzji, a jeśli protesty są silne – następuje pokrętne chowanie głowy w piasek. Tak było np. z ACTA, tak jest teraz przy okazji tak zwanej reformy emerytalnej, która jest odpowiedzią na słynne pytanie zadane Donaldowi Tuskowi: „Panie premierze, jak żyć?”. Otóż Donald Tusk, proponując na zamówienie rynków finansowych wydłużenie wieku emerytalnego, odpowiedział na to pytanie jasno i dosadnie – należy żyć krótko!

Rządzący ignorują ponad 1 400 000 obywateli, którzy złożyli podpisy przeciwko jawnej dyskryminacji katolików przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. Ignorują prawie 1 400 000 podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie przedłużenia wieku emerytalnego złożonych w Sejmie przez „Solidarność” i wbrew woli opinii społecznej nie dopuszczą do referendum. Równolegle Donald Tusk ogłosił konsultacje społeczne w tej sprawie, ale z góry zapowiedział, że nie mają one żadnego znaczenia, bo rząd zdania nie zmieni. Premier najwyraźniej liczy na bezkarność, jaką mu zapewniają struktury operujące kłamstwem i manipulacją. Wie, że może polegać na agentach wpływu i medialnych fornalach.

Właśnie otrzymałem odpowiedź na oświadczenie senatorskie wygłoszone podczas posiedzenia Senatu RP 22.12.2011 r., które dobrze oddaje styl i mentalność ekipy rządzącej Polską. W oświadczeniu zwracałem się do premiera Tuska o wyjaśnienie, jak ocenia fakt, że rzecznik rządu Paweł Graś przez kilkanaście lat mieszkał w willi w Zabierzowie pod Krakowem, należącej do niemieckiego biznesmena Paula Roglera, i nie płacił za to. Pytałem premiera, czy nie nastąpił klasyczny konflikt interesów. Paweł Graś pełni ważną rolę w państwie, a jego biznesowe relacje z obywatelem obcego państwa, przynoszące mu przez lata ewidentne korzyści, mogą rodzić uzasadnione przypuszczenie, że jego działania publiczne w jakiejś części pozostały w związku z faktem współpracy z niemieckim biznesmenem. Czy nie jest to sytuacja – pytałem – naruszająca standardy przejrzystości oraz standardy etyczne życia publicznego stanowiąca ponadto zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa?

Marszałek Senatu otrzymał odpowiedź na to oświadczenie podpisaną przez Pawła Grasia, który stał się sędzią we własnej sprawie. Nawet się nie wysilono, aby dokument był sygnowany przez szefa kancelarii premiera. W piśmie p. Grasia czytamy m.in., że premier po ujawnieniu sprawy zamieszkiwania „Pawła Grasia w willi należącej do niemieckiego biznesmena w Zabierzowie pod Krakowem, deklarując zaufanie do rzecznika rządu, zaapelował o jak najszybsze przeprowadzenie kontroli skarbowej w celu wyjaśnienia stawianych zarzutów. (…) Poruszona przez senatora Jana Marię Jackowskiego kwestia rozpatrywana była m.in. przez Komisję Etyki Poselskiej w poprzedniej kadencji, która przyjęła do wiadomości wyjaśnienia Pana posła Pawła Grasia. Z wyrazami szacunku Paweł Graś”. Żadnego odniesienia do istoty sprawy oraz możliwości popełnienia przestępstwa składania fałszywych zeznań przez rzecznika rządu.

Zupełnie jak w czasach minionych, lecz coś jednak pęka. Według TNS OBOP, już aż 70 proc. badanych źle ocenia prace rządu Donalda Tuska, a 63 proc. ma złe zdanie o działaniach samego premiera. Najwyraźniej Polacy zaczynają mieć dosyć niekompetencji, pychy, arogancji i buty władzy.

Jan Maria Jackowski

drukuj