Premier w cieniu poważnych domniemań karnych

Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości:


Obawiam się, że [w przypadku afery hazardowej – przyp. red.] mamy do czynienia ze sprawą nieporównywalnie poważną, tzn. z czymś, co można by określić jako społeczno-kulturowy wymiar Platformy Obywatelskiej, bo to, co mogliśmy przeczytać, ten język, te powiązania, te związki towarzyskie – to jest coś, co wymaga refleksji nie jednej osoby, tylko całego społeczeństwa nad tym, kto Polską rządzi. Ja mogę powiedzieć tylko tyle, że sądzę, iż tego rodzaju ludzie, tego typu kultury, tego typu powiązań towarzyskich (jak można przypuścić nie tylko towarzyskich, bo nie chce mi się wierzyć, żeby te powiązania nie miały aspektów finansowych) – otóż tego rodzaju ludzie Polską rządzić nie powinni. To jest poza jakąkolwiek dyskusją, jeśli się oczywiście myśli w kategoriach interesu społecznego i narodowego.

Od tego jest śledztwo, żeby zobaczyć, o co tam naprawdę chodziło. (…) To, co się stało z Kamińskim, te zarzuty pokazują, że tutaj grają rolę zupełnie inne względy, bo zarówno jeśli chodzi o czas tych wszystkich wydarzeń, tzn. to, że te zarzuty miałyby być stawiane już po poinformowaniu premiera, jak i charakter tych zarzutów wskazują jednoznacznie na to, o co naprawdę chodzi. Chodzi o stworzenie podstaw, żeby odwołać Mariusza Kamińskiego, a każdy, kto w tej chwili go odwoła, jakby się przyznaje do winy.

PO jest w trudnej sytuacji – broni się wszelkimi możliwymi metodami, m.in. próbując człowieka, który uderzył w trzech ministrów mojego rządu, traktować jako partyjnego aparatczyka. Przypomnę, że minister Lipiec był członkiem mojego rządu i został aresztowany, i to po akcji z prowokacją, że to samo dotyczyło wicepremiera Leppera, nie został w końcu aresztowany, ale cała sprawa doprowadziła wręcz do upadku rządu, i że wreszcie także minister Kaczmarek, który znalazł się na celowniku CBA, także był członkiem mojego rządu – więc tego rodzaju twierdzenia są zupełnie absurdalne.

Mamy w końcu nieuwikłaną w przeszłość peerelowską i tą lat 90., i późniejszych służbę specjalną – i jest ona przedmiotem szczególnej nienawiści estabilishmentu oraz szczególnych ataków. I mamy na czele tej służby człowieka wyjątkowej prawości i odwagi – i to przeszkadza tym, którzy po prostu chcą w Polsce dokonywać nadużyć albo mają coś na sumieniu. To jest dla każdego rozsądnego człowieka oczywiste. Nikt, kto jest uczciwy, nie ma żadnych powodów, by obawiać się CBA. Każdy uczciwy człowiek musi się cieszyć, że taka służba istnieje, że są tacy ludzie, którzy nie cofają się przed niczym – także i wtedy, kiedy przyjdzie uderzyć we własne środowisko. Ale oczywiście nie cofają się także i wtedy, gdy trzeba podjąć działania wobec innych środowisk. (…)

Jest takie pytanie: dlaczego tak absurdalne zarzuty [wobec szefa CBA – przyp. red.] akurat w tym momencie? Dla mnie to zupełnie oczywiste i sądzę, że obecny premier stoi w cieniu bardzo poważnych domniemań karnych, związanych z kodeksem karnym. (…)

Lobbing jest zjawiskiem, które towarzyszy demokracji, ale musi być ujęty w bardzo twarde ramy, a poza tym tam, gdzie chodzi o tego rodzaju sprawy jak hazard, gdzie dochodzi do styku środowisk biznesowych i przestępczych, tam lobbing nie powinien być dopuszczalny. To powinny być takie ustawy z „czerwonym paskiem”.

Fragmenty wypowiedzi dla wczorajszych „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.

drukuj