Premier Japonii wyklucza dopuszczenie kobiet do sukcesji tronu
Szefowa japońskiego rządu, Sanae Takaichi, wykluczyła możliwość zmian w zasadach sukcesji, opowiadając się za utrzymaniem wyłącznie męskiej linii dziedziczenia tronu. Stanowisko to koliduje z wysokim poparciem społecznym dla cesarzowych oraz postępującym kurczeniem się liczby męskich następców w dynastii.
„Rząd, podobnie jak ja, szanuje raport ekspertów, który uznał za właściwe ograniczenie uprawnień do tronu wyłącznie do męskich potomków w linii prostej, należących do rodu cesarskiego” – oświadczyła Sanae Takaichi.
Wcześniej polityk wskazywała, że kwestia zapewnienia ciągłości rodu jest „pilna”, sugerując jednak rozwiązanie polegające na włączeniu do rodu cesarskiego dalekich krewnych płci męskiej, a nie dopuszczenie kobiet do władzy.
Choć 64-letnia Sanae Takaichi przełamała tzw. szklany sufit, zostając w ubiegłym roku pierwszą kobietą na stanowisku premiera, jej agenda polityczna daleka jest od postulatów feministycznych i reprezentuje twarde konserwatywne skrzydło. Sprzeciwia się m.in. nowelizacji kodeksu cywilnego, która pozwoliłaby kobietom na zachowanie swojego nazwiska rodowego po ślubie. Opozycja wytyka jej również, że w obecnym gabinecie zasiadają zaledwie dwie kobiety.
Kwestia sukcesji powraca w debacie publicznej od lat.
W sondażu przeprowadzonym przez agencję Kyodo News w 2024 r. 90 proc. respondentów opowiedziało się za pomysłem panowania cesarzowej, ponieważ japońska rodzina cesarska boryka się z problemem malejącej liczby męskich potomków.
Jeszcze w 2005 r. rządowy komitet zalecił, by tron dziedziczyło najstarsze dziecko niezależnie od płci. Dyskusję ucięły jednak narodziny księcia Hisahito w 2006 r., bratanka obecnego cesarza Naruhito, na którym dziś spoczywa przyszłość dynastii.
Tron Chryzantemy to najstarsza nieprzerwana monarchia dziedziczna na świecie, której mityczne początki sięgają 660 roku p.n.e.
PAP




