Pogoda dla agentów i zbrodniarzy
W grudniu 2002 roku została zorganizowana przez jeden z prywatnych uniwersytetów w Berlinie sesja poświęcona Kościołowi w Polsce wobec perspektywy wstąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej. Uderzające było, że ze strony niemieckiej prelegentami byli specjaliści, którzy znali język polski, swobodnie poruszali się w realiach polskich w czasach PRL i III RP, dysponowali znakomitą zakulisową wiedzą środowiskową na temat polskiego duchowieństwa. Okazało się, że byli to pracownicy enerdowskiego urzędu ds. wyznań, którzy zawodowo zajmowali się zwalczaniem Kościoła, a po zmianach 1989 roku, mając dostęp do informacji, porobili doktoraty i habilitacje. W ten sposób po upadku reżimu legitymacje jego funkcjonariuszy zamienili na profesorskie togi.
To zdarzenie sprzed blisko 7 lat przypomina się nieodparcie, gdy niedawno na łamach „Financial Times Deutschland” ukazała się informacja o tym, że dwadzieścia lat po obaleniu muru berlińskiego w Niemczech w sektorze publicznym pracuje ogromna rzesza byłych funkcjonariuszy i agentów Stasi oraz innych służb specjalnych byłej NRD. Z danych przytoczonych na łamach „FTD” wynika, że 17 tysięcy byłych pracowników i współpracowników enerdowskiej bezpieki pracuje mimo lustracji w administracji w Niemczech. Liczba ta zaskoczyła nie tylko opinię publiczną, ale również specjalistów, którzy przyznają, że skala problemu jest poważniejsza, niż się wydawało.
Cytowany przez gazetę Klaus Schroeder, szef zespołu badającego historię NRD na Wolnym Uniwersytecie w Berlinie, jest przekonany, że liczba 17 tysięcy jest zaniżona. Uważa, że w ministerstwach i urzędach Republiki Federalnej Niemiec pracują nawet dziesiątki tysięcy byłych agentów Stasi: „To są liczby, jakich nikt dotąd sobie nie wyobrażał”. Zwraca jednak uwagę, że lustracja odbywała się w oparciu o uproszczone standardy i powierzchownie. Z przymrużeniem oka traktowano na przykład celników i ochroniarzy, których nadal wykorzystywano pod pretekstem, że byli nieszkodliwi politycznie. Symboliczne jest, że w ochronie kanclerz Angeli Merkel pracuje były agent Stasi. Czy tak prowadzona weryfikacja była jedynie niedopatrzeniem czy w pełni świadomym działaniem?
Publikację „FTD” warto rozpatrzyć w szerszym kontekście. Na przykład jak w Niemczech przeprowadzono rozliczenie za zbrodnie II wojny światowej? Opinia publiczna często słyszy o słynnych procesach norymberskich, ale tam sądzono jedynie część głównych zbrodniarzy. A co z pozostałymi, przecież były ich dziesiątki tysięcy? Jak wynika z badań Instytutu Historii Najnowszej, cytowanych przez „Deutsche Welle”, spośród blisko 173 tysięcy zarejestrowanych podejrzanych przez 64 lata po wojnie skazano zaledwie 4 proc., a więc około 6600. Z tego tylko 1100 osób zostało osądzonych za morderstwo. A przecież wielu spośród ponad 160 tysięcy nieskazanych pracowało przez lata w niemieckim sektorze publicznym. Mało tego, zarówno enerdowska Stasi, jak i służby specjalne RFN wykorzystywały z premedytacją fachowców z aparatu represji i przemocy III Rzeszy.
Z hitlerowskich specjalistów od zadań specjalnych korzystali też bardzo obficie alianci. NKWD bez skrupułów przejmowało agenturę gestapo, SS, Kripo. Amerykanie zatrudniali setki naukowców hitlerowskich, w tym między innymi Wernera von Brauna, konstruktora V1 i V2, a po wojnie współtwórcę NASA i amerykańskiego programu kosmicznego. CIA ściśle współpracowała z siatką zbrodniarza wojennego Reinharda Gehlena, szefa wywiadu Wehrmachtu. Pouczająca jest historia Fritza Ter Meera. W czasach hitlerowskich był on członkiem zarządu koncernu IG Farben produkującego m.in. śmiercionośny cyklon B. Został osądzony w procesach norymberskich za zbrodnie wojenne. Po odsiedzeniu symbolicznego wyroku – 4 lat – dzięki wstawiennictwu Rockefellerów wyszedł na wolność i od połowy lat 50. dzięki rekomendacji Nelsona Rockefellera został prezesem zarządu firmy Bayer.
Takich historii jest wiele. Jak widać, pogoda dla specjalistów od mokrej roboty jest niezmienna. Ustroje się zmieniają, państwa upadają, ale agenci i zbrodniarze – jeśli tylko mogą być przydatni – to pozostają.
Jan Maria Jackowski
