Płać albo się odłącz
Z Grażyną Niedbalską, Czytelniczką „Naszego Dziennika”, która zainteresowała nas sprawą cen gazu w nowej taryfie PGNiG, rozmawia Marcin Austyn
Odczuła Pani obniżki cen gazu?
– Niestety, nie. Owszem, samo paliwo gazowe potaniało, ale rachunek, jaki otrzymuję, składa się z kilku elementów. Wzrósł abonament i opłaty sieciowe, a co za tym idzie – wzrosła cała moja opłata za korzystanie z gazu.
Mając tyle czynników składowych na rachunku i różne zużycie gazu w okresach rozliczeniowych, tak naprawdę trudno jest stwierdzić, czy opłaty zmalały, czy wzrosły…
– Tak. Jest to widoczne dopiero po analizie faktur. Także w biurze obsługi klienta moje obliczenia zostały potwierdzone. Ja sama od pewnego czasu uważnie obserwuję zużycie gazu, ponieważ moje rachunki rosną w zastraszającym tempie, a gaz w okresie letnim służy mi wyłącznie do gotowania. Nie wiem, być może ma to związek z niższą kalorycznością gazu. Chciałam to sprawdzić, ale zostałam przez dostawcę poinformowana, że nie jest to możliwe.
Ile gazu Pani zużywa?
– Za ostatni okres było to 50 metrów sześciennych, a to tylko kuchenka gazowa, z której przecież mało korzystam. Zapłaciłam ponad 200 złotych. W mojej ocenie, to zbyt dużo, a w perspektywie jest zima. Ogrzewam dom gazem, co miesięcznie kosztuje nawet ok. 1 tys. złotych. Zmieniłam już piec na lepszy, a wciąż płacę dużo. Pozostanie tylko obniżyć temperaturę w mieszkaniu.
A alternatywy, jeśli chodzi o dostawcę gazu, nie ma…
– W tym tkwi problem. Na moje uwagi od pani Elżbiety Kraus, zastępcy dyrektora ds. handlowych Mazowieckiego Oddziału Obrotu Gazem w Warszawie, otrzymałam odpowiedź, że jeżeli ceny mi nie odpowiadają, mogę wypowiedzieć umowę. Jako konsument nie mam możliwości ruchu. Mogę wybierać dostawców energii elektrycznej, zmieniać operatora telefonu komórkowego, ale jestem skazana na dostawcę gazu. Zmiana typu ogrzewania to zbyt kosztowna inwestycja.
Dziękuję za rozmowę.
