Apel w obozie dla polskich dzieci w Łodzi. Fot. NAC. Źródło: Wikimedia Commons

Pamięć o zamordowanych dzieciach

Powstała lista 700 nazwisk dzieci z Łodzi i okolic, które w czasie II wojny światowej zginęły z rąk Niemców. Wykaz będzie rozszerzany. Pracuje nad nim Muzeum Dzieci Polskich, które – mimo licznych apeli ze strony ocalałych więźniów obozu przy ulicy Przemysłowej – nie doczekało się swojego budynku.

Niemiecki nazistowski obóz dla polskich dzieci przy ulicy Przemysłowej powstał zimą 1942 roku – wyjaśnia Jolanta Sowińska-Gogacz, która historię tego miejsca opisywała w publikacji pt. „Mały Oświęcim”.

– On funkcjonował w trakcie II wojny światowej przez 25 miesięcy i tydzień – powiedziała Jolanta Sowińska-Gogacz.

Do dramatycznych wspomnień w rozmowie z reporterem TV Trwam wrócił Jerzy Jeżewicz, który do obozu przy ulicy Przemysłowej trafił w wieku 2 lat, razem ze swoim bratem. Mówił, że celem okupanta było zniemczenie dzieci i wywiezienie ich do Niemiec. [czytaj więcej] 

– Te małe dzieci były bite albo nie dostawały jeść za to, że nie potrafiły powtórzyć słowa po niemiecku, jak się co nazywa. Jeśli się prosiło o chleb, a nie powiedziało się, jak się chleb nazywa, to się nie jadło – zaznaczył Jerzy Jeżewicz, ocalały z obozu dla dzieci przy ulicy Przemysłowej.

Ocalały więzień obozu mówił, że Niemcy zgotowali dzieciom piekło. Warunki, jakie mieli najmłodsi, nie różniły się niczym od obozów koncentracyjnych dla dorosłych. Wśród oprawców była 19-letnia dziewczyna, która potrafiła zarządzać surowe kary, gdy dzieci schyliły się po coś do ziemi w momencie, kiedy zabroniono im to robić. Trudno określić liczbę dzieci, które trafiły do obozu.

– Obecnie szacuje się tę liczbę na 3,5 tys. Tam były tylko polskie dzieci, żadnych innych – zwróciła uwagę Jolanta Sowińska-Gogacz.

Muzeum Dzieci Polskich Ofiar Totalitaryzmu, /  jakie powstaje w Łodzi, szuka informacji o tych dzieciach. Do dyrektora placówki zgłaszają się krewni tych, którzy nie przetrwali niemieckiego piekła. Wiedzą często tylko, że ich najbliżsi zginęli na terenie Łodzi. A często chcą zapalić znicze na ich grobie.

– Udało nam się opracować wykaz zawierający około 700 nazwisk dzieci, dzieci polskich, które w czasie wojny na terenie Łodzi i pobliskiego Konstantynowa zostały wymordowane przez Niemców, gdyż przebywały w obozach jako więźniowie – zaznaczył dr Ireneusz Maj, dyrektor Muzeum Dzieci Polskich Ofiar Totalitaryzmu.

To pierwszy taki kompleksowy dokument, który zawiera szereg danych, nie tylko imię i nazwisko. Lista będzie uzupełniana. Badania będą kontynuowane. Muzeum Dzieci Polskich, choć idea jego powstania powinna łączyć, wciąż trafia na opór; i wciąż nie doczekało się swojego miejsca, budynku.

– Zwracaliśmy się do urzędu miasta, do urzędu wojewódzkiego. Wszyscy się zgadzają, że takie coś powinno powstać, tylko trudno jest komuś to podpisać, żeby wyrazić na to zgodę – powiedział Jerzy Jeżewicz.

To apel tych, którzy doświadczyli cierpień od niemieckich zbrodniarzy. Apel tych, którzy na własne oczy widzieli śmierć dzieci; śmierć bliskich osób. I ten apel musi zostać usłyszany. To nie temat, który można odłożyć w czasie, bo odchodzą ci, których dramat w tym miejscu miałby zostać pokazany. By jeszcze raz powiedzieć: nigdy więcej wojny.

TV Trwam News

drukuj