Pamięć o zamordowanych dzieciach
Powstała lista 700 nazwisk dzieci z Łodzi i okolic, które w czasie II wojny światowej zginęły z rąk Niemców. Wykaz będzie rozszerzany. Pracuje nad nim Muzeum Dzieci Polskich, które – mimo licznych apeli ze strony ocalałych więźniów obozu przy ulicy Przemysłowej – nie doczekało się swojego budynku.
Niemiecki nazistowski obóz dla polskich dzieci przy ulicy Przemysłowej powstał zimą 1942 roku – wyjaśnia Jolanta Sowińska-Gogacz, która historię tego miejsca opisywała w publikacji pt. „Mały Oświęcim”.
– On funkcjonował w trakcie II wojny światowej przez 25 miesięcy i tydzień – powiedziała Jolanta Sowińska-Gogacz.
Były polskimi dziećmi. Dla Niemców to wystarczyło, by je zabić…#reparacje #Reparations #GermanDeathCamps pic.twitter.com/WVhDGp0DGR
— Muzeum Dzieci Polskich – ofiar totalitaryzmu (@muzeumdp) September 9, 2022
Do dramatycznych wspomnień w rozmowie z reporterem TV Trwam wrócił Jerzy Jeżewicz, który do obozu przy ulicy Przemysłowej trafił w wieku 2 lat, razem ze swoim bratem. Mówił, że celem okupanta było zniemczenie dzieci i wywiezienie ich do Niemiec. [czytaj więcej]
– Te małe dzieci były bite albo nie dostawały jeść za to, że nie potrafiły powtórzyć słowa po niemiecku, jak się co nazywa. Jeśli się prosiło o chleb, a nie powiedziało się, jak się chleb nazywa, to się nie jadło – zaznaczył Jerzy Jeżewicz, ocalały z obozu dla dzieci przy ulicy Przemysłowej.
9 września rozpoczynamy dwudniową konferencję naukową poświęconą niemieckim zbrodniom na dzieciach polskich w okresie II wojny światowej. Mecenas Muzeum: PGE Polska Grupa Energetyczna. Partnerzy konf.: @RPDPawlak i Województwo Łódzkie. Patronat medialny: @radiolodz i @tvp3_lodz pic.twitter.com/hkr5itAiBK
— Muzeum Dzieci Polskich – ofiar totalitaryzmu (@muzeumdp) September 8, 2022
Ocalały więzień obozu mówił, że Niemcy zgotowali dzieciom piekło. Warunki, jakie mieli najmłodsi, nie różniły się niczym od obozów koncentracyjnych dla dorosłych. Wśród oprawców była 19-letnia dziewczyna, która potrafiła zarządzać surowe kary, gdy dzieci schyliły się po coś do ziemi w momencie, kiedy zabroniono im to robić. Trudno określić liczbę dzieci, które trafiły do obozu.
– Obecnie szacuje się tę liczbę na 3,5 tys. Tam były tylko polskie dzieci, żadnych innych – zwróciła uwagę Jolanta Sowińska-Gogacz.
Muzeum Dzieci Polskich Ofiar Totalitaryzmu, / jakie powstaje w Łodzi, szuka informacji o tych dzieciach. Do dyrektora placówki zgłaszają się krewni tych, którzy nie przetrwali niemieckiego piekła. Wiedzą często tylko, że ich najbliżsi zginęli na terenie Łodzi. A często chcą zapalić znicze na ich grobie.
– Udało nam się opracować wykaz zawierający około 700 nazwisk dzieci, dzieci polskich, które w czasie wojny na terenie Łodzi i pobliskiego Konstantynowa zostały wymordowane przez Niemców, gdyż przebywały w obozach jako więźniowie – zaznaczył dr Ireneusz Maj, dyrektor Muzeum Dzieci Polskich Ofiar Totalitaryzmu.
To pierwszy taki kompleksowy dokument, który zawiera szereg danych, nie tylko imię i nazwisko. Lista będzie uzupełniana. Badania będą kontynuowane. Muzeum Dzieci Polskich, choć idea jego powstania powinna łączyć, wciąż trafia na opór; i wciąż nie doczekało się swojego miejsca, budynku.
– Zwracaliśmy się do urzędu miasta, do urzędu wojewódzkiego. Wszyscy się zgadzają, że takie coś powinno powstać, tylko trudno jest komuś to podpisać, żeby wyrazić na to zgodę – powiedział Jerzy Jeżewicz.
To apel tych, którzy doświadczyli cierpień od niemieckich zbrodniarzy. Apel tych, którzy na własne oczy widzieli śmierć dzieci; śmierć bliskich osób. I ten apel musi zostać usłyszany. To nie temat, który można odłożyć w czasie, bo odchodzą ci, których dramat w tym miejscu miałby zostać pokazany. By jeszcze raz powiedzieć: nigdy więcej wojny.
TV Trwam News



