Osamotnieni czy samotni?
Polska otrzymała kolejny znak. Wzburzone pyłem wulkanicznym niebo, którego
nie mogli pokonać swoimi maszynami światowi przywódcy, aby przybyć do
naszego kraju i złożyć hołd poległym w katastrofie lotniczej Polakom.
Polegli oni w walce o zrozumienie Katynia, czyli zbrodniczych konsekwencji
polityki totalitarnej. Czy byliśmy zatem na pogrzebie Prezydenta osamotnieni,
podobnie jak osamotnieni zostaliśmy we wrześniu 1939 roku i w Jałcie w 1945
roku?
Ta niedzielna tajemnicza samotność Polaków pewnie jest najpierw znakiem, żeby
porzucić stary i także dzisiaj rozpowszechniony zwyczaj zaglądania do
"francuskiej gazety", jeżdżenia do Moskwy czy do Brukseli, aby się
dowiedzieć, co należy czynić, a czego nie należy. Skoro tydzień temu usłyszeliśmy
głośny sygnał pod Katyniem, aby wreszcie rozliczyć się z totalitaryzmem
komunistycznym, to nie ma co czekać na innych, aż nam wyjaśnią, co mamy
czynić.
Zło nierozliczone i niezrozumiane mnoży się i przepoczwarza. Dziwne jest
zatem spontaniczne poczucie współczesnego człowieka, iż czasy totalitaryzmów
mamy już za sobą. Z jakich powodów tak mniemamy? Demokratyczny system rządów
nie wyklucza przecież totalitarnej demokracji, jak to stwierdzi Jan Paweł II w
encyklice "Centesimus annus". Czy zresztą usunęliśmy przyczynę
totalitaryzmów? Co jest ową przyczyną?
Oprócz zbrodniczych ideologii
– ubranych jednak w szlachetne hasła, np. wyzwolenia ludzkości od
ekonomicznego wyzysku – które są koniecznym narzędziem działania
totalitarnego państwa, jego duchową podstawą jest doświadczenie osamotnienia
(fakt istotnie różny od "samotności"), jak twierdzi w książce
"Korzenie totalitaryzmu" Hannah Arendt – niekwestionowany autorytet,
jeśli chodzi o dzieje dwudziestowiecznego totalitaryzmu, istotnie różnego od
tyranii znanych od starożytności. Opiera się on "na poczuciu całkowitego
braku związków ze światem, a to należy do najdotkliwszych i najbardziej
rozpaczliwych ludzkich przeżyć", które generuje tylko rozpacz, przemoc
wobec wszystkich, uległość zbrodniczym nakazom i odczłowieczenie. Człowiek
osamotniony bowiem "w myślach spodziewa się zawsze najgorszego", bo
"nikt nie jest godny zaufania i na niczym nie można polegać".
Zdaniem Arendt, to osamotnienie "będące niegdyś krańcowym przeżyciem
znoszonym w pewnych krańcowych sytuacjach społecznych, takich jak starość, w
naszym stuleciu stało się codziennym doświadczeniem nieustannie coraz większych
mas".
Czyżbyśmy się już pozbyli czy przezwyciężyli doświadczenie osamotnienia,
czy też może stało się ono jeszcze głębsze? Według piewców totalitarnego
mitu "klasy", należy niszczyć innych, bo przywłaszczyli sobie należne
nam pieniądze. Mit "rasy" z kolei obliguje do stosowania przemocy
wedle kryteriów biologicznych. Przeciwnikiem jest zatem inna "klasa"
lub "rasa". Zaś współczesny totalitaryzm podważył w umysłach
zaufanie do samego "początku" naszego bytu. Skoro usprawiedliwia się
stosowanie sztucznego zapłodnienia dla zaspokojenia ludzkich pragnień, to
znaczy, że zaistnienie człowieka nie wymaga tego, co nazywamy miłością czy
też szacunkiem dla osoby. Skoro wolno ją "zrobić" w laboratorium,
to znaczy, że ten nasz bytowy "początek" jest tyle samo wart, co
zaistnienie każdej rzeczy, która może stać się obiektem ludzkich pragnień.
Zrównanie człowieka z rzeczą – oto aksjologia zapłodnienia in vitro. Czy nie
czujemy się osamotnieni w świecie, który zaakceptował taki sposób poczęcia
człowieka? Trafnie zatem Aldous Huxley w książce "Nowy wspaniały świat"
– ostrzegającej przed trzecią formą totalitarnego systemu, różnego od
totalitaryzmu komunistycznego i nazistowskiego – uważa stosowanie sztucznego
zapłodnienia za warunek konieczny do zbudowania wreszcie trwałego
totalitarnego świata, świata odczłowieczającego wszystkich. Jeśli lękiem
musi napełnić człowieka sam moment jego zaistnienia – skoro to nie z miłości,
ale dla zaspokojenia własnych pragnień rodzice powoływaliby nas do istnienia
– to trzeba się lękać wszystkich, włącznie z rodzicami i samym sobą.
Od "osamotnienia" Arendt (za Epiktetem, starożytnym rzymskim
filozofem stoickim) odróżnia samotność, dzięki której "możemy być
razem ze sobą". Jeśli walczymy z totalitarnym światem – rozumiejąc, że
prowadzi ku niemu także zgoda na wszelkie manipulacje początkiem ludzkiego
istnienia – to w Krakowie nie byliśmy osamotnieni, lecz tylko samotni.
Marek Czachorowski
