Opowiem ci o córce generała „Nila”

Z Alicją i Piotrem Szyszkowskimi, nauczycielami z Siedlec, rozmawia Piotr
Czartoryski-Sziler

Przyjechali Państwo z Siedlec, by uczestniczyć w pogrzebie pani Marii
Fieldorf-Czarskiej. Była dla Państwa kimś ważnym?

Piotr Szyszkowski: – Bardzo ważnym. Przeczytaliśmy wywiad w "Naszym
Dzienniku" z panią Marią Fieldorf-Czarską, który bardzo nas poruszył.
Zapragnęliśmy bliżej ją poznać. Podczas ubiegłorocznych wakacji w Kątach
Rybackich nad morzem onieśmielony zadzwoniłem do niej, pytając, czy moglibyśmy
umówić się z nią na króciutką wizytę z trojgiem naszych dzieci. Pani Maria
zgodziła się od razu i przyjęła nas z gorącym sercem. Pamiętam, że na to
pierwsze spotkanie przywieźliśmy chleb domowego wypieku i kwiaty. Pani Maria
ucałowała ten chleb i przyjęła nas z taką polską serdecznością.
Alicja Szyszkowska: – Nie znała nas wcale, mimo to przygotowała dla nas
ucztę, pokazała wspaniałe pamiątki po ojcu, opowiadała o wartościach. Ciekawie
mówiła dzieciom o ojcu, generale Auguście Emilu Fieldorfie "Nilu", podała im
również wiele innych ważnych przykładów historycznych, które myślę, że ubogacą
nasze dzieci i będą one uczestniczyły w Sztafecie Pokoleń, która tak bardzo
leżała jej na sercu. Mamy nadzieję, że nasze dzieci będą tymi wartościami żyły i
również będą starały się kształtować w ten sposób kolejne pokolenia.

Ile razy gościli Państwo w domu pani Marii w Gdańsku?
A.S.: – Byliśmy u niej dwukrotnie, w tym i ubiegłym roku. Wcześniej
znaliśmy ją tylko z literatury. Okazała się wspaniałą, dobrą i czułą kobietą. W
bieżącym roku, choć była już bardzo chora, sama zaprosiła nas do siebie.
Ucieszyliśmy się, ale nie wiedzieliśmy, co mamy zrobić z naszym psem.
Powiedziała: "Psa również weźcie, będzie weselej". Mieszkaliśmy u niej,
zwiedzaliśmy Gdańsk, dzięki niej spędziliśmy nad morzem wspaniałe chwile.

Wcześniej interesowali się Państwo postacią generała "Nila"?
P.S.: – Oboje jesteśmy nauczycielami wychowania fizycznego, ale
interesujemy się historią. Ja uczę w I Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława
Prusa w Siedlcach, a żona w Gimnazjum nr 3 im. Tadeusza Kościuszki. Z mojej
strony troje dziadków było w Armii Krajowej: ze strony mojego ojca – ojciec, a
ze strony mojej mamy – obydwoje rodzice. Mój ojciec zaszczepił we mnie miłość do
Ojczyzny poprzez czytanie literatury, uczestnictwo w różnego rodzaju
spektaklach, przedstawieniach, spotkaniach z kombatantami, ciekawymi postaciami.
Wraz z żoną sukcesywnie rozwijaliśmy nasze zainteresowanie historią poprzez
czytanie literatury. Zawsze chcieliśmy dotrzeć do źródła.

To znaczy?
P.S.: – Spotkać, o ile to możliwe, żyjące jeszcze osoby. Artykuł w
"Naszym Dzienniku" i film o generale "Nilu" tak bardzo nas poruszył, że
zapragnęliśmy poznać jego córkę. Następnym krokiem był telefon do niej. Tym
tropem staramy się iść i kroczymy rodzinnie razem z dziećmi, żeby poznawały one
naszą historię także poprzez wspaniałe osoby, które jeszcze żyją. U pani Marii
zafascynowała nas jej bezkompromisowa walka o prawdę, jej postawa patriotyczna
zgodna z triadą "Bóg, Honor, Ojczyzna", dzielenie się chlubną historią Polski,
jej tradycjami i bogatą kulturą.
A.S.: – W szkole, w której uczę, gościł śp. prezydent Ryszard
Kaczorowski. Była u nas na kolacji również pani Wanda Półtawska. Panią Marię
najmłodsza nasza córka Ania (7 lat) zapamiętała jako ciepłą, serdeczną babcię,
przytulała się do niej, bo pani Maria częstowała ją cukierkami. Starsze dzieci –
Magdalena (13 lat) i Paweł (11 lat), buntowały się, gdy słyszały, jak
opowiadała, w jaki sposób jej ojciec stracił życie, już więcej rozumiały.
Staramy się, by miały swój właściwie ukierunkowany światopogląd. Zawsze w
niedzielę po obiedzie czytamy dzieciom wartościowe urywki z różnych książek.
P.S.: – U pani Marii spędziliśmy pięć niezapomnianych dni tegorocznych
wakacji, które ubogaciły nas jako rodziców i nasze dzieci zarówno w wiedzę
historyczną, jak i życiową. Mieliśmy wielką radość obserwowania niezwykłego
taktu osoby wychowywanej w okresie dwudziestolecia międzywojennego, były to
chwile, które zapamiętamy do końca naszych dni. Od pani Marii nasza rodzina
dostała pamiątkowe srebrne orzełki, kilka zdjęć jej Ojca z okresu
międzywojennego. Dzięki ogromnej serdeczności, z jaką się spotkaliśmy, będąc
gośćmi, nawiązaliśmy wręcz rodzinną relację: my, jako rodzice, panią Marię
traktowaliśmy jako nobliwą ciocię, a nasze dzieci jako poczciwą babcię. I taka
na zawsze pozostanie w naszych sercach i umysłach.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj