Odeszła najstarsza wdowa katyńska

W Niedzielę Zesłania Ducha Świętego, kilka dni po swych imieninach, w 106. roku życia odeszła do Pana najstarsza wdowa katyńska – pani Zofia Romanowska.

Sama o sobie mówiła, że jest „Gdyńską Penelopą”. Przeżyła 5 lat w małżeństwie, 73 lata we wdowieństwie! Od zakończenia wojny mieszkała w Gdyni, każdego dnia czekając na powrót z wojny swego męża Antoniego Romanowskiego (25 VI 1902 – IV 1940), który był oficerem Policji Państwowej w Radomiu, wysoko wykwalifikowanym policjantem po Wyższej Szkole Policyjnej i po studiach prawniczych na wileńskim USB.

Wcześniej uczestniczył w wojnie z bolszewikami, dosłużył się stopnia oficerskiego w Wojsku Polskim. Zmobilizowany w roku 1939, trafił do sowieckiej niewoli, zadenuncjowany do NKWD we Włodzimierzu Wołyńskim przez znajomego Żyda z Radomia, który rozpoznał go na ulicy. Trafił do obozu specjalnego w Ostaszkowie. Zamordowany wraz z innymi polskimi policjantami w mrocznych piwnicach siedziby NKWD w Kalininie-Twerze, pogrzebany na cmentarzysku w Miednoje.

Pani Zofia Romanowska pozostawiła o swym mężu piękne świadectwo.

– To był bardzo subtelny i wrażliwy człowiek. Kiedy stawał przed sądem, by oskarżać przestępców, jego mowa z oskarżycielskiej zamieniała się często w obrończą. Wyszukiwał powody, dla których ci przestępcy zeszli na złą drogę. A to trudne dzieciństwo, a to zły wpływ otoczenia, a to bieda. Jego przełożeni nie byli z tego zadowoleni, ale ja właśnie za to najbardziej go kochałam. Kiedy patrzę dziś na naszego syna Andrzeja, odnajduję w nim najpiękniejsze cechy ojca: wrażliwość, delikatność, czułość dla bliskich. Wspomnienie tej czułości przywraca mi realne poczucie, że on był i jest w moim życiu i będzie do końca – wspominała.

Świadek historii

Uwierzyła w śmierć męża dopiero po opublikowaniu „teczki Jelcyna”. Tam zobaczyła jego nazwisko na liście wywozowej nr 050/1 z kwietnia 1940 r. – z obozu NKWD w Ostaszkowie „w gorod Kalinin”, gdzie figurował pod numerem 70.

Wychowywała jedyne dziecko z tego małżeństwa, synka Andrzeja – absolwenta Politechniki Gdańskiej, architekta, dziś już na emeryturze.

Zofia Romanowska była ważnym świadkiem historii. W oddziale gdańskim IPN znajduje się jej filmowa relacja z ewakuacji na Wschód w roku 1939, z okupacyjnej Warszawy, z obozu w Pruszkowie i z powojennych peregrynacji. Już w czasie okupacji rozpoczęła poszukiwania męża. Niemieckich komunikatów z 1943 r. o zbrodni w Lesie Katyńskim nie kojarzyła z Antonim. Nie było go na publikowanych wtedy przez Niemców listach. Jednak świadomość, że Sowieci potrafią zabijać bezbronnych jeńców, budziła lęk i złe przeczucia. Po wojnie, w Gdyni, poszukiwania były jeszcze trudniejsze.

Cenne i pouczające dla nas są refleksje Zofii Romanowskiej o patriotyzmie i niepodległości.

– Międzywojenna niepodległość była radosna i prawdziwa, mimo że po I wojnie światowej panowały głód i straszna bieda, do tego różne epidemie, na które umarło dużo ludzi, podobno więcej niż na wojnie. Ale młodzi ludzie traktowali odrodzenie Polski jak swą prywatną sprawę, osobisty sukces. Odczuwali z tego powodu wielką dumę, której dziś nie ma, jest za to dużo goryczy. Wtedy każdy pochód 3-majowy to była okazja do radości i spontanicznej manifestacji. Młodzi ludzie demonstrowali swą polskość przez wyraziste polskie akcenty, nawet w stroju – opowiadała. – Gdzie się podziała tamta wiara i tamten entuzjazm? Niestety, komunizm zrobił swoje. Nauczył ludzi niewiary, wyrachowania i cynizmu – ubolewała pani Zofia.

Na pytanie o przebaczenie udzielała zawsze godnej odpowiedzi: – Jestem chrześcijanką. Nie przypominam sobie żalu za grzechy któregokolwiek z katyńskich zbrodniarzy. A żal za grzechy jest warunkiem przebaczenia. Modliła się za męża i za inne ofiary zbrodni katyńskiej każdego dnia. Jej ulubionym miejscem modlitwy był gdyński kościół NMP Królowej Polski przy ulicy Armii Krajowej, niedaleko miejsca zamieszkania.

Msza św. żałobna w intencji śp. Zofii Romanowskiej zostanie odprawiona w czwartek, 23 maja, o godzinie 13.30 w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni, ul. Armii Krajowej 46. Po Eucharystii pogrzeb na cmentarzu Witomińskim. Pan Andrzej Romanowski i dr Barbara Pytko – prezes gdyńskiej Rodziny Katyńskiej – proszą wszystkich o udział w ostatniej drodze Zofii Romanowskiej.

Piotr Szubarczyk

drukuj