Niemiecki serwilizm gorszy od rosyjskiego

Wypowiedź prof. dr hab. Mieczysława Ryby dla Radia Maryja.

Audio MP3
Pobierz

Relacje polsko-rosyjskie od czasów jagiellońskich były nacechowane silną rywalizacją o dominację na ziemiach złączonych z Polską za sprawą Unii z Litwą. Była to również rywalizacja cywilizacyjna. Współcześnie, gdy toczy się intensywna gra geopolityczna, czynnik cywilizacyjny jest wciąż bardzo mocno obecny we wzajemnych relacjach.

Brak zaproszenia Jana Pawła II do Rosji, mimo gorącego pragnienia wiernych i samego Ojca Świętego; by taką pielgrzymkę odbyć, wynikał z trudno zrozumiałego w Polsce strachu. Ten strach dotyczył siły oddziaływania myśli, zbudowanej na personalistycznej koncepcji życia społecznego.

Dominacja Moskwy cały czas jest oparta nie na sile kultury, ale na potencjale armii przedsiębiorstw paliwowych. Serwilizm władców PRL wciąż jest obecny w zakamuflowanej formie i w sposobie myślenia wielu polskich polityków. Świadczy o tym chociażby sposób podejścia do Rosji w kontekście wyjaśniania katastrofy smoleńskiej.  Każdy trzeźwy obserwator zauważy, że relacja naszych władz do Moskwy jest pokłosiem naszego stosunku do Berlina.

Mylne jest bowiem twierdzenie, że nasza zależność od Rosji jest dziś większa niż zależność od Niemiec. Rosjanie chcą odbudować swoje imperialne wpływy poprzez uzależnianie poszczególnych państw od monopolu dostaw rosyjskiego gazu i ropy naftowej. Stąd ich zaciekła walka o to, by Polska nie uzyskała możliwości dywersyfikacji dostaw gazu, chociażby poprzez korzystanie z zasobów gazu łupkowego. Rosjanie wykorzystują też swoją przewagę w sile militarnej, szczególnie w dawnych republikach sowieckich. Mimo to ich możliwości wpływu na polską gospodarkę są ograniczone.

Embargo rosyjskie poza gazem, uderzy w polską gospodarkę w sposób ograniczony. Embargo Niemiec czy Unii Europejskiej położyłoby nas na łopatki. Rosjanie mogą nam zakręcić kurek z gazem, Niemcy – za pośrednictwem Brukseli, mogą zrobić wszystko; poczynając od likwidacji stoczni a kończąc na zakazie poszukiwań gazu łupkowego. Dlaczego zatem współczesna polityka polska nosi znamiona prorosyjskiej? Dlatego że polityka Berlina jest prorosyjska.  Niemcy próbują odnowić dawny sojusz z Rosją, który dawał im panowanie w Europie centralnej.

Rosja potrzebuje Niemiec do odrodzenia swojej imperialnej potęgi. Polska polityka od wieków definiowała Niemiecko – Rosyjskie porozumienie, jako śmiertelne zagrożenie dla swojej suwerenności. Tak było aż do czasów współczesnych, kiedy to obecny rząd uznał to za szansę i stara się odgrywać role pomostu w tych relacjach.

Pomysł Romana Dmowskiego by dogadać się z Rosją w celu osłabienia Niemiec nie ma żadnego przełożenia na współczesne realia polityki zagranicznej. Dziś obowiązuje zasada: dogadajmy się z Rosją bo tego żądają od nas nasi protektorzy zza Odry. Jest to polityka tyleż karkołomna co kapitulancka, aż trudno myśleć czym może się dla nas w przyszłości skończyć.

Powszechne w Polsce doświadczenie relacji z Rosją jest mniej więcej takie: Rosjanie jako Słowianie są bardzo ciepłymi, serdecznymi ludźmi. Państwo rosyjskie zaś to brutalny cyniczny gracz czyhający na naszą suwerenność. Zatem olbrzymie znaczenie mają relacje kulturalne obu narodów, które warto rozwijać. Powinniśmy służyć pomocą Rosji dla oczyszczenia się z dziedzictwa sowieckiego komunizmu. Rozliczenie zbrodni katyńskiej powinno być zaczynem do rozliczania wszelkich innych zbrodni sowieckich.

W relacjach międzypaństwowych o porozumienie będzie o wiele trudniej. Polityka rosyjska szanuje w relacjach międzynarodowych tylko podmioty silne. Zatem Polska powinna dążyć do zbudowania siły własnej. Wtedy bowiem może być poważnie traktowana przez Moskwę. Należy przeciąć wszelkie pozostałości agenturalne po czasach sowieckich.

Siła Polski musi się przede wszystkim oprzeć na niezależności energetycznej. Później należałoby odbudować znaczenie rodzimego przemysłu i handlu. Olbrzymią rolę odgrywa także siła militarna. Opierając się na takich fundamentach, można rozmawiać z państwem Rosyjskim z pozycji, na jakiej stoją dziś Niemcy.

Wypowiedź prof. dr hab. Mieczysława Ryby.

RIRM

drukuj