Nie znamy planu ekshumacji

Z Andrzejem Przewoźnikiem, sekretarzem generalnym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, rozmawia Maria S. Jasita



Jaki jest skład polskiej ekipy?


– Nie jestem w stanie powiedzieć, kto pojedzie, dlatego że jest na to za wcześnie. Strona ukraińska w poniedziałek powiadomiła nas, że nasi specjaliści, eksperci będą mogli uczestniczyć w tych pracach jedynie w charakterze obserwatorów. W tej chwili trzeba zmienić to, co wcześniej planowaliśmy. Nie znamy planu ekshumacji, dlatego myślę, że precyzyjnie, kto i kiedy pojedzie do Łucka, będziemy wiedzieli za kilka dni.



Czym strona ukraińska uzasadnia nadanie nam jedynie statusu obserwatorów?


– Strona ukraińska twierdzi, że wśród tych, których szczątki można będzie znaleźć na terenie dawnego więzienia NKWD, są przede wszystkim Ukraińcy. Oczywiście, iż mogą być Polacy, ale oni nie dysponują informacjami na ten temat. W swoim wystąpieniu takie informacje przedstawiałem. Strona ukraińska poprosiła nas o dodatkowe dane, przygotowujemy takie materiały i w najbliższych dniach je przekażemy. Mam nadzieję, że to pozwoli naszym ukrańskim partnerom w sposób trochę bardziej otwarty podejść do tego całego przedsięwzięcia i naszego udziału w pracach ekshumacyjnych.



Dlaczego tak ważny jest udział polskiej ekipy w tej ekshumacji?


– Po prostu to jedno z wielu miejsc na zachodniej Ukrainie, które jest ważne z punktu widzenia naszej świadomości i pamięci narodowej Polaków. Od momentu zajęcia tych terenów przez wojska sowieckie we wrześniu 1939 r. w funkcjonującym wówczas więzieniu NKWD aż do czerwca 1941 r. byli przetrzymywani Polacy, którzy stanowili – zwłaszcza w początkowym okresie funkcjonowania tego więzienia – zdecydowaną większość wśród więźniów. Mamy zatem prawo mieć wgląd w to wszystko, co wokół tych spraw się dzieje, i nasze domaganie się zgody od strony ukraińskiej jest jak najbardziej naturalne.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj