fot. PAP/Paweł Supernak

[NASZ DZIENNIK] Zielone szaleństwo postępuje

Ceny paliw, rachunki za prąd czy koszty ogrzewania domów są już bardzo wysokie, ale będzie jeszcze drożej. Rząd, popędzany przez Komisję Europejską, przygotowuje podwyżki stosownie do wytycznych otrzymanych z Brukseli – czytamy w dzisiejszym „Naszym Dzienniku”.

W kosztowne zezwolenia na emisję dwutlenku węgla musiały do tej pory zaopatrywać się duże przedsiębiorstwa przemysłowe, które „podatek” od CO2 próbowały sobie odbijać w cenie produkcji. To nie tylko powodowało spadek opłacalności produkcji w Polsce i całej Unii, ale również przekładało się na obserwowane w ostatnich latach wyraźne podwyżki rachunków gospodarstw domowych za prąd czy ciepło systemowe. Komisja Europejska idzie teraz krok dalej. Od 2027 r. obok systemu ETS – unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji, miałby zacząć funkcjonować ETS2. Nowy system miałby pozwolić na doszczelnienie systemu poboru opłat za emisję i objąć m.in. paliwa wykorzystywane w transporcie, a także do ogrzewania domów.

Zapłacimy wszyscy

Bruksela popędza kraje członkowskie do przygotowania systemu. Komisja Europejska przed kilkoma dniami ogłosiła wszczęcie procedury naruszenia przepisów unijnych w związku z brakiem pełnego wdrożenia przepisów dyrektywy dotyczącej ETS2 wobec 26 państw członkowskich, w tym Polski. Rozwiązania, które w tym względzie mają obowiązywać w Polsce, zmierzają do konieczności zakupu przez dostawców paliw – np. dystrybutorów benzyny na stacje paliw, gazu ziemnego czy węgla albo oleju opałowego służących ogrzaniu domów – zezwolenia na emisje CO2 . Przy czym w przypadku ETS2 nie będzie puli przydziału bezpłatnych zezwoleń. Nowa danina ma na celu zmuszenie ludzi, aby w mniejszym stopniu wykorzystywali te źródła energii, co ma się przełożyć na redukcję emisji CO2 W praktyce może to oznaczać, że coraz mniej osób będzie stać na zakup paliwa do auta, a wielu nie będzie już mogło sobie pozwolić na ogrzanie zimą domu.

Były wiceminister klimatu i środowiska, poseł do Parlamentu Europejskiego Jacek Ozdoba w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” zwraca uwagę, że wprowadzenie ETS2 będzie powodowało znaczący wzrost kosztów życia przeciętnego gospodarstwa domowego.

– Już obecnie w rachunkach za energię 30-40 proc. to koszty obecnego ETS. Czyli gdy płacimy za prąd np. 100 złotych, 30-40 złotych to zapłata za Europejski System Handlu Emisjami – zaznacza.

Wprowadzenie natomiast ETS2 powiększa zakres tego, co można podatkiem od emisji objąć.

– ETS2 zmierza w kierunku opodatkowania paliw, powodując bardzo duży wzrost kosztów, a za tym cen wszystkiego, co możliwe. Paliwo jest przecież wykorzystywane wszędzie, wpływa na koszty transportu, świadczenia usług czy ogrzewania. A zatem wydatki na nie będą powodowały uszczuplenie naszych budżetów domowych. Nie mam natomiast wątpliwości, że obecny rząd będzie to wdrażał. W Parlamencie Europejskim Platforma Obywatelska poparła ETS2, a sama przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, którą Tusk poparł, zapowiedziała, że będzie przyspieszać politykę klimatyczną – dodaje Jacek Ozdoba.

Zubożanie społeczeństw

Pojawiające się prognozy wpływu ETS2 na ceny paliw wskazują, że wzrosną m.in. ceny gazu, a ogrzewanie domu za pomocą węgla stanie się wręcz nieopłacalne.

Kazimierz Grajcarek, były przewodniczący Krajowego Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”, w rozmowie z nami zwraca uwagę, że tego typu polityka jest antyrozwojowa i stanie się przyczyną biedy.

– Jeżeli nie będziemy mieli dostępu do taniej energii elektrycznej, nie będzie rozwoju. To wszystko prowadzi nas do ogromnego ubóstwa – zaznacza Kazimierz Grajcarek.

Rozmówca zwraca przy tym uwagę, że polityka forsowana konsekwentnie przez urzędników w Brukseli jest wprowadzana przy całkowitej obojętności bardzo dużej części społeczeństwa.

– Ludzie sprawiają chyba wrażenie, jakby to ich nie dotyczyło, nie interesują się tymi sprawami, nie przejmują się, że za chwilę staną się niewolnikami. Nie musimy być bogaci, możemy też chodzić w starych ubraniach, a w zimie w mieszkaniu, żeby chronić się przed zimnem, siedzieć w kurtkach. Tak też kiedyś bywało, ale ta polityka prowadzi do zniewolenia, do dyktatu, przyzwyczaja się społeczeństwo, które staje się coraz bardziej apatyczne, do wykonywania poleceń. Ludzie na własne życzenie są ubezwłasnowolniani – ocenia.

Kazimierz Grajcarek przypomina, że próbkę tego mieliśmy niedawno w Polsce.

– Ostatnie wybory parlamentarne są tego przykładem. Ludzie wiedzieli przecież, jak będzie wyglądać polityka tego, który teraz rządzi, że będzie plugawiona nasza wiara. A jednak zagłosowali – zauważa.

Podkreśla, że działania prowadzone pod szyldem polityki klimatyczno-energetycznej zmierzają do wprowadzenia w Unii Europejskiej marksizmu.

– To, co robią dzisiaj ci funkcjonariusze w Unii Europejskiej, to wprowadzanie marksizmu, i to mają zapisane w swoim manifeście – twierdzi Kazimierz Grajcarek.

Wybrana na kolejną kadencję przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula Von der Leyen zapowiadała podtrzymanie celu osiągnięcia redukcji emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 r. i wpisanie tego do europejskiego prawa klimatycznego. Popierała również intencje zakazu sprzedaży w Unii Europejskiej nowych samochodów spalinowych po 2035 r.

Artur Kowalski/Nasz Dziennik

drukuj