fot. PAP/EPA

Napięta sytuacja w Iraku

Trwa napięcie związane z protestami przed ambasadą USA w Iraku. Waszyngton wysłał na miejsce dodatkowe siły.

Do protestów przed amerykańską ambasadą w Bagdadzie doszło po nalotach sił powietrznych USA na cele związane z szyicką milicją Kataib Hezbollah, wspieraną przez Iran. Zginęło w nich co najmniej 25 osób. Naloty były odpowiedzią na ubiegłotygodniowy atak na bazę wojskową, w której zginął amerykański cywil, a sześć osób zostało rannych.

Od poniedziałku do środy kilkuset demonstrantów podpalało opony, wznosiło okrzyki i rzucało kamieniami w ochronę ambasady USA. Demonstrantom udało się wtargnąć na teren placówki.

Demonstracje zostały zorganizowane przez szyickie bojówki, które nie ukrywają swych proirańskich sympatii – powiedział politolog Marcin Chmielowski.

– Iran pokazał, że ma zdolność mobilizacji ludzi, ma zdolność mobilizacji polityków irackich i utarcia nosa USA na ich własnym terenie, bo ambasada USA jest terenem USA – wskazał Marcin Chmielewski. 

W odpowiedzi na protesty władze USA skierowały do Iraku kilkuset swoich żołnierzy, którzy mają chronić amerykańskie placówki. Prezydent Donald Trump zapowiedział, że Iran zapłaci wysoką cenę za to, czego się dopuścił w Iraku.

– Iran będzie pociągnięty do odpowiedzialności za każde odebrane życie lub szkodę materialną jakiejkolwiek części naszej infrastruktury – zapewnił Donald Trump.

Przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei potępił amerykańskie naloty w Iraku. Zaprzeczył także, że to Teheran stoi za protestami. Oświadczył, że jeśli Iran zdecyduje się na konfrontację z jakimś krajem, zrobi to otwarcie.

– Niektórzy mówią, że chcemy wojny. Nie – my nie obieramy kursu na wojnę, ale jeśli ktoś podejmie próby użycia siły przeciwko naszemu krajowi w jakikolwiek sposób, skonfrontujemy je z całą naszą siłą – zaznaczył Ali Chamenei.  

Kryzys w Bagdadzie może poważnie zaszkodzić relacjom amerykańsko-irackim. Władze Iraku potępiły amerykańskie naloty na szyickie milicje. Uznano je za pogwałcenie suwerenności kraju. Bagdad zapowiedział, że będzie musiał zrewidować relacje z Waszyngtonem.

– To, co udało się zrobić teraz, to jest to, że wszyscy liczący się liderzy zaczęli mówić jednym głosem. Zaczęli narzekać na obecność USA i zaczęli mówić o tym, że Stany Zjednoczone niebezpiecznie mieszają się w wewnętrzne sprawy Iraku. To jest dla USA bardzo niebezpieczne w regionie – podkreślił Marcin Chmielewski.

Antyamerykańskie nastroje w Iraku pogłębia także kryzys gospodarczy i bark perspektyw dla młodego pokolenia.

TV Trwam News

drukuj