„Najczęściej jest tak jak na filmach”. Boże Narodzenie w USA 

Jak wyglądają Święta Bożego Narodzenia w Stanach Zjednoczonych opowiada mieszkający na co dzień w Chicago Robert Kurek, absolwent Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Najczęściej jest tak jak na filmach. Przynajmniej w Chicago i we wschodnich stronach jest bardzo dużo śniegu. W Chicago jest bardzo niska temperatura, zawsze -20, -30 stopni Celsjusza. Takie zimy są najlepsze, bo wtedy są prawdziwe, białe święta.

Jedynym minusem jest to, że świat biznesowy opanował te święta w tym sensie, że od końca listopada, a może nawet od początku, są świąteczne dekoracje w sklepach, w radiu jest muzyka świąteczna. Bardziej odczuwa się ten świąteczny okres, kiedy chodzi się do Kościoła, ale na ulicy też da się to zobaczyć – w sklepach światełka, dekoracje. W tej sferze to bardzo widoczne. Sklepy, biznes wiedzą, że ludzie będą kupowali, i starają się zachęcać do tego.

Jest też taka tradycja, że w miejscach pracy często ludzie robią imprezy świąteczne. Zapraszają wszystkich z pracy, czasami także żony i mężów współpracowników. To jest bardzo popularne.

Mniej więcej od ostatnich piętnastu lat popularną tendencją jest to, że ludzie zaczynają narzekać, kiedy widzą ozdoby świąteczne, bo mówią, że to już są „takie skomercjalizowane Święta”. To prawdopodobnie z tego względu, że z dzieciństwa pamiętają to nieco inaczej – wszystko w Święta było bardziej zorientowane wokół rodziny, a teraz najczęściej zorientowane jest wokół sklepów i zakupów.

Ciekawostką jest to, że w ciepłych stanach, jak np. Floryda, wygląda to nieco śmiesznie, bo światełka świąteczne są na palmach. Dziwnie też odbiera się Święta Bożego Narodzenia w ciepłym stanie. Jest trzydzieści kilka stopni Celsjusza, a w Chicago jest -30 st. C. To jednak wielka różnica.

Wigilie w Stanach są tradycją, gdzie przy stole, podczas wielkiego obiadu gromadzi się cała rodzina. Ci, którzy chodzą do Kościoła, idą do niego w nocy na pasterkę albo na drugi dzień rano. To też jest tradycją.

RIRM

drukuj