fot. instagram Michała Kiełbasińskiego

Łodzianin ukończył 100-kilometrowy bieg w warunkach arktycznych szlakiem Amundsena

Łodzianin Michał Kiełbasiński jest pierwszym Polakiem, który ukończył najtrudniejszy bieg w warunkach arktycznych Asnes Expedition Amundsen, biegnąc indywidualnie. W ciągu 33 godzin pokonał na nartach 100 km i zajął 35. miejsce wśród zawodników biegnących solo.

Asnes Expedition Amundesen to ekstremalny wyścig na płaskowyżu Hardangervidda w centralnej części Norwegii. Panują tam typowe polarne warunki, występują fauna i flora charakterystyczna dla stref arktycznych; tam też trenują polarnicy przed swoimi wyprawami.

Zawodnicy muszą pokonać 100 km z Haukeliseter do Maurset. Poruszają się na nartach, ciągnąc za sobą 40-kilogramowe sanki-pulki. Na pokonanie dystansu mają maksymalnie 60 godzin. W czasie biegu muszą rozbić namiot i odpoczywać przez 8 godzin, przy czym jeden z postojów musi trwać 4 godziny. Do tych niezwykle trudnych zawodów organizatorzy dopuszczają tylko uczestników, którzy mogą udokumentować swoje wcześniejsze osiągnięcia w sportach ekstremalnych.

Michał Kiełbasiński z Łodzi nie miał z tym problemu – na przełomie 2016 i 2017 roku przebiegł samotnie 1,6 tys. km przez Jukon i Alaskę. Biegacz ciągnął sanki w temperaturze dochodzącej do minus 40 st. C; spał w śpiworze pod gołym niebem, albo w traperskich chatach. Wyprawa zajęła mu 33 dni.

Bieg Amundsena można pokonywać solo i w zespołach dwu- lub trzyosobowych. Kiełbasiński jako jeden ze 166 zawodników wystartował indywidualnie. Rozpoczął bieg 27 lutego i już następnego dnia o godz. 21.30 dotarł do celu. Z czasem 33 godzin (minus 8 godzin obowiązkowego odpoczynku) Kiełbasiński zajął 35. miejsce wśród zawodników biegnących indywidualnie, a wśród wszystkich był na 65. pozycji. Zwycięzca Halvor Lovmark Wang pokonał trasę w niespełna 24 godziny.

Łodzianin wspomina po powrocie, że podczas biegu po raz pierwszy w życiu założył narty back country, których nigdy wcześniej nie miał okazji używać.

„Narty miałem przygotowane rewelacyjnie, ale mam podejrzenia, że nie były do końca zrównoważone. Przez pierwszych 15 km próbowały mnie zabić. Później doszło do swoistego zawieszenia broni. Ustaliliśmy, że ja ich nie połamię, a one mnie nie uśmiercą. No i jakoś poszło” – opowiada Kiełbasiński.

Biegacz wyjaśnia, że przez długi czas utrzymywał się w czołówce biegu, ale w końcu pokonał go jednak brak techniki. Jak mówi, Norwegowie śmiali się życzliwie, że mimo desek przyczepionych do nóg, wciąż biegł, a nie jechał na nartach.

„Motywacja zrobiła swoje. Pomimo ogromnych strat czasowych, jakie ponosiłem przede wszystkim na zjazdach, jestem pierwszym Polakiem, który ukończył te zawody solo oraz został uhonorowany zamieszczeniem popiersia na tzw. Wall of Amundsen, nagrodą dla tych, którzy pokonali trasę poniżej 35 godzin” – dodał.

Kiełbasiński zaznaczył, że przed nim Polacy startowali w biegu Asnes Expedion Amundsen w 2015 i 2018 roku. Bieg ukończył tylko team Formacja Śląsk – Krzysztof Kołakowski, Tomasz Martyniak, Krzysztof Piątek – w czasie 47 godzin i 41 minut.

Michał Kiełbasiński ma 51 lat, mieszka w Łodzi. Od 15 lat związany jest ze sportem ekstremalnym, tzw. adventure racing. To dyscyplina, łącząca orientację w terenie, kolarstwo górskie, kajakarstwo morskie, śródlądowe i górskie, wspinaczkę. Organizatorzy wyścigów wprowadzają do rajdów także dodatkowe dyscypliny: pływanie, nurkowanie, jazdę konną, żeglowanie, narciarstwo biegowe, rolki, pokonywanie jaskiń. Kiełbasiński ma na swoim koncie niemal 100 startów w zawodach adventure racing na dystansach od 100 do 700 km, w kraju i za granicą, wielokrotnie zakończonych na podium.

W 2011 roku zaczął biegać ultramaratony. W 2013 roku wygrał I Bieg Siedmiu Szczytów; 235 km przebiegł w 35 godzin i 31 minut. W 2015 wystartował w Yukon Arctic Ultra, najdłuższym biegu ultra w najniższej temperaturze. Wystartował z zamiarem przebiegnięcia 700 km od Whitehorse do Dawnson, ale mróz sięgający do -48 st. C spowodował silne odmrożenia obu rąk i lewej stopy. Biegacz trafił do szpitala.

W 2016 roku samotnie pokonał trasę 1,6 tys. km przez Jukon i Alaskę, realizując projekt runDOG, który był połączeniem sportowej pasji do biegów ultra i chęci pomocy bezpańskim psom. Biegł wówczas trasą najdłuższego na świecie wyścigu psich zaprzęgów Yukon Quest.

PAP

drukuj