fot. pixabay.com

Kumulacja terminu ferii uderzy w gospodarkę

Branża gastronomiczna, hotelarska i turystyczna nie mogą pogodzić się z decyzją dotyczącą skumulowania ferii w jednym terminie. Hotelarstwo i gastronomia stracą kolejną szansę na wyjście z kryzysu. Pod znakiem zapytania stoi funkcjonowanie stoków narciarskich.

Rząd zapowiedział, że w tym roku ferie odbędą się w całej Polsce między 4 a 17 stycznia.

– Ferie, które zwykle były rozłożone na różne województwa w różnym czasie po to, żeby ruch turystyczny, ruch w gospodarce był większy, dzisiaj, w tym roku, muszą być skumulowane w jednym czasie po to, żeby ten ruch był najmniejszy – poinformował premier Mateusz Morawiecki.

Nie będzie możliwości organizowania wyjazdów. Dzieci i młodzież mają zostać w domach. Ma to zapobiec transmisji wirusa – mówił wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski.

Chodzi o to, aby skumulować w jednym czasie, ponadtrzytygodniowym, okres ferii świątecznych i ferii zimowych i w ten sposób uniknąć bardzo szerokich kontaktów społecznych – wyjaśnił Dariusz Piontkowski, wiceminister edukacji.

Jednak nowe zasady sanitarne poważnie dotkną branże turystyczną, hotelarską i gastronomiczną. Samorządowcy z południa Polski alarmują, że są to regiony, które żyją głównie z turystyki.

– Jesteśmy przerażeni. Tutaj nie ma przemysłu, tutaj nie ma żadnych innych możliwości zarabiania pieniędzy. Patrzę też przez pryzmat budżetu, kto napędza ten budżet. Nie ulega wątpliwości, że napędzają właśnie te podmioty, które są w tym mieście oraz zasobność mieszkańców – ocenił Antoni Byrdy, burmistrz Szczyrku.

Samorządowcy zwracają uwagę, że decyzja o feriach jest zbyt pochopna. Uważają, że ferie powinny być wydłużone, a nie skrócone. Burmistrz Zakopanego, Leszek Dorula, proponuje, by z takim apelem zwrócić się do Rady Ministrów.

„Moją propozycją jest zwrócenie się z apelem do pana premiera i Rady Ministrów o to, żeby nie podejmować ostatecznej decyzji dotyczącej ferii zimowych w tej chwili i aby zastanowić się nad opcją wydłużenia ferii” – napisał burmistrz Zakopanego.

Również przedsiębiorcy nie kryją swojego oburzenia. Próba wrócenia do finansowej normalności w branży turystycznej może trwać nawet kilka lat – mówił właściciel pensjonatu, Janusz Hirsch.

– Hotele, jak i branża gastronomiczna, będą potrzebowały co najmniej 3 do 5 lat – w zależności w jakim jest miejscu i jakie środki przeznaczy na reklamę, na promocję na różnego rodzaju udogodnienia dla klientów – aby bez obawy korzystali z tego, z czego korzystali wcześniej – tłumaczył Janusz Hirsch, właściciel pensjonatu.

Marcin Mączyński z Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego ocenił, że jedyna szansa dla hoteli na pobudzenie choć minimalnego popytu została im właśnie brutalnie odebrana, dlatego branża domaga się rekompensat.

Oczekujemy natychmiastowego wypracowania pakietu pomocowego, który wejdzie w życie od 1 grudnia, obejmując swoim działaniem również czas od 7 listopada, od kiedy to hotele nie mogą w pełni świadczyć usług’’ – wskazał Marcin Mączyński, sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego,

Wcześniejsze doniesienia wskazywały, że zamknięte będą także stoki narciarskie. Jednak teraz okazuje się, że może być inaczej.

W dobrych rzeczowych rozmowach z branżą narciarską wypracowaliśmy protokół sanitarny, który jeszcze dziś skonsultujemy z Głównym Inspektoratem Sanitarnym. Wygląda na to, że wkrótce będziemy mogli ogłosić dobre wieści dla narciarzy’’ – napisał na Twitterze Jarosław Gowin, wicepremier.

Jednak to nie zmienia faktu, że w oczy branży turystycznej zagląda widmo upadłości.

– Należy liczyć się z tym, że jakieś firmy nie poradzą sobie z  kryzysem i upadną. Nie uda się uratować wszystkich firm. Sytuacja, z którą przychodzi nam się mierzyć, nie jest codzienna. Nigdy wcześniej w historii gospodarki taka sytuacja się nie zdarzała – ocenił ekonomista Mariusz Kękuś.

TV Trwam News

 

drukuj