Księgowe gry z emeryturami
Premier Donald Tusk ogłosił, iż nie ma takich cięć, które pozwoliłyby
zrównoważyć narastanie długu, dlatego należy zmienić system emerytalny. W środę
Sejm wysłuchał informacji rządu w sprawie propozycji zmniejszenia składki
emerytalnej w części przekazywanej do OFE i przeniesienia tych pieniędzy do ZUS.
Żaden z przemawiających w Sejmie ministrów nie był na tyle odważny, by
przyznać, że rząd ryzykuje świadczenia przyszłych emerytów z powodu swojej
kapitulacji wobec księgowej zabawy unijnych urzędników. Przez trzy lata ekipa
Donalda Tuska nie wymyśliła, w jaki sposób ograniczyć narastanie zadłużania
kraju. Rada Ministrów doszła teraz do wniosku, iż statystykę naszego długu
uratują zmiany w systemie emerytalnym. Według propozycji rządu, do funduszy
emerytalnych zamiast składki na poziomie 7,3 proc. trafiałoby 2,3 procent.
Różnicę przejąłby ZUS, do którego obecnie wpływa składka na poziomie 12,22 proc.
wynagrodzenia. Problem bowiem w tym, iż według metodologii księgowania
stosowanej przez Unię Europejską, środki, które odkładane są na przyszłe
emerytury w otwartych funduszach emerytalnych, wpływają na powiększenie długu
publicznego. Jednakże, gdy te same środki, w tym samym celu, trafią na konto ZUS
– długu już nie powiększają. Wszystkie kolejne rządy zabiegały bezskutecznie o
uwzględnienie w przepisach UE tego, że Polska przeprowadziła reformę emerytalną.
Niestety, aktualnie przyszłe emerytury zdają się przegrywać z księgowymi
zabawami. I wcale nie dlatego, że emerytura z OFE jakoby miała być na pewno
wyższa niż emerytura z tych samych pieniędzy, ale przekazanych do ZUS. Tempo, w
jakim rząd chce przeforsować zmiany w systemie emerytalnym, mające obowiązywać
już od początku kwietnia, wskazuje, iż projekt ustawy w tej sprawie, którego
notabene jeszcze nie ma, jest – czy też będzie – pisany na kolanie. Tym samym
trudno o wprowadzenie przemyślanych zmian korzystnych dla przyszłych emerytów.
Gdyby rząd nie miał noża na gardle, z łatwością można byłoby sobie wyobrazić,
jak premier Donald Tusk czy minister finansów Jacek Rostowski z wielką
zaciekłością bronią reformy emerytalnej rządu Jerzego Buzka przed wszystkimi,
którzy ostrzą sobie zęby na trafiające do OFE pieniądze. Na potrzeby prowadzonej
akcji zmian w systemie emerytalnym rządzący wymyślają jednak argumenty mające
przekonać przyszłych emerytów, iż większy procent składki przekazywanej do ZUS
oznacza wyższą emeryturę. Nie jest jednak łatwo przekonać, że wyższą emeryturę
zagwarantuje wirtualny zapis składek na koncie w ZUS (składki, które trafiają do
ZUS są bowiem od razu wypłacane na bieżące świadczenia) niż pieniądze wpłacone
do OFE, które są cały czas inwestowane, choć z różnym skutkiem. Zwłaszcza że ze
względu na coraz mniejszą liczbę urodzeń, a w konsekwencji mniejszą liczbę osób
wchodzących na rynek pracy i płacących składki, kasa ZUS już za 20 czy 25 lat
będzie pusta. Mętne są także tłumaczenia ministrów w sprawie dziedziczenia tych
środków, które zamiast do OFE trafią do ZUS. Z zapewnień ministra w Kancelarii
Premiera Michała Boniego możemy najwyżej wywnioskować, że rząd nie obiecuje, ale
będzie się starał, by tak jak z OFE – mogły być dziedziczone. Mało przekonująco
wyglądają też argumenty o tym, że ze składek, które trafią do ZUS zamiast do OFE,
nie będzie pobierana prowizja. O tym, jakie prowizje płacimy funduszom
emerytalnym decyduje bowiem rząd i parlament. Jeżeli jest w stanie forsować
ograniczenie składki do OFE o prawie 70 proc., równie dobrze, rząd z dbałości o
przyszłe emerytury może zdecydować o zmniejszeniu pobieranych przez OFE
prowizji. Premier Donald Tusk ocenił w Sejmie, iż propozycja rządu w sprawie
emerytur to "bezpieczna korekta, która pozwoli uchronić ludzi od innych
bolesnych cięć". Minister Boni wyjaśniał, że pieniądze, które w ramach II filara
nie trafią do OFE, lecz do ZUS, będą zapisywane na osobnych kontach i
waloryzowane. Kwota waloryzacji miałaby zależeć albo od wzrostu PKB, albo od
stopy zwrotu z obligacji. Projekt ustawy w tej sprawie ma być gotowy w ciągu
dwóch tygodni. Według zapowiedzi Boniego, od 20 stycznia projekt zostałby
poddany konsultacjom społecznym. Szef grupy doradców premiera zaapelował do
posłów o jak największe tempo pracy nad tym projektem. Rząd chce, by ustawa
zaczęła obowiązywać od 1 kwietnia. Na fali propozycji zmian w systemie
emerytalnym swój projekt złożyło też Prawo i Sprawiedliwość. Zakłada on
możliwość wyboru pomiędzy oszczędzaniem na emeryturę w OFE a ZUS. – To najlepsza
metoda, żeby zmusić OFE do tego, aby zabiegały o klientów. Dzisiaj każdy z mocy
prawa jest przypisywany do konkretnego OFE – oceniał przewodniczący klubu PiS,
Mariusz Błaszczak. W swoim projekcie PiS proponuje także m.in., aby to sami
ubezpieczeni decydowali o wysokości składki, która trafiałaby do OFE. –
Proponujemy, żeby składki wynosiły 2, 3, 4, 5, 6 i 7,3 procent. Jeżeli
ubezpieczony wybierze niższą składkę, wówczas powiększona będzie ZUS-owska
składka z I filaru – wyjaśniała Małgorzata Sadurska.
Artur Kowalski
