fot. PAP/Marek Zakrzewski

Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna stanęła w obronie weterynarza z zarzutami ws. tygrysów

Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna oraz związkowcy Inspekcji Weterynaryjnej wystąpili w obronie lekarza weterynarii z Koroszczyna (lubelskie), który miał m.in. zaniechać sprawdzenia stanu zdrowia transportowanych tygrysów. Zdaniem Rady to właśnie on rozpoczął walkę o przeżycie zwierząt.

Prokuratura Okręgowa w Lublinie przedstawiła 22 listopada granicznemu lekarzowi weterynarii w Koroszczynie (Lubelskie) Jarosławowi N. zarzut niedopełnienia obowiązków. Mężczyzna miał zaniechać sprawdzenia stanu zdrowia i nie zadbać o poprawienie warunków tygrysów, które utknęły na tym terminalu granicznym.

Prokurator uznał, że Jarosław N. posiadał wiarygodne informacje o długotrwałym transporcie tygrysów, braku lub wadliwości wymaganej dokumentacji dotyczącej zwierząt, pogarszającym się stanie ich zdrowia i zakończonych niepowodzeniem próbach przewiezienia ich przez granicę na Białoruś. Nie podjął w tej sytuacji działań, do których był prawnie zobowiązany jako funkcjonariusz publiczny, graniczny lekarz weterynarii.

W obronie lekarza stanęła Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna oraz Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Inspekcji Weterynaryjnej, którzy w wystosowanym wspólnie oświadczeniu zwrócili uwagę, że to nikt inny jak Jarosław N. rozpoczął walkę o przeżycie zwierząt. Jak zaznaczono, weterynarz wyszedł poza swoje obowiązki służbowe i zaalarmował wiele instytucji i ogrodów zoologicznych o potrzebie udzielenia niezbędnej pomocy.

„Chętnych nie było przez kolejnych kilkadziesiąt godzin. W tym czasie zwierzęta były zmuszone do przebywania w klatkach transportowych, a ich dobrostan się pogarszał. Kto jest winny tej sytuacji? Czy na pewno Graniczny Lekarz Weterynarii w Koroszczynie” – pytają autorzy oświadczenia. Zarówno Rada, jak i związkowcy zadeklarowali, że udzielą lekarzowi niezbędnych poręczeń na potrzeby postępowania prokuratorskiego.

Autorzy oświadczenia sprzeciwili się w piśmie nagminnemu szkalowaniu w przestrzeni publicznej pracowników Inspekcji Weterynaryjnej i podważania ich decyzji podejmowanych w wyniku działań służbowych. Jak zaznaczają, sprawa transportu tygrysów i zarzutów wobec granicznego lekarza weterynarii w Koroszczynie to kolejny taki przykład.

„Niestety z przykrością i niepokojem obserwujemy, że opinia publiczna już wydała wyrok w tej sprawie. Często bez głębszego zastanowienia i pod wpływem emocji oraz bezpodstawnych oskarżeń publikowanych na portalach społecznościowych uznano, że winę za los tygrysów ponoszą pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej. Nie zgadzamy się z takim stawianiem sprawy” – podkreślono.

Rada zwraca m.in. uwagę, że to nie polskie, ale włoskie organy weterynaryjne zgodziły się na wielodniową podróż tygrysów do Dagestanu, stawiając w ten sposób Inspekcję Weterynaryjną przed faktem dokonanym.

„Urzędowi lekarze weterynarii dokonali czynności kontrolnych, uzyskując także deklarację przewoźnika, że 900 km za polsko-białoruską granicą zostaną wypuszczone na wybiegi” – napisano.

W piśmie podkreślono również, że graniczni lekarze weterynarii nie przeprowadzają weterynaryjnej kontroli granicznej zwierząt opuszczających Unię Europejską, a jedynie sprawdzają, czy transport opuszczający Unię Europejską jest zgodny z informacją w informatycznym systemie TRACES, i nie mają prawa bezpodstawnie przetrzymywać zwierząt, przedłużając tym samym czas podróży.

„Nawet gdyby istniała szybka ścieżka prawna odebrania drapieżników, nie ma możliwości udzielenia jakiegokolwiek schronienia takim zwierzętom w miejscu kontroli. Przejście graniczne w Koroszczynie jest nowoczesnym obiektem, ale nie jest przystosowane do przebywania w nim 10 niebezpiecznych drapieżników” – zaznaczono.

Rada i związkowcy zaapelowali też o powstrzymanie się od bezpodstawnego obarczania winą pracowników Inspekcji Weterynaryjnej.

„Wykonują oni swoją pracę sumiennie i z poświęceniem, mimo permanentnego niedofinansowania i braków kadrowych. Podejmują często decyzje w sytuacjach trudnych, zawiłych prawnie i pod presją czasu” – napisano.

Autorzy oświadczenia dodali też, że sytuacja związana z zatrzymaniem tygrysów na granicy po raz kolejny obnaża luki prawne w zakresie handlu zwierzętami oraz braku miejsc ich przetrzymywania.

„Dlatego apelujemy do decydentów o podjęcie systemowych działań legislacyjnych i organizacyjnych, aby takie sytuacje już więcej się nie powtarzały” – napisano.

Prokuratura Okręgowa w Lublinie, która prowadzi śledztwo w sprawie tygrysów postawiła wcześniej zarzuty dotyczące znęcania się nad zwierzętami organizatorowi transportu tygrysów, obywatelowi Federacji Rosyjskiej Rinatowi V. Taki sam zarzut usłyszeli także dwaj obywatele Włoch, kierowcy samochodu z tygrysami – Marco A. i Alessio D.

Transport 10 tygrysów, które miały być przewiezione z Włoch do Dagestanu utknął w październiku na przejściu granicznym w Koroszczynie (lubelskie). Jak informował Główny Inspektorat Weterynarii, zwierzęta zostały wysłane z Włoch 22 października. Ciężarówka z tygrysami została cofnięta do Polski przez białoruskie służby graniczne. Od 26 do 30 października tygrysy przebywały w samochodzie w terminalu w Koroszczynie, jedno zwierzę padło.

Dziewięć tygrysów, które przeżyły transport, przewieziono do ogrodów zoologicznych w Poznaniu i Człuchowie (tu trafiły dwa tygrysy). W sobotę po południu transport z pięcioma zwierzętami ruszył do azylu w Hiszpanii.

PAP

drukuj