Komisja czeka na „Mira”

Choć ma jeszcze ważne zwolnienie lekarskie, to przed sejmową komisją śledczą ma się dzisiaj stawić. Obecność byłego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego na zaplanowanym na dzisiaj przesłuchaniu anonsował rzecznik rządu Paweł Graś. Drzewiecki jest jednym z kluczowych świadków afery hazardowej w rządzie Donalda Tuska. To bowiem od stanowiska ministra sportu resort finansów uzależniał decyzję, czy w ustawie hazardowej znajdzie się zapis o rozszerzeniu zakresu dopłat od gier. Usunięcie z projektu zapisu o dopłatach chcieli załatwić u kolegów z Platformy biznesmeni branży hazardowej.

Przed tygodniem Mirosław Drzewiecki wykręcił się od stawienia się przed komisją bólem gardła. Wniosek o przesunięcie przesłuchania miał przekazać za pośrednictwem kolegi z Platformy Sebastiana Karpiniuka. Natomiast wczoraj do prezydium komisji śledczej trafiło zwolnienie lekarskie Drzewieckiego ważne do końca stycznia. Również przez pośrednika, tym razem rzecznika rządu Pawła Grasia, komisja dowiedziała się jednak, że były minister sportu jednak stawi się dziś przed komisją. Opieka, jaką sprawują nad swoim kolegą posłowie Platformy, pozwala przypuszczać, iż dopilnowali również, aby czas, który zyskał, uchylając się od przesłuchania w ubiegły piątek, przeznaczył na dokładne zapoznanie się z zeznaniami innego bohatera afery Zbigniewa Chlebowskiego. Tak by między ich zeznaniami nie było rozbieżności.

Drzewiecki będzie kluczowym świadkiem w sprawie afery hazardowej. Z zeznań ministra finansów Jacka Rostowskiego i wiceministra finansów Jacka Kapicy wynika, że to od decyzji ówczesnego ministra sportu zależało, czy w ustawie hazardowej znajdą się zapisy o poszerzeniu zakresu obowiązywania dopłat od gier. To właśnie tych dopłat tak bardzo nie chciał kolega Drzewieckiego, Chlebowskiego i Grzegorza Schetyny – biznesmen branży hazardowej Ryszard Sobiesiak. Minister Rostowski zeznał, iż poszerzenie katalogu dopłat od gier było celem, dla którego w ogóle uruchomiono prace nad ustawą hazardową. Pieniądze z dopłat miały zostać przeznaczone na inwestycje związane z organizacją Euro 2012. A same opłaty miały obowiązywać do 2015 roku. W tym czasie, według szacunków resortu finansów, wpływy z nich sięgnęłyby 2,5 miliarda złotych. Dlatego mogło dziwić, że Mirosław Drzewiecki nie był entuzjastą ich wprowadzenia.

Ze stenogramów podsłuchów rozmów telefonicznych bohaterów afery wiemy dziś, że za rezygnacją z pomysłu dopłat lobbował m.in. u swojego kolegi Mirosława Drzewieckiego Ryszard Sobiesiak. W kwietniu zeszłego roku Drzewiecki przesłał do Ministerstwa Finansów pismo, że rezygnuje z dopłat. Projekt ustawy bez dopłat resort zaakceptował. Minister finansów Jacek Rostowski zeznał przed komisją, że w maju odbył jednak z Drzewieckim rozmowę, podczas której stanowczo przekonywał, aby minister sportu z dopłat się nie wycofywał. Zwłaszcza z uwagi na trudną sytuację budżetu państwa. Rozmowa odniosła skutek i 21 maja Drzewiecki wycofał swoje pismo o rezygnacji z dopłat.

Były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Mariusz Kamiński powiedział z kolei przed komisją, że gdy ta niekorzystna dla lobby hazardowego informacja dotarła do Ryszarda Sobiesiaka, na dywanik do biznesmena trafił Drzewiecki. Według Kamińskiego, Sobiesiak miał Drzewieckiemu pokazać pismo, które minister sportu przesłał do resortu finansów w sprawie powrotu do pomysłu z dopłatami. Drzewiecki miał się tłumaczyć biznesmenowi, że „nie wiedział, co podpisuje”. Już 30 czerwca ubiegłego roku Drzewiecki ponownie zmienił zdanie i przesłał do resortu finansów pismo, iż dopłat jednak nie chce. Tłumacząc się na konferencji prasowej po wybuchu afery, dlaczego wtedy ponownie zmienił zdanie, Drzewiecki posługiwał się znanym tłumaczeniem: „Nie wiedziałem, co podpisuję”.

Z kolejną zmianą zdania ministra mieliśmy do czynienia na początku września zeszłego roku, kiedy ponownie wnioskował do wiceministra finansów Jacka Kapicy, aby dopłaty pozostawić. Nastąpiło to już jednak wtedy, gdy – jak wynika ze stenogramów podsłuchów rozmów bohaterów afery hazardowej – informacja o akcji CBA przeciekła do biznesmenów branży hazardowej. Jak wynika z dotychczasowych zeznań świadków, istotną rolę w aferze odgrywał też Marcin Rosół, szef gabinetu politycznego Mirosława Drzewieckiego. To Rosołowi miał Drzewiecki polecić pomoc w znalezieniu pracy dla córki Ryszarda Sobiesiaka. Posada wytypowana dla Magdaleny Sobiesiak – w zarządzie Totalizatora Sportowego, była niezwykle intratna. Także z tego powodu, że Totalizator prowadzi działalność konkurencyjną dla firmy Sobiesiaka. Do finalizacji sprawy jednak nie doszło. Najprawdopodobniej dlatego że bohaterowie afery dowiedzieli się, iż po piętach depcze im CBA. Mariusz Kamiński mówił przed komisją, że to podczas spotkania Rosoła z Magdaleną Sobiesiak 24 sierpnia w kawiarni „Pędzący Królik” miało dojść do przekazania informacji, że sprawą ustawy hazardowej interesuje się CBA. Z zeznań Kamińskiego wynika, że informację o akcji Centralnego Biura Antykorupcyjnego Rosół mógł uzyskać od Drzewieckiego, a Drzewiecki od premiera Donalda Tuska.

Wynika z nich także, że Drzewiecki kłamał, tłumacząc się po wybuchu afery na konferencji prasowej. Zapewniał wtedy, iż z Ryszardem Sobiesiakiem widział się ostatnio w maju. Według Kamińskiego, CBA zabezpieczyło nagrania z hotelowego monitoringu. Wskazywały one na to, że we wrześniu doszło do 10-minutowego spotkania Drzewieckiego z Sobiesiakiem w pokoju nr 606 w warszawskim hotelu Radisson.


Artur Kowalski
drukuj