fot. PAP/Tomasz Waszczuk

[Jestem w Kościele] Gietrzwałd w cieniu Lidla

W Gietrzwałdzie ma powstać olbrzymie centrum dystrybucyjno-logistyczne Lidla. Inwestycja budzi olbrzymie emocje zarówno wśród części mieszkańców miejscowości, gdzie przed niemal 150 laty objawiła się Matka Boża, jak i wśród zaniepokojonych ludzi z całej Polski, których protesty odbyły się w ostatnich dniach przed sklepami sieci w różnych miejscach kraju. Choć władze samorządowe i przedstawiciele niemieckiej firmy przekonują, że to szansa dla regionu, a magazyny nie wpłyną negatywnie na środowisko i sanktuarium maryjne, to jednak nie sposób przejść obojętnie wobec podnoszonych obaw i obywatelskiego sprzeciwu w tej sprawie.

Najpoważniejsze wątpliwości dotyczą ingerencji tak wielkiej inwestycji w bliskie sąsiedztwo jednego z najważniejszych miejsc kultu w Polsce, będące zarazem Obszarem Chronionego Krajobrazu Doliny Pasłęki. Stąd też przeciwnicy inwestycji bulwersują się m.in. tym, że nie przeprowadzono oceny oddziaływania przedsięwzięcia na środowisko. Zagadkowa jest także kwestia odrolnienia gruntów pod lidlowskie centrum, gdyż pierwotna decyzja wydana przez ministra Jana Krzysztofa Ardanowskiego była negatywna. Udało się dopiero za drugim razem, po odwołaniu się przez wójta gminy Gietrzwałd, jednak pod decyzją podpisał się już wiceminister Szymon Giżyński. Tak więc protesty nie mają charakteru wyłącznie religijnego, ale również ekologiczny. Znamienne, że w tej sprawie nie słychać głosów organizacji ekologicznych…

„Ta inwestycja miałaby wysokość 8-piętrowego wieżowca o szerokości 150 metrów i długości 440 metrów. To sama hala, a do tego dochodzą place składowe i manewrowe. Wszystko na łącznej powierzchni niemal 42 hektarów. To swoiste monstrum w konfrontacji z maleńkim Gietrzwałdem” – wskazuje w rozmowie z portalem money.pl inicjator protestów, Jacek Wiącek.

Do tego trzeba dodać ruch ciężarówek w liczbie 160 na dobę, bez względu na porę dnia i nocy oraz dzień tygodnia.

Niejasna jest również kwestia odpadów. Lidl oraz władze samorządowe zaprzeczają informacjom, iż obiekt będzie składowiskiem śmieci. Z drugiej strony protestujący przytaczają dane z dokumentacji inwestycji, które mówią, że na terenie centrum (w hali, jak i na placach zewnętrznych) będą magazynowane odpady w ilości ok. 150 tys. ton rocznie, w tym odpady niebezpieczne – ponad 3 tys. ton rocznie, m.in. baterie, odpady elektroniczne i lampy zawierające rtęć.

Zastanawiające jest także milczenie Kościoła w tej sprawie. Jeśli rzeczywiście afera jest sztucznie wytworzona, to przecież lepiej byłoby, aby dla uspokojenia sytuacji publicznie głos zabrał kustosz gietrzwałdzkiego sanktuarium lub nawet metropolita warmiński. Takiego oficjalnego stanowiska jednak brakuje, choć trzeba przyznać, że z niektórych artykułów medialnych wynika, iż władze sanktuarium nie mają nic przeciwko inwestycji.

Trzeba także zadać pytanie, dlaczego akurat Gietrzwałd, a zwłaszcza dlaczego tak blisko bezcennego skarbu, jakim jest miejsce jedynych oficjalnie uznanych przez Kościół objawień maryjnych w Polsce? Argumenty ekonomiczne dla niektórych są wystarczającym uzasadnieniem, jednak zainteresowani sprawą słusznie zastanawiają się, dlaczego Gietrzwałd nie potrafi lepiej wykorzystać swojej wyjątkowej pozycji na religijnej mapie Polski i w ten sposób czerpać również korzyści finansowe – mam tu na myśli np. infrastrukturę hotelową, restauracyjną i tym podobne inwestycje charakterystyczne dla ośrodków pielgrzymkowych. Z pewnością inwestycja Lidla przyniesie miejsca pracy dla mieszkańców, pokaźnie zasili budżet gminy (choć dla zachęty koncern został zwolniony z podatków przez gminę) i pewnie pozwoli na szybszy rozwój tych terenów, ale czy zyski na pewno przewyższają potencjalne straty w krajobrazie i środowisku? Wydaje się, że sprawa jest zbyt poważna, aby zadowolić się dotychczasowymi wyjaśnieniami zwolenników inwestycji. Tym bardziej, że im większe pieniądze w grze, tym większe ryzyko złych, a nawet nielegalnych decyzji. Przykładów na tę prawidłowość jest niestety w naszym kraju aż nadto.

Wojciech Grzywacz

drukuj