Grupa potwornych dłużników

Z Janem Filipem Staniłką, ekspertem w dziedzinie międzynarodowej ekonomii politycznej w Instytucie Sobieskiego, redaktorem dwumiesięcznika „Arcana”, rozmawia Łukasz Sianożęcki

Rozpoczynający się szczyt G8 ma szansę zaproponować jakieś realne i konkretne rozwiązania przezwyciężenia kryzysu czy ograniczy się do takich haseł, jak potrzeba walki z nim i np. globalnym ociepleniem?

– Szczyty G8 rzadko kiedy proponują jakieś realne rozwiązania. Zazwyczaj skupiają się na definiowaniu głównych tematów polityki międzynarodowej. Z całą pewnością oprócz wspomnianego kryzysu w pierwszym rzędzie będą prowadzone rozmowy o Iranie. Nie wiem jednak, czy w tej kwestii przywódcy będą w stanie zaproponować jakiś przełom. Teoretycznie istnieje taka możliwość. Przypuśćmy, że prezydent Dmitrij Miedwiediew zadeklaruje, iż Rosja nie będzie sprzedawać reaktorów Iranowi. To z całą pewnością byłoby rozwiązanie przełomowe. Wydaje się jednak, że klincz, jaki istnieje w tym regionie, jest jednak obecnie nie do przerwania.
Z całą pewnością jednak pojawią się nowe tematy. Jeszcze rok temu było absolutnie nie do pomyślenia, żeby rozmawiać o statusie dolara w gospodarce międzynarodowej. Kwestia, czy dolar wciąż jest najważniejszą walutą, budzi dziś spore zainteresowanie. Wystarczy wziąć pod uwagę fakt, iż Francja, Rosja oraz Chiny, które ostatecznie nie wezmą udziału w szczycie, zaczęły kwestionować pozycję amerykańskiej waluty. Poruszona zostanie prawdopodobnie także cała masa innych równie ważnych spraw odnoszących się do sytuacji na świecie. Być może odbędzie się dyskusja na temat ograniczenia spekulacji ropą naftową. Związane jest to z tym, że prezydent Barack Obama wyraził właśnie zaniepokojenie faktem, iż gdy tylko gospodarka światowa zaczęła przejawiać symptomy wychodzenia z kryzysu, ponownie wzrosły ceny ropy. Z kolei prezydent Francji Nicolas Sarkozy i premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown poświęcili temu w środę swój artykuł w „Wall Street Journal”. Zatem jeśli nie w czasie obecnego, to być może w trakcie nadchodzących szczytów pojawi się temat ograniczenia swobody obrotu opcjami na ropę, gdyż to właśnie one generują ten radykalny wzrost.

Powiedział Pan, jakich rozwiązań wobec Iranu nie należy się spodziewać. W takim razie jakich deklaracji w tej kwestii możemy oczekiwać od liderów najbogatszych państw świata?

– W tej chwili Iran przekroczył „masę krytyczną” swojej siły i znaczenia. Bardzo zaskakujący był co prawda przebieg i wynik ostatnich wyborów. Osobiście nie spodziewałem się, że rządzący ajatollahowie posuną się do fałszowania wyników głosowań ani tym bardziej do strzelania do ludzi. Do tej pory wydawało się, że są bardzo rozsądnymi politykami. Iran zaś jest obecnie zbyt ważnym państwem regionu, aby ktokolwiek zdecydował się je otwarcie zaatakować. Wiele więc wskazuje na to, że Zachód będzie powoli godził się z potęgą Iranu, a jednocześnie będzie próbował go wciągnąć z powrotem w swoją strefę wpływów. Z taką sytuacją mieliśmy wszakże do czynienia nie tak dawno, bo zaledwie 30 lat temu. Obecnie jednak to zadanie nie będzie tak proste, ponieważ Iran stał się już odrębną siłą na Bliskim Wschodzie, i to siłą stabilizującą ten region, ale oczywiście zgodnie ze swoimi interesami. Problem jest oczywiście ze Stanami Zjednoczonymi, których bliskim sojusznikiem jest największy wróg Iranu, czyli Arabia Saudyjska.

A także inny partner USA, czyli Izrael…

– W ostatnich miesiącach Amerykanie pokazali jednak Izraelowi jego miejsce w szeregu. Najbardziej wymowne były słowa prezydenta USA, który jasno powiedział, że chce powstania państwa palestyńskiego. I to wydaje się przygotowaniem gruntu pod przyszłą umowę Stany Zjednoczone – Iran, która miałaby na celu doprowadzić do stabilizacji w regionie. Teheranowi zależy na tym, aby być partnerem w tym układzie, i dlatego doprowadzenie do powołania państwa ponad religijnym podziałem szyicko-sunnickim mógłby uznać za duży sukces. Jednym słowem, wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z dążeniem do układu, w którym dwa małe państwa są stabilizowane przez dwa mocarstwa – jedno lokalne, a drugie globalne. Ten układ najprawdopodobniej wyłoni się jednak dopiero za kilka lat.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel stwierdziła, że nadrzędną płaszczyzną współpracy międzynarodowej staje się obecnie G20, a G8 traci na znaczeniu. Co może oznaczać taka deklaracja?

– O tej wypowiedzi decyduje kilka czynników. Przede wszystkim co najmniej dwóch premierów, którzy będą gościć na szczycie, w najbliższym czasie z dużą dozą prawdopodobieństwa przegra wybory. Mowa tu o premierze Wielkiej Brytanii Gordonie Brownie oraz premierze Japonii – Taro Aso. Co ciekawe, partia szefa japońskiego rządu przegra wybory po raz pierwszy od 45 lat. Ponadto na świecie pojawiają się nowe grupy, które lepiej definiują globalny rozkład sił. W tym kontekście wymienia się G20 – do której to grupy Polska cały czas nie może się dostać, choć jak najbardziej się kwalifikuje – lub G2. Pod tym skrótem rozumie się USA i Chiny. Chociaż Pekin nie wydaje się jeszcze w pełni gotowy do pełnienia tego typu roli, to jednak temat takiej grupy istnieje. Należy tu także wymienić grupę BRIC, czyli Brazylię, Rosję, Indię i Chiny, które miały swoje spotkanie w zeszłym tygodniu. A także zrzeszającą silnie rozwijające się państwa Azji Południowo-Wschodniej grupę ASEAN. Co w tym kontekście mogą zrobić liderzy takich państw, jak np. Włochy, które gdyby nie G8, mogłyby całkowicie wypaść z polityki światowej? Jedynym rozsądnym wyjściem dla nich wydaje się naciskanie na rozszerzenie tej grupy. Ponadto o grupie G8 mówi się jako o „grupie potwornych dłużników”, i to jest jej kolejny problem, z którym może sobie sama nie poradzić.

Dlaczego na miejsce szczytu wybrano L”Aquilę, miasto, które niedawno doświadczyło trzęsienia ziemi?

– Jest to w mojej opinii przedziwna decyzja. G8 powinno się odbywać w spokojnej atmosferze, gdzieś na uboczu. Tymczasem te rozmowy będą toczyły się pod notoryczną groźbą alarmu ostrzegającego o trzęsieniu ziemi, bo przecież miasto do dziś odczuwa wstrząsy wtórne. Przypuszczam, że może być to jakieś symboliczne nawiązanie do prób utożsamiania się G8 z ludźmi biednymi. Często bowiem na tych szczytach poruszany jest temat głodu w krajach Trzeciego Świata i być może wybór miejsca ma być takim symbolicznym nawiązaniem.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj