GLOBALNY DŻIHAD
Polska między historią a geopolityką
Na temat dżihadu, czyli islamskiej świętej wojny z niewiernymi, wojny z cywilizacją chrześcijańską, europejską, naszą cywilizacją, pisali nasi najwięksi. Jan Kochanowski, Wacław Potocki, Zofia Kossak, a przede wszystkim Henryk Sienkiewicz na kartach „Pana Wołodyjowskiego” oraz „W pustyni i w puszczy”. Dzisiaj wystarczy otworzyć każdego dnia gazetę albo włączyć telewizor, aby dowiedzieć się, że dżihad trwa w każdym nieomal zakątku globu. Tak właśnie było w minioną niedzielę, kiedy w stolicy Pakistanu w wyniku zamachu terrorystów islamskich zginęło ponad 60 ludzi (w tym ambasador Czech), a ponad 300 zostało rannych. Wybuch w Islamabadzie zniszczył prawie całkowicie ogromny budynek hotelu, a zarazem stanowił ostrzeżenie dla sąsiednich budynków rządowych. Zamach był wymierzony w nowego prezydenta Pakistanu Asifa Ali Zardariego, zwolennika Zachodu, przeciwnika fanatycznego islamu, a zwłaszcza terrorystów z Al-Kaidy i talibów, którzy ogłosili w 2001 r globalny dżihad przeciw niewiernym.
W tym samym czasie w sercu Europy, w Niemczech, w Kolonii, niedaleko słynnej gotyckiej katedry, doszło do rozruchów. Była to bitwa z muzułmanami, która podzieliła Niemców i przybyłych tutaj Europejczyków z innych państw UE. Otóż Turcy i Arabowie (jest ich w RFN już 4-6 milionów, a w całej Europie około 35-40 milionów) postanowili wznieść właśnie w Kolonii nad Renem, i właśnie niedaleko katedry, ogromny meczet, za ogromne pieniądze. Burmistrz Kolonii wyraził na to zgodę. Zgodził się nawet na minarety o wysokości 60 metrów! To spowodowało opór nie tylko mieszkańców miasta, w którym jest już kilkanaście dużych meczetów (w całej Europie są ich tysiące). Na wiecu pod hasłem „Stop islam!” przemawiała m.in. włoska polityk i eurodeputowana Adriana Bolchini. Powiedziała m.in.: „Staramy się zrobić w Kolonii to, co polski król Jan III Sobieski zrobił pod Wiedniem – powstrzymać islam”. Burmistrz miasta Kolonii uważa jednak, że budowa meczetu nie tylko nie stanowi zagrożenia dla cywilizacji europejskiej, ale nie widzi w tym nawet aspektu religijnego, tylko turystyczny, bo ogromna budowla ma być atrakcją turystyczną. Co więcej, wielotysięczny wiec przeciwników budowy meczetu został rozpędzony przez niemiecką policję. I to jest zadziwiające. W Niemczech i innych krajach UE można bez problemów organizować np. wiece przeciwko Papieżowi. W RFN było w ciągu ostatnich lat mnóstwo tego rodzaju protestów nie tylko przeciwko Janowi Pawłowi II, ale nawet przeciwko Benedyktowi XVI, przeciwko wartościom chrześcijańskim i europejskim zarazem. A jednocześnie w tysiącach meczetów na całym świecie, w tym Europie, mułłowie głoszą, że wyznawcy Allaha odniosą zwycięstwo nad niewiernymi „ropą naftową i brzuchami swoich kobiet”. Przyrost naturalny np. we Francji jest wśród Arabów siedmiokrotnie wyższy niż wśród Francuzów!
Bitwa o islam, która rozegrała się w Kolonii, pokazuje, że zachodnioeuropejskie społeczeństwa nie radzą sobie ze zjawiskiem rosnącej roli muzułmanów. Nie chcą debaty na ten temat. Lęki widać w sondażach, ale gdy wyrażają je nieliczni politycy czy intelektualiści, większość lewackich mediów krzyczy o ksenofobii, obskurantyzmie czy neonazizmie.
Wkrótce po ataku terrorystów na Amerykę 11 września 2001 r. słynna włoska pisarka i dziennikarka Oriana Fallaci opublikowała głośną książkę „Wściekłość i duma”. Nawoływała w niej do obrony chrześcijaństwa oraz cywilizacji Zachodu przed fundamentalizmem islamskim. Książka tłumaczona na wiele języków, także na polski, ukazywała zarazem cynizm, krótkowzroczność i naiwność polityków Unii Europejskiej, którzy sami, dobrowolnie, z głupoty i egoizmu, odcinają się od korzeni Europy, od korzeni chrześcijaństwa, od wszystkiego, co stanowi istotę cywilizacji Zachodu. Oriana Fallaci nazwana została wówczas Kasandrą Unii Europejskiej. Nic dziwnego, kiedy apelowała wprost do polityków w Brukseli:
„To jest wojna, obudźcie się! Czy nie widzicie, że tacy ludzie jak Bin Laden chcą nas zniszczyć? Że czują się uprawnieni do tego, żeby zabijać was i wasze dzieci?”.
