Etyk Papieżem
W polu dobra i zła
Zastanawiając się nad kierunkiem „tchnienia Ducha” z 16 X 1978 roku, nie można przeoczyć, że zrodziło ono pontyfikat zawodowego etyka. Zasiadł on na katedrze św. Piotra wprost z Katedry Etyki KUL. Odszedł do Rzymu w porę, bo chwiały się w posadach zarówno rozpoznania moralne całej tzw. cywilizacji atlantyckiej, jak i naukowe rozpoznanie i wyjaśnienie rzeczywistości moralności, czyli etyka oraz katolicka teologia moralna, o których kryzysie mowa miedzy innymi w encyklice Papieża-etyka „Veritatis splendor”.
Krytyczna analiza nurtów współczesnej etyki, przeprowadzona przez Jana Pawła II, nie pojawiła się niczym Deus ex machina, tylko była owocem pracy naukowej Papieża w latach przygotowujących pontyfikat. Badania nad tym dorobkiem naukowym wydają się jeszcze niezakończone, a nawet w pewnych aspektach jeszcze niepodjęte, o czym świadczy chociażby obszerna lista jego tekstów z etyki, zagubionych w trudno dzisiaj dostępnych specjalistycznych czasopismach, nieobecnych nawet w wielu naukowych bibliotekach. Jeśli jednak już próbujemy odsłonić ten dorobek, to najpierw trzeba wziąć pod uwagę, że Karol Wojtyła niczym dobry ojciec rodziny zbierał w swojej etyce rzeczy zarówno „nowe”, jak i „stare”. Różni go to od rozmaitych „konserwatystów” lub „progresistów”, bo jedni i drudzy dla oceny wszystkiego stosują to samo kryterium „bo było”. Dla jednych jest to nieomylny znak pozytywnej wartości czegoś, dla drugich – negatywnej. Polski etyk natomiast bez tego dogmatyzmu konfrontował etykę uprawianą w ramach klasycznej filozofii z etyką stworzoną przez nowożytną filozofię. Jeśli pierwsza tradycja ukierunkowana jest na badanie obiektywnej rzeczywistości, to druga bada ludzką świadomość. Wojtyła nie traktował zatem dziejów filozofii i etyki jako zasadniczo ciągłych, ale jako rozdzielonych istotną ich zmianą.
Ta konfrontacja dwóch tradycji etycznych zaowocowała ich twórczą syntezą. To, co wartościowe w tzw. etyce klasycznej, Wojtyła przebudował dzięki temu, co jest wartościowe w filozofii nowożytnej i współczesnej. To zaś, co wymaga korekty i zmiany w etyce nowożytnej, postawione zostało na fundamentach obiektywistycznej etyki klasycznej, stworzonych przez Sokratesa, Platona, Arystotelesa, Ojców Kościoła i Tomasza z Akwinu.
Wbrew tym, którzy uważają, iż filozofia nowożytna – i związana z nią etyka – jest jedynie wielkim nieporozumieniem, Wojtyła twierdził, że również ona wniosła swój cenny wkład do skarbca myślenia etycznego. Jest nim – jak wyjaśnił w jednej ze swoich prac – „pełniejsze odkrycie etyki”, a co znaczy pytanie w etyce o moralny aspekt ludzkiego działania, a nie o jakiś inny jego aspekt, jak to widzimy u niektórych klasycznych etyków, interesujących się bardziej dynamiką ludzkiego działania jako działania. Dla Wojtyły realizacja „pełniejszego odkrycia etyki” nie oznaczała jednak odrzucenia dorobku etyki klasycznej, ale budowanie na jej obiektywistycznych fundamentach. Odrzucając ten dorobek, etyka nowożytna – czytamy w jednej z prac Wojtyły – „znalazła się(…) – w pozycji rozszczepienia”, w wyniku czego „niemożliwa staje się etyka”. Na przeszkodzie tej etyce stanęły dogmatycznie przyjęte założenia, które muszą prowadzić do zastąpienia etyki – czyli teorii dobra i zła – teorią etosu, czyli teorią przekonań o dobru i złu moralnym, z którymi to przekonaniami postuluje się uzgodnić podejmowane działanie. Oto zatem dorobek naukowy, z którym przyszedł do Rzymu polski Papież. Na doskwierający nam dzisiaj subiektywizm etyczny i kryzys etyki i teologii moralnej lekarstwem jest obiektywistyczna etyka klasyczna, która traktuje poważnie ludzką rozumność i wolność. Postuluje zatem w każdym naszym działaniu jego uzgodnienie nie z własnymi przeżyciami, ale z obiektywną rzeczywistością, rozpoznawalną przez rozum i mocą jego sądów wiążącą „od wewnątrz” ludzką wolę.
i
