fot. PAP/Paweł Supernak

Drugie otwarcie w Koalicji 15 października

Rząd wypracuje nową agendę współpracy. Pojawia się pytanie, po co, skoro jest umowa koalicyjna. Konkretne, wspólne postulaty liberalno-lewicowych partii mogą być dla Platformy Obywatelskiej argumentem do wystawienia w wyborach prezydenckich jednego rządowego kandydata.

Do rocznicy powołania rządu liberalno-lewicowej Koalicji 15 października zostało jeszcze kilka miesięcy, ale premier Donald Tusk już zapowiedział, co się wtedy wydarzy.

– Przed 15 października będziemy gotowi przedstawić wspólną agendę całej koalicji rządzącej na drugą, dłuższą część naszej kadencji – oznajmił szef rządu.

Opozycję – o czym mówił poseł Radosław Fogiel z Prawa i Sprawiedliwości – dziwi to, że rząd ma umowę koalicyjną, a bierze się za przygotowywanie agendy działań.

– Zaskakująca deklaracja ze strony premiera, że już po roku rządzenia zaprezentują jakąś agendę. Zobaczymy, czy ona będzie w ogóle spójna, bo dziś widzimy spory w koalicji rządzącej – zwrócił uwagę polityk.

– Ten czas jest ważnym czasem podsumowań i nie widzę w tym nic ani nielogicznego, ani złego – odpowiedział na zarzuty opozycji poseł Grzegorz Napieralski z Koalicji Obywatelskiej.

Ostatnie pół roku prac rządu było skoncentrowane na próbach rozliczania Prawa i Sprawiedliwości.

– Kwestie programowe zostały zepchnięte zupełnie na margines – zauważył politolog, dr Krzysztof Kawęcki.

Brak realizacji wyborczych zapowiedzi nie wynika tylko z tego, że rząd był zajęty rozliczaniem poprzedników, ale także z braku jednomyślności w koalicji. Nie ma zgody m.in. na program „Kredyt na start”. Sprzeciw zgłosił marszałek Sejmu Szymon Hołownia i jego partia, Polska 2050.

„Nie poprzemy, bo to jest propozycja dla deweloperów, a nie dla ludzi potrzebujących mieszkania. I to jest propozycja, która doprowadzi do jednego: do wzrostu cen mieszkań” – napisał lider Polski 2050 na platformie X.

Kredyt zero procent to postulat Koalicji Obywatelskiej. Premier zapewnia, że projekt wejdzie w życie.

– Nie będziemy się kłócili, tylko poszukamy najlepszego, optymalnego rozwiązania, jeśli chodzi o kredyty mieszkaniowe i generalnie budownictwo – powiedział Donald Tusk.

Osi sporu w koalicji jest więcej. Część partii chce powrotu handlu w niedziele, część się na to nie zgadza. Część stronnictw zapowiada wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy, a część nie chce nawet o tym słyszeć. Rząd dzieli także podejście do zmian dla przedsiębiorców. Poseł Ewa Schädler z Polski 2050 przypomniała o projekcie przygotowanym przez jej partię.

– Mamy złożony w tym momencie projekt dotyczący składki zdrowotnej jako odciążenia po Polskim Ładzie, który spowodował to, że prawie pół miliona małych firm się zamknęło – powiedziała polityk.

Inny pomysł ma Lewica, a jeszcze inny zaproponowali ministrowie zdrowia i finansów. Pojawia się pytanie, jaki zatem jest cel tworzenia wspólnej agendy?

– Niewykluczone, że Donald Tusk po prostu dąży do wprowadzenia jakiegoś mianownika programowego po to, żeby później (…) skutecznie narzucić jednego kandydata w wyborach prezydenckich – ocenił dr Krzysztof Kawęcki.

Premier zarzeka się, że w przyszłym roku nie wystartuje w wyborach. Naturalnym kandydatem KO – zdaniem samego Donalda Tuska – jest Rafał Trzaskowski.

Decyzję o kandydacie Koalicji Obywatelskiej – a może szerzej, może całej koalicji 15 października – powinniśmy ogłosić przed świętami Bożego Narodzenia – oznajmił szef rządu.

Trzecia Droga – o czym mówił wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz – zgodzi się na jednego kandydata całej koalicji, ale tylko jeśli będzie to marszałek Szymon Hołownia. Na inny scenariusz zgody nie ma.

– Wpakowanie wszystkich do jednego worka dałoby porażkę z PiS-em – stwierdził prezes PSL.

Poseł Jacek Sasin z PiS nie wierzy w deklarację premiera o tym, że nie będzie kandydował w wyborach prezydenckich.

– Rozpoczęła się w tej chwili gra o to, aby „Koalicja 13 grudnia” wystawiła jednego kandydata na prezydenta. Okaże się, że jedynym kandydatem, który możne zjednoczyć wszystkich, będzie Donald Tusk. On z „niechęcią” – cytując klasyka: „nie chcem, ale muszem” – podejmie się tej roli – uważa były minister aktywów państwowych.

Polacy wybiorą następcę Andrzeja Dudy na przełomie maja i czerwca przyszłego roku.

TV Trwam News

drukuj