fot. TV Trwam

Dr R. Derewenda: Komunizm to była próba odbioru narodowi polskiemu podmiotowości i sprawczości

Nie tylko podręczniki, ale także święta państwowe, szkoła, media, Kościół i pamięć o bohaterach – komunistyczna władza próbowała na nowo opowiedzieć Polakom ich historię. Dr Robert Derewenda w „Rozmowach Niedokończonych” w TV Trwam wskazuje, że celem było odebranie narodowi poczucia sprawczości.

Komunistyczna narracja historyczna nie była wyłącznie próbą napisania historii od nowa. Była projektem przebudowy pamięci całego społeczeństwa – przekonywał na antenie TV Trwam dr Robert Derewenda, historyk KUL i dyrektor Oddziału IPN w Lublinie.

Najtrudniejszy był pierwszy okres powojenny, okres stalinizmu, bo wtedy rzeczywiście mięliśmy do czynienia z walką o polską historię, o polską kulturę, o przywiązanie do naszych dziejów. I wtedy próbowano oderwać nas od pewnej historii, od relacji dziejowej, od pewnego łańcucha po kolei. Tworzono narrację, że właściwie Polska miała się zaczynać od sojuszu ze Związkiem Sowieckim i od roku 1944 – mówił historyk.

Symbolem tej polityki było zastępowanie najważniejszych polskich świąt i rocznic wydarzeniami odpowiadającymi komunistycznej wizji państwa.

– Tworzono to taką narrację, że Polska miała się zaczynać od sojuszu ze Związkiem Sowieckim i od roku 1944 nawet zastąpiono święto 11 listopada, święto niepodległości, bardzo sprawnie zastąpiono świętem odrodzenia Polski. 22 lipca trzeba było świętować, to święto było związane z Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego, czyli de facto władzą komunistyczną, która nadana została przez Sowietów, utworzona w Moskwie i utworzona już tutaj w Lublinie jako Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. I to miało być święto, a nie odzyskanie przez Polaków niepodległości w roku 1918. Zastąpiono również święto Konstytucji Trzeciego Maja, czyli można by powiedzieć, że nie pozwolono świętować święta Konstytucji Trzeciego Maja, natomiast weszło w to miejsce święto pierwszego maja. Święto oczywiście związane z ruchem robotniczym – przypomina historyk.

W podobny sposób zmieniano mechanizm opowiadania o polskich zwycięstwach wojskowych.

– W miejsce chociażby takich bitew jak zwycięstwo Polaków pod Monte Cassino mówiono o zwycięstwie, czy o walce pod Lenino, więc rzeczywiście tutaj była taka próba odebrania Polakom historii, tego dziedzictwa – dodaje.

To nie był przypadek. Chodziło o to, by Polacy przestali postrzegać siebie jako twórców własnych dziejów.

Zdecydowanie. To była próba odbioru przede wszystkim podmiotowości, sprawczości narodowi polskiemu – podkreślał dr Derewenda.

Jak wskazywał, szczególnie niewygodnym elementem polskiej historii było Polskie Państwo Podziemne i Powstanie Warszawskie.

Polacy stworzyli coś więcej. To było całe polskie państwo podziemne, które przeszło do podziemia, ale które trwało i które ujawniło się w momencie akcji „Burza”, o której w ogóle praktycznie staramy się w PRL-u nie mówić – zaznaczył historyk.

Komunistyczna polityka miała również swój drugi wymiar. Chodziło o przemilczanie tematów, które nie pasowały do oficjalnej narracji. Historyk zwracał uwagę, że prawdziwa pamięć o polskich bohaterach przetrwała dzięki rodzinom, które przekazywały informacje o przedwojennej Polsce, wojnie i represjach, których doświadczali ich bliscy. Właśnie dlatego – jak podkreśla historyk – rodzina, nauczyciele i Kościół stali się wrogami komunistycznych władz.

Komuniści mieli ambicje świeckiej szkoły, mieli ambicje wychowania człowieka sowieckiego, czyli takiego, który byłby pozbawiony własnej tożsamości, któremu właściwie tą tożsamość nadawałaby partia i sterowała jego poglądami. Ale to się nie powiodło – zaznaczył.

Ponadto w Polsce zastosowanie modelu sowieckiego nie udało się, ponieważ  Kościół był silnie zakorzeniony w społeczeństwie. Dlatego władze próbowały ograniczyć jego działalność społeczną i edukacyjną.

– Przede wszystkim starano się amputować Kościół, czyli odebrać Kościołowi kawałek po kawałku możliwości działania czy oddziaływania społecznego np. poprzez likwidację akcji katolickiej, likwidację możliwości wydawniczej, chociażby przejęcie „Tygodnika Warszawskiego”, czy w ogóle zlikwidowanie wielu tytułów wydawanych przez Kościół. […] Była też próba zbuntowania duchowieństwa przeciwko biskupom, pozbawianie diecezji ordynariuszy, walka o katechezę. […] Na początku komuniści bali się jednoznacznie katechezę wycofać ze szkoły. W związku z tym pod pewnymi pretekstami, że nie ma miejsca, nie ma oczywiście sal, nie ma możliwości, aby ta katechizacja odbywała się w szkole, to tak można by powiedzieć, że szkoła po szkole, w różnych miejscach tą katechezę wyprowadzono ze szkoły do roku 1956 – przypominał gość TV Trwam.

Po 1989 roku pojawiło się jednak pytanie, na ile zerwanie z komunistyczną narracją było pełne.

– Niestety, ciesząc się wolnością, często mogliśmy przeoczyć dziedzictwo komunizmu po roku 1990. Ci ludzie służyli obcemu mocarstwu. Komuniści tworzyli Służbę Bezpieczeństwa, Milicję Obywatelską, inne formacje, choćby właśnie tworząc również struktury Polskiej Partii Robotniczej, czy w inny sposób służąc nie tylko ideologii komunistycznej, ale pośrednio obcemu mocarstwu – Związkowi Sowieckiemu. Ci ludzie dalej tworzyli również swoje środowiska, po roku 1990 dotyczy to przede wszystkim mediów. […] To nie było tak, że wraz z przełomem roku osiemdziesiątego dziewiątego i dziewięćdziesiątego nagle zmieniła się cała redakcja. Nie, to ci sami ludzie dalej oddziaływali społecznie – przekonywał historyk.

Jednocześnie dr Robert Derewenda zwracał uwagę, jak ważne jest przekazywanie historii młodzieży. Jak mówił, młodzież potrafi być bardzo zainteresowana historią, o ile otrzyma możliwość bezpośredniego kontaktu z nią.

Moje spotkania z młodzieżą jako dyrektora Instytutu Pamięci Narodowej to są spotkania z reguły najdłuższe, dlatego że młodzież jest najbardziej zainteresowana historią. Kiedy opowiadam o polskiej historii, młodzież oczekuje jeszcze więcej, jeszcze więcej i jeszcze więcej – mówił.

radiomaryja.pl

drukuj