Chronili przed branką do Armii Czerwonej

Z dr. Zenonem Kachniczem, historykiem z Politechniki Koszalińskiej, rozmawia Jacek Dytkowski



Dlaczego zainteresował się Pan oddziałem BOA?

– Z nazwą Bojowy Oddział Armii zetknąłem się we wczesnych latach mojego życia. Urodziłem się w Bobolicach, miejscowości, gdzie funkcjonowała spółdzielnia „Robotnik” założona przez członków oddziału. W latach 90., już jako historyk, chciałem tę sprawę zbadać. Dotarłem wówczas, z ogromnymi trudnościami, przy pomocy ówczesnej Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – Instytut Pamięci Narodowej do interesujących dokumentów. Otrzymywałem je m.in. z archiwów państwowych na Pomorzu. Akta znajdowały się również w sądach okręgowych, które później przejął Urząd Ochrony Państwa w Szczecinie. Na ich podstawie wydałem w 1999 r. książkę pod tytułem „Walczący w mroku” poświęconą wydarzeniom związanym z działalnością oddziału BOA. Szerzej natomiast opisałem je w książce „Konspiracja antykomunistyczna na Pomorzu Środkowym 1945-1956” wydanej w 2004 roku.

Jak liczny był oddział BOA?

– Była to 26-osobowa grupa, która powstała na wiosnę 1944 r., na zasadach Kedywu, by chronić tereny wokół Wołkowyska przed Sowietami, którzy wkraczali na wschodnie obszary II RP. Żołnierze BOA wykonywali tam wyroki śmierci i bronili miejscowej ludności, m.in. przed poborem do Armii Czerwonej. Podczas gdy wojska sowieckie przesuwały się w kierunku wschodnim, na mocy rozkazu ówczesnego dowództwa Armii Krajowej oddział przeszedł linię Curzona, trafił do Koszalina, a stamtąd Państwowy Urząd Repatriacyjny skierował jego członków do Bobolic, gdzie założyli spółdzielnię „Robotnik”. Razem ze współpracownikami oddział liczył teraz 44 osoby. Uczestniczyli w szeregu akcji rekwizycyjnych, wykonywali wyroki m.in. na miejscowych działaczach PPR i PPS. W tym czasie wkroczył na te tereny oddział „Żelaznego”, czyli porucznika Zdzisława Badochy – dowódcy jednego ze szwadronów 5. Wileńskiej Brygady AK majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Wiosną 1946 r. oba oddziały – BOA i szwadron „Żelaznego” – przystąpiły do działań propagandowych i dywersyjnych. Zajęto posterunek milicji i Urzędu Bezpieczeństwa. Dwóch funkcjonariuszy UB wywieziono i po przesłuchaniu rozstrzelano w lesie. Jeszcze do niedawna w Bobolicach stał pomnik tych sekretarzy i funkcjonariuszy, został rozebrany pod koniec lat 90.

Jak długo oddział działał na Pomorzu?

– Od września 1945 r. do czerwca 1946 roku. Później – zagrożony rozbiciem – poszedł w rozsypkę. Część żołnierzy przeszła na Mazury, pozostali próbowali zorganizować sobie życie, ale już wówczas podlegali oni penetracji przez Urząd Bezpieczeństwa. Członkowie BOA dokonali wprawdzie jeszcze szeregu akcji na Pomorzu Zachodnim i Mazurach, ale po kolei zostali wyłapani i w 1948 r. rozpoczęły się procesy sądowe. Zapadło sześć wyroków śmierci, pięć z nich wykonano.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj