Bliżej praw dziecka?
Reliktem po czasach triumfu totalitaryzmu komunistycznego jest celebracja
od lat pięćdziesiątych Międzynarodowego Dnia Dziecka. Z pewnością nie jest
żadnym złem ani tym bardziej zbrodnią szczególna pamięć tego dnia właśnie
o dzieciach – tych w ludzkiej rodzinie, które są jeszcze w stanie rozwoju
psychofizycznego, i z tego powodu jeszcze przygotowują swoje władze duchowe do
samodzielnego już funkcjonowania. Razi jednak szczególny kontrast naszych głośnych
deklaracji poszanowania praw dziecka z cichymi – chociaż ogólnie znanymi –
faktami manipulowania tymi prawami i zawężania ich. Chociaż nie ma takiego,
który byłby gotów przyznać – nawet przed samym sobą – że nie szanuje praw
dziecka, to jednak twarde fakty pokazują, że żyjemy w epoce wręcz skrajnego
ich łamania. Wystarczy tylko wspomnieć gigantyczną falę aborcji łamiącej
elementarne prawo dziecka do życia, aby wskazać, że nasze znakomite
samopoczucie odnośnie do współczesnego jakoby wysokiego poziomu respektowania
praw dziecka nie ma żadnych obiektywnych podstaw. Łamiąc to prawo, i to z
poczuciem spełniania misji dziejowej (walki o prawo kobiety "do wolnego
wyboru"), spadamy nawet poniżej poziomu najbardziej mrocznych i odrażających
cywilizacji, które także usprawiedliwiały zabijanie dzieci.
Spadliśmy poniżej tego poziomu, ponieważ mamy za sobą historyczne doświadczenie
chrześcijańskiej Dobrej Nowiny o życiu, które jest zawsze dobrem. Od samego
zatem początku odróżniano chrześcijan od pogan wedle kryterium bezwzględnego
szacunku dla życia, a zatem potępienia zabijania niewinnych i bezbronnych
dzieci. Od tej strony patrząc, chrześcijaństwo było konsekwentną kontynuacją
kultury żydowskiej. Wielu starożytnych historyków tutaj właśnie upatrywało
różnicę między Żydami a tymi narodami, które aprobowały aborcję czy inne
formy zabijania noworodków. Zauważył i odnotował tę różnicę także
Arystoteles, chociaż niestety nie zechciał z tej wiedzy skorzystać.
Ze wstydem trzeba stwierdzić, że najwybitniejsi intelektualiści starożytnej
Grecji przeżywali rozterki myślowe w związku z rozpowszechnionymi wtedy
praktykami porzucania noworodków. Przodowała w tym Sparta, gdzie mocą znanego
prawa Likurga władza sprawdzała stan zdrowia nowo narodzonych i nakazywała uśmiercać
dzieci chore. Szokuje jednak, że ten odrażający obyczaj zmilitaryzowanych
spartiatów zyskał aprobatę Platona, który dla idealnego państwa postulował,
"żeby najlepiej ani jeden owoc takiego stosunku [nieuznanego przez władze
za słuszny z punktu widzenia eugenicznego – M.C.] nie ujrzał światła
dziennego, jeżeliby się zalągł, a gdyby jednak na świat przyszedł jakoś
wbrew usiłowaniom, to położyć go gdzieś tak, żeby nie było pożywienia
dla takiego".
Ale także Arystoteles, charakteryzując ustrój Sparty (i krytykując niektóre
jego elementy), nie napiętnował praktyki zabijania chorych noworodków. W
"Polityce" twierdził nawet, że "powinno obowiązywać prawo, by
nie wychowywać żadnego dziecka wykazującego kalectwo" i że należy
"liczbę urodzin prawem ograniczyć". Jeśli jednak nastąpi poczęcie
ponad wyznaczoną demograficzną miarę, to wtedy należy "spowodować
poronienie, zanim jeszcze czucie i życie w nie wstąpi".
Nieco inne podejście widzimy u Cycerona, który w jednej z mów negatywnie
ocenił przypadek aborcji u pewnej kobiety przekupionej do tego przez dalszych
spadkobierców męża. Niestety, Cyceron potępił ten czyn tylko z perspektywy
dobra państwa jako szkodliwy demograficznie oraz łamiący prawa ojca do
kontynuacji swojego rodu; nie wziął natomiast pod uwagę kryterium
personalistycznego, czyli kryterium szacunku wobec dziecka jako człowieka.
Cyceron wspomina też, że najstarsze rzymskie prawo Dwunastu Tablic nakazywało
zabijać upośledzone noworodki. Grecki historyk Dionizy z Halikarnasu twierdził,
że już w prawie Romulusa miała być zagwarantowana taka swoboda, chociaż
zakazane było zabijanie innych dzieci, zwłaszcza płci męskiej i pierwszej
urodzonej dziewczynki.
Zdumiewające rozterki i niekonsekwencje znajdujemy także u Seneki, który z
jednej strony chwalił swoją matkę, że nigdy nie dokonywała aborcji, ale za
rzecz oczywistą uznał zabicie noworodka z wadami rozwojowymi. W świecie starożytnych
greckich i rzymskich filozofów znajdujemy także zdecydowane i konsekwentne potępienia
praktyki zabijania dzieci. Wyróżnić tutaj należałoby nade wszystko
Muzoniusza Rufusa – zapomnianego dzisiaj rzymskiego stoika z I wieku po
narodzeniu Chrystusa – obejmującego tym potępieniem także praktykę aborcji.
Odnotować należy także jeden szczególnie pozytywny czyn polityczny starożytności
greckiej, w której zazwyczaj z odrazą traktowano składanie bożkom ofiar z
dzieci, w czym przodowała wtedy Kartagina. Według Plutarcha z Cheronei, Gelon
w traktacie pokojowym z pokonanymi w bitwie pod Himerą Kartagińczykami
"nie wpierw zawarł pokój na ich prośby, aż w traktacie przeprowadził
taką klauzulę, że przestaną składać dzieci w ofierze Kronosowi".
Także Eurypides potępił złożenie Ifigenii w ofierze przez Agamemnona na
rzecz zwycięstwa Greków nad Troją.
Jeśli przywołanym greckim i rzymskim intelektualistom można jeszcze próbować
wybaczać ich niekonsekwencje w postulowaniu życzliwego odniesienia do każdego
człowieka (ideał przyjaźni), to nasza współczesność, po naszym doświadczeniu
dziejowym, już z tej szansy z pewnością skorzystać nie może.
Marek Czachorowski
