70 rocznica śmierci Władysława Jasińskiego

Dziś przypada 70 rocznica śmierci Władysława Jasińskiego ps. Jędruś. Był to jeden z najważniejszych dowódców partyzanckich na Kielecczyźnie i Podkarpaciu. Dowodził oddziałem Jędrusie – który swą nazwę przyjął od jego pseudonimu.

Władysław Jan Jasiński urodził się 18 sierpnia 1909 r. w Sadkowej Górze niedaleko Mielca (Podkarpackie). Studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie oraz prawo na Uniwersytecie Warszawskim, które ukończył w 1938 roku. Jeszcze w czasie studiów wstąpił do Związku Młodej Polski.

Po studiach powrócił na Podkarpacie i podjął pracę nauczyciela w tarnobrzeskim gimnazjum.

We wrześniu 1939 roku brał udział w obronie Tarnobrzega. Po wrześniowej klęsce przeszedł do działalności konspiracyjnej.

– „Skupił wokół siebie, młodych, niezwykle aktywnych ludzi. Cała działalność miała charakter przede wszystkim propagandowy. We wczesnym okresie Jędrusie skupili się na działalności wydawniczej. Nie prowadzili działalności bojowej w pierwszych latach” – powiedział dyrektor Ośrodka Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej w Kielcach, historyk dr Marek Maciągowski.

Działalność wydawniczą oddział prowadził w Sulisławicach (pow. sandomierski). „Jędrusie mieli tam swoją drukarnię. Mieściła się ona w starym kościele” – powiedziała nauczycielka historii z Publicznego Zespołu Szkół im. Oddziału Partyzanckiego Jędrusie w Sulisławicach Danuta Jaworowska.

Grupa Władysława Jasińskiego wydawała tam biuletyn informacyjno-propagandowy Odwet. „Informacje w nim zawarte, były uzyskiwane głównie za pośrednictwem nasłuchu radiowego i bardzo szybko zamieszczane na łamach biuletynu” – wyjaśnił dr Maciągowski. Jak podkreślił, wielu osobom wydawało się wówczas, że za pismem stoi duża, prężna organizacja, tymczasem była to niewielka grupa konspiratorów.

– „Jędrusie na początku był pisany przez kalkę, potem na maszynie i powielaczu. Jasiński zyskiwał współpracowników rozsianych po całej prawostronnej Sandomierszczyźnie, a potem lewobrzeżnej, głównie na południe od Sandomierza. Organizacja działała spontanicznie i żywiołowo” – powiedział autor monografii Odwet-Jędrusie, żołnierz Armii Krajowej Włodzimierz Gruszczyński ps. Jach. 

Jak twierdzi Gruszczyński, „charakter działalności grupy Jasińskiego zmienił się radykalnie na wiosnę 1941 roku, kiedy w pięć osób dokonała ona skoku na leśnictwo w Szczece położone między Staszowem a Połańcem i zabrała pewną ilość pieniędzy na wydawanie Odwetu i działalność pomocową”.

Była to działalność opiekuńcza wobec osób poszkodowanych przez wojnę. To wszystko spowodowało, że „Jędruś jeszcze za życia uważany był za bohatera narodowego, a Jędrusie za Opatrzność Bożą dla miejscowej ludności” – powiedział Gruszczyński.

Władysław Jan Jasiński zginął 9 stycznia 1943 roku w miejscowości Trzcianka między Połańcem a Osiekiem na posesji Józefa Wiącka, swojego następcy. „Na ten dzień wyznaczył spotkanie z chłopakami przed jakimiś działaniami w Tarnobrzeskiem. Chłopcy byli zawiadomieni. Jędrusie nie kwaterowali w jednostce zwartej – albo mieszkali we własnych domach, albo na kwaterach i skrzykiwali się” – tłumaczył Gruszczyński.

Według niego, tego dnia jeden z gestapowców działających w okolicach Połańca „nakrył przypadkowo mieszkańca pobliskiej wsi, który ubił świnię i był w trakcie wyrabiania mięsa na sprzedaż. To było zakazane. Broniąc się przed konsekwencjami, zdradził miejsce pobytu Jędrusiów”.

Wraz Jasińskim zginęli jego koledzy Marian Gorycki (ps. Polikier) i Antoni Toś (ps. Antek). 11 stycznia 1943 r. zostali pochowani na cmentarzu sulisławickim, gdzie do dziś znajduje się zbiorowa mogiła Jędrusiów.

Po śmierci Jasińskiego, dowództwo przejął Józef Wiącek ps. Sowa. W okresie realizacji planu „Burza” Jędrusie stali się 4. kompanią 2 Pułku Piechoty Legionów AK Ziemi Sandomierskiej.

Oddział Jędrusiów, który przyjął swoją nazwę od pseudonimu swojego dowódcy był popularny do tego stopnia, że określenie „Jędrusie” szeroko stosowano do każdej działalności konspiracyjnej. „Ta nazwa stała się w roku 1940, 1941 wręcz synonimem walki z Niemcami” – zaznaczył dr Maciągowski.

PAP

drukuj