Żołnierze alarmowali, że jest źle
Z posłem Dariuszem Seligą (PiS), zastępcą przewodniczącego sejmowej
Komisji Obrony Narodowej, rozmawia Marcin Austyn
Jest coś, co usprawiedliwiałoby resort obrony za brak reakcji na liczne
monity w sprawie wymiany samolotów dla VIP-ów?
– Ze strony rządu nie było większego zainteresowania bezpieczeństwem zarówno
VIP-ów, jak i samych żołnierzy. Dochodził do tego element PR. Przecież skoro pan
premier poleciał rejsowym samolotem do Stanów Zjednoczonych, to trudno było
chwilę później realizować zakup samolotów dla VIP-ów. W czasie kiedy koalicja PO
– PSL przejmowała władzę, sytuacja budżetowa była na tyle dobra, że można było
ten zakup, w różnej formie finansowej, zrealizować. Stało się inaczej. Po
pierwsze, zatrzymano procedurę przetargową przygotowaną przez rząd PiS. Po
drugie, rządowe samoloty stały się elementem walki politycznej z prezydentem
Lechem Kaczyńskim, czemu często dawał wyraz minister Tomasz Arabski. Po trzecie,
brak działań MON w tym zakresie był w pewien sposób pokazywaniem miejsca w
szeregu gen. Andrzejowi Błasikowi, dowódcy Sił Powietrznych, którego monity nie
znajdowały odzewu. Do tego możemy jeszcze dołożyć wypowiedź obecnego prezydenta
Bronisława Komorowskiego o tym, że polscy piloci mogą latać nawet na drzwiach od
stodoły. Widać zatem, że brakowało tu politycznej chęci. Efekt jest taki, że 36.
Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego dysponuje jednym samolotem Tu-154M,
którym pewnie już nikt, oprócz żołnierzy, nie będzie latał. Mamy samoloty
Jak-40, którym kończą się resursy. Naturalne jest tu pytanie o dalsze istnienie
specpułku.
Wiemy, że odchodzą z niego żołnierze. Nowe samoloty zmieniłyby ten stan
rzeczy?
– Coś złego dzieje się wokół polskiej armii. Rząd nie jest w stanie opanować
sytuacji z emeryturami wojskowymi. Wszystko dzieje się na zasadzie plotki i mam
wrażenie, że nie są to przypadkowe ruchy. Żołnierze rzucają wnioski o
rozwiązanie służby wojskowej, bo nie wiadomo, co będzie dalej z dodatkami
mieszkaniowymi, emeryturami itd. Tak naprawdę nie słyszałem ze strony rządowej
poważnego i mocnego głosu, że to nieprawda, że nic złego nie będzie się działo,
żeby żołnierze byli spokojni. W moim odczuciu tworzenie atmosfery niepewności
jest celowe i jest próbą zredukowania armii. Niestety, w ten sposób szeregi
wojska opuszczają najlepsi fachowcy. Wygląda na to, że jesteśmy bardzo bogatym
państwem, bo stać nas na pozbycie się ludzi, na których państwo wyłożyło kilka
milionów złotych – to doświadczeni piloci, komandosi itd. Bez żadnej refleksji
zgadzamy się na to, by odeszli.
Dlaczego? Profesjonalnej armii doświadczeni wojskowi nie są potrzebni?
– Powody są inne. Otóż szkoli się komandosa, który służy 10-12 lat, bierze
udział w misjach, ma doświadczenie, mógłby dalej dobrze służyć, ale nie ma dla
niego etatu podoficerskiego i armia się go pozbywa. Przez lata miliony złotych
szły na szkolenie takich ludzi, ale pozwala się im odejść, bo to wychodzi taniej
niż utrzymywanie ich w systemie emerytalnym. Mam wrażenie, że komuś mocno zależy
na tym, aby polska armia była coraz słabsza. Tymczasem wszyscy w świecie
inwestują w bezpieczeństwo, na tym się nie oszczędza. Jeśli sami nie zadbamy o
nasze własne bezpieczeństwo, to nikt nam go nie zapewni. Tylko mając silną
armię, będziemy szanowani i traktowani jako partnerzy dla innych państw.
Niestety, pan Bogdan Klich jako minister obrony narodowej doprowadził armię do
zapaści – mam tu na myśli zarówno jej stan, jak i sferę decyzyjną – a udziałem w
misjach przykrywa się to, co faktycznie dzieje się w kraju.
Dowódca Sił Powietrznych pisał do MON o problemie samolotów regularnie, ale
nic w tej sprawie się nie działo, a chodziło o kluczowy pułk. Sejmowa Komisja
Obrony Narodowej interesowała się sprawą zakupów samolotów dla specpułku?
– Tak, ale też nie mieliśmy pełnej świadomości, ile monitów w tej sprawie było
kierowanych do MON przez gen. Andrzeja Błasika. Muszę również zaznaczyć, że jako
podkomisja ds. szkolenia byliśmy m.in. w specpułku, rozmawialiśmy z żołnierzami
i już wtedy sygnalizowano nam sprawy, które dziś znajdują swój praktyczny
wymiar. Żołnierze alarmowali, że jest źle, że nie ma sprzętu, nie ma perspektyw,
że nie widzą przyszłości. Rozumiem, że minister obrony miał tego świadomość.
Jeżeli do dziś nie zapadły żadne decyzje, to można pokusić się o stwierdzenie,
że brak działań ma służyć temu, by specpułk sam się rozformował. Generał Błasik
miał sukcesy i zmieniał oblicze polskiego lotnictwa. Jestem pod wrażeniem tego,
jak wielką wagę przykładał do ciągłego szkolenia pilotów. Może nie działo się to
szybko, ale pod wpływem działań gen. Błasika widać było w kadrze dowódczej
pozytywne zmiany. On wykonał olbrzymią pracę, ale był postrzegany jako
prezydencki generał i płacił za to cenę jako dowódca Sił Powietrznych – było mu
w pewnych sprawach ciężej niż innym dowódcom.
Minister obrony, milcząc w sprawach samolotów, wykazywał większe
zainteresowanie polityką niż wojskiem?
– Tak to wygląda. Proszę zwrócić uwagę, że obecnie oficjalnie mówi się, że gen.
Błasika nie było w kokpicie Tu-154M podczas katastrofy. Nie muszę tu przypominać
postawy MON w tej sprawie, ale dla mnie było to oczywiste od samego początku.
Jeżeli gen. Błasik był dowódcą odpowiedzialnym za Siły Powietrzne i był
przekonany, że "u niego" wszystko dobrze działa, to biegając do kokpitu, czułby
się niezręcznie przed prezydentem. Wyszłoby na to, że jako dowódca nie potrafił
zadbać o wyszkolenie pilotów i ci nie umieją sobie poradzić.
Oczywiście, szefowanie resortowi obrony to funkcja polityczna i nie da się jej
wyłączyć z tej sfery. Jednak w MON potrzeba osoby bardziej zdecydowanej,
potrafiącej wywalczyć fundusze dla wojska. Kto inny ma dbać o armię? Premier
może nie być zainteresowany losem armii, może czegoś nie wiedzieć, ale jeśli
ktoś godzi się przyjąć godność ministra obrony, to powinien z honorem zabiegać o
interesy armii, a jeśli coś go przerasta, to powinien podać się do dymisji, a
nie firmować porażek swoim nazwiskiem. Jeszcze raz zaznaczam, bezpieczeństwo
naszego kraju jest sukcesywnie osłabiane. Trzeba wzmacniać armię i przede
wszystkim nie bać się ministra finansów. Człowiek honoru podaje się do dymisji,
kiedy nie ma możliwości należytego wypełnienia powierzonej mu misji, a nie godzi
się na to, że z roku na rok zabiera się z budżetu jego resortu po kilka
miliardów złotych i mówi, że wszystko jest dobrze.
Dziękuję za rozmowę.
