Zniknął portret Pary Prezydenckiej
Z Izabelą Smolińską, doktorem nauk humanistycznych, zaangażowaną w godne uczczenie pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej, rozmawia Bogusław Rąpała
Często Pani przychodzi pod krzyż upamiętniający ofiary smoleńskie przed Pałacem Prezydenckim?
–
Przez pierwsze dwa tygodnie po wypowiedzi Bronisława Komorowskiego na
temat zamiaru usunięcia krzyża byłam tu codziennie – wieczorem i w nocy,
nawet do godzin porannych. Teraz też przychodzę tak często, jak tylko
mogę.
Pamięta Pani moment, gdy zostaliście Państwo siłą odsunięci od krzyża?
–
Mam wrażenie, że ma to na celu totalne zniechęcenie nas. Zostaliśmy
oddzieleni od krzyża i wymieszani z przypadkowymi przechodniami. Tak
naprawdę jest to też demonstracja siły. Kiedy byłam tu w nocy z 2 na 3
sierpnia, czyli przed akcją przeniesienia krzyża do kościoła św. Anny, i
po godzinie 3.00 nad ranem wracałam do domu, widziałam wielką armię
policji i straży miejskiej ukrytą w bocznych uliczkach. Koło krzyża
czuwało 15, może 20 osób. Następnie te osoby zostały otoczone kordonem.
Już wtedy chciano nas przestraszyć i wywołać poczucie osaczenia.
Nakazano nam uprzątnięcie kwiatów, zniczy i wszystkiego, co znajdowało
się pod krzyżem. Straż miejska nawoływała: „Sprzątnijcie to!”, tak jakby
chodziło o jakieś porozrzucane przez nas zabawki lub śmieci. A przecież
to, co było pod krzyżem, zostało w większości przyniesione przez ludzi z
całej Polski i całego świata. Byli tu różni ludzie, którzy na różne
sposoby oddali hołd, tak jak na przykład Żydzi zostawiający chorągiewki z
gwiazdą Dawida lub sportowcy z Portugalii, którzy na krzyżu zawiązali
szalik z flagą swojego kraju. Przeciwnicy obecności krzyża mówią, że to
my przynosimy wstyd na cały świat. Chyba tak jednak nie jest, co wynika
chociażby z wypowiedzi Włochów, którzy nam gratulowali, gdyż oni,
podobnie jak my teraz, muszą walczyć o obecność krzyża w miejscach
publicznych. Każdy, kto tylko wie, co się wydarzyło 10 kwietnia,
przynosił jakiś dar.
Co się stało z tymi wszystkimi przedmiotami?
–
Wszystko zostało stamtąd wymiecione. Krzyże, różańce, kwiaty, znicze –
wszystko zostało wrzucone do worów, bez patrzenia na to, czy coś było
poświęcone, czy nie. Absolutnie bulwersujące jest również to, że tak
samo potraktowano zdjęcia ofiar, które były pomiędzy zniczami. Zniknął
również portret pary prezydenckiej i biało-czerwona szarfa zawieszona na
krzyżu. Nie rozumiem, w czym one komukolwiek przeszkadzały. Być może
jest to pierwszy krok do tego, żeby ten krzyż po prostu tak sobie wyrwać
i przenieść. Kilka dni temu w jednej z telewizji słyszałam wypowiedź
Janusza Palikota, który już nie mówił o krzyżu, tylko o „przedmiocie”.
Porównywał go z meblem, mówił o tym, że to „coś” należy stamtąd
sprzątnąć i krytykował nawet, o dziwo, prezydenta Komorowskiego, który
okazuje bezsilność, jeśli nie potrafi się rozprawić z grupką
„fanatyków”, którzy ten „mebel” chronią. I zaraz po jego wypowiedzi
miała miejsce nocna akcja policji i straży miejskiej.
Nie satysfakcjonuje Pani tablica na Pałacu Prezydenckim?
–
Absolutnie nie. Dla mnie jest to jakaś forma zakpienia sobie ze
społeczeństwa, z tego, o co my, broniący krzyża, prosiliśmy. A
prosiliśmy o upamiętnienie ofiar. Upamiętnienie w formie pomnika lub
ewentualnie tablicy pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego
małżonki, prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego oraz pozostałych 93 osób
delegacji katyńskiej. Tymczasem zupełnie cichaczem, bez jakiejkolwiek
wcześniejszej informacji, bez ustaleń z zainteresowanymi stronami, nagle
pojawia się jakaś tablica. Na dodatek napis na niej mówi, że upamiętnia
ona gromadzących się tutaj po 10 kwietnia ludzi, natomiast absolutnie
nie upamiętnia samych ofiar! To jeszcze bardziej zaogniło sytuację,
przez co nasuwa się pytanie, komu tak naprawdę na tym zależy.
„Gazeta
Wyborcza” o obrońcach krzyża pisze w cudzysłowie. Dowiadujemy się, że
są to agresywni fanatycy, ludzie niespełna rozumu… Każdy, kto
przychodzi pod Pałac Prezydencki, może się przekonać, że to nie jest
prawda.
– Jestem wściekła, kiedy oglądam dzienniki na różnych
programach. A oglądam je, bo chcę wiedzieć, co się o nas mówi, żeby móc
zrozumieć reakcje ludzi, których tutaj nie ma. Gotuje się we mnie, kiedy
słyszę wieczne kłamstwa, między innymi na temat naszej rzekomej
agresji. Wśród obrońców krzyża są również ludzie młodzi, wykształceni,
którym leży na sercu godne upamiętnienie pary prezydenckiej i
pozostałych ofiar katastrofy smoleńskiej.
Władza zastosowała wariant siłowy. Zniechęciło to Panią?
–
Będę czuwać nadal. Myślę, że podobnie uczynią inni. Krzyż został.
Jeżeli władza uważa, że w ten sposób rozprawi się z tragedią smoleńską,
to się grubo myli. Bo w istocie jest to wojna nie tylko o krzyż jako
symbol, tak jak chciałyby tego środowiska lewackie, ale o pamięć o
ofiarach katastrofy z 10 kwietnia. Przecież to obrońcy krzyża domagają
się odpowiedniego prowadzenia rzetelnego śledztwa w tej sprawie.
Buntujemy się w sytuacji, gdy polskiemu rządowi nie zależy na
wyjaśnieniu prawdziwych przyczyn katastrofy. Jeżeli krzyż sprzed Pałacu
Prezydenckiego siłą zostanie usunięty, to będziemy przychodzili tutaj z
własnymi krzyżami i zniczami w rękach, będziemy stać i modlić się. Bo w
tym momencie to miejsce już jest uświęcone.
Dziękuję za rozmowę.
