Złamany rozejm

Nowa strona 1

Syryjscy obrońcy praw człowieka informują, iż pomimo trwającego od
doby zawieszenia broni w pobliżu granicy z Turcją doszło wczoraj rano do walk
między syryjskim wojskiem a rebeliantami.

Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, które zbiera informacje od
lokalnych działaczy, do starć doszło podczas próby szturmu wojsk rządowych na
jeden z bastionów rebeliantów w północno-zachodniej prowincji Idlib. Wcześniej
siły Baszara al-Asada rozmieściły tam czołgi i pojazdy opancerzone. Jak dodają
świadkowie, poza wystrzałami z czołgów słychać było także serie z ciężkich
karabinów maszynowych. Cytowany przez PAP szef Obserwatorium Rami Abdel Rahman
podkreślił, że jak dotąd nie ma informacji o zabitych bądź rannych.

Były to pierwsze od czwartkowego poranka bezpośrednie starcia wojsk rządowych
z opozycyjną Wolną Armią Syryjską (WAS). Lokalne Komitety Koordynacyjne
poinformowały również o gwałtownej strzelaninie we wsi Cherbet al-Dżuz, w
pobliżu granicy turecko-syryjskiej. W dalszym ciągu nie ma też żadnych oznak
wycofywania wojsk i broni ciężkiej z miast, do czego wzywał wysłannik ONZ i Ligi
Arabskiej do Syrii Kofi Annan, a który to postulat znajduje się w przyjętym
porozumieniu pokojowym.

Jak informują agencje zagraniczne, tylko w czwartek, kiedy nad ranem
wchodziło zawieszenie broni, wskutek ostrzału i bombardowań prowadzonych przez
wojska rządowe zginęło co najmniej 20 osób. Dlatego kraje zachodnie nie mają
zaufania do prezydenta Syrii. Podczas rozmowy prezydenta Francji Nicolasa
Sarkozy´ego z prezydentem USA Barackiem Obamą padł pomysł utworzenia korytarzy
humanitarnych w Syrii, aby ułatwić niesienie pomocy ludności cywilnej.

Krwawe okazały się jednak zwołane wczoraj przez opozycję demonstracje
antyreżimowe. Wbrew obietnicom rządu siły bezpieczeństwa otworzyły – jak
informuje Agencja Reutera – ogień do zebranych na ulicach obywateli. Media
podkreślają, że w samej tylko Hamie zginęło co najmniej dwóch demonstrantów.

Marta Ziarnik

***

Asad wprowadził rozejm


Nasz Dziennik, 2012-04-14

Bezpośrednio po wejściu w życie zawieszenia broni w Syrii w kraju
panował spokój i nie odnotowano działań wojskowych – poinformował szef
Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka Rami Abdel Rahman.

Jak powiedział wczoraj przed południem szef mającego siedzibę w Londynie
Obserwatorium, we wszystkich niemal regionach Syrii panował wczoraj rano spokój.
Dodał, że jedynie w okolicy Zabadani, niedaleko Damaszku, po godzinie 6.00 czasu
lokalnego (godz. 5.00 czasu polskiego) przez krótki czas słychać było eksplozje.
Mieszkańcy miasta w rozmowie z dziennikarzami podkreślali jednak, że obecnie
jest tam spokojnie. Tymczasem szef Narodowej Rady Syryjskiej (NRS) Burhan
Ghaljun zauważa, iż należy się jeszcze wstrzymać z oceną wypełniania przez
władze postanowień rozejmu. – Dzień się jeszcze nie zakończył. Nie mamy zaufania
do reżimu, zwłaszcza że siły zbrojne nie wycofały się jeszcze z miast –
powiedział przed południem Ghaljun, którego cytuje PAP. Zaapelował on także do
Syryjczyków, by wyszli na ulice i protestowali przeciw działaniom władz. –
Apelujemy do narodu, by protestował, ponieważ jest to jego bezwzględne prawo, o
którym jest mowa w planie Kofiego Annana – powiedział Burhan Ghaljun. Działacze
praw człowieka obawiają się jednak, że może to doprowadzić do wznowienia przez
prezydenta Baszara al-Asada brutalnego tłumienia protestów, gdyż armia w dalszym
ciągu nie wycofała się z miast, zaznaczając, iż zrobi to dopiero po przywróceniu
bezpieczeństwa w kraju.

Zgodnie z planem pokojowym wynegocjowanym przez międzynarodowego wysłannika
Kofiego Annana poza zawieszeniem walk nastąpi wycofanie ciężkiej broni z
dzielnic mieszkalnych oraz podjęcie rozmów na temat politycznego rozwiązania
konfliktu. Ponadto do Syrii zostanie skierowana pomoc humanitarna dla ludności.
Te działania jednak jak dotąd nie zostały podjęte. W związku z powyższym
szefowie państw Zachodu wyrażają głębokie obawy o dalsze losy tego planu i samej
Syrii. Prezydent USA Barack Obama i kanclerz Niemiec Angela Merkel w
wystosowanym oświadczeniu podkreślili, iż w obecnej sytuacji istnieje
"konieczność, aby zebrała się Rada Bezpieczeństwa ONZ i podjęła bardziej
zdecydowane działania".

Marta Ziarnik

 

drukuj