Zapraszamy do miasteczka
Z Tadeuszem Majchrowiczem, wiceprzewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ
"Solidarność", rozmawia Mariusz Kamieniecki
Posłowie koalicji PO – PSL przy wsparciu Ruchu Palikota nie dopuścili do
wysłuchania publicznego w sprawie reformy emerytalnej, co postulowała
"Solidarność".
– Dlatego alternatywną formę wysłuchania zorganizowaliśmy przed Sejmem. To
skandal, że ponad dwóm milionom obywateli odmawia się prawa do wypowiedzi w
formie referendum, czy chcą podniesienia wieku przechodzenia na emerytury, czy
też nie. To nie ma nic wspólnego z demokracją, to dyskryminacja. Po 30 latach
ponownie jesteśmy zmuszeni wychodzić na ulice i walczyć o chleb i wolność – jak
zresztą brzmi tytuł wystawy "Za chleb i wolność", którą można oglądać w Sejmie.
Rząd funduje nam pracę do 67. roku życia, ale kto z nas będzie mógł w tym wieku
pracować?
Przed Sejmem odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Komisji Krajowej NSZZ
"Solidarność".
– Chyba po raz pierwszy obrady Komisji odbyły się nie w Gdańsku, ale w
miasteczku namiotowym przed Sejmem, w warunkach – nazwijmy to – polowych. To
pokazuje, że sprawa, dla której się gromadzimy, jest naprawdę ważna. Istotne
jest także stanowisko Komisji Krajowej, w którym odnosimy się do tej haniebnej
ustawy, którą rząd, dopychając kolanem, chce przyjąć, i to jak najszybciej.
Co wyraża to stanowisko?
– W zasadzie wyraża to wszystko, co już wcześniej mówiliśmy jako związek, a co
znalazło swój wyraz w wystąpieniu sejmowym Piotra Dudy 30 marca br. Wystąpienie,
w którym przewodniczący mówił o arogancji władzy, było jednym wielkim
uzasadnieniem wniosku o przeprowadzenie referendum emerytalnego w Polsce. W
stanowisku wyrażamy pogląd, że podniesienie wieku emerytalnego nie jest jedynym
panaceum na rozwiązanie istniejących problemów. Są inne możliwości, co więcej –
istnieje konieczność podejmowania innych niezbędnych działań. Jeżeli nie
będziemy mówili o strategii demograficznej, o polityce prorodzinnej, to samo
podniesienie wieku emerytalnego nic nie da. W Polsce muszą być stworzone też
odpowiednie warunki zmierzające do poprawy zdrowia obywateli. Tymczasem nie
robiąc nic w tym kierunku, rząd chce siłą zatrzymać na rynku pracy ludzi
starszych, często schorowanych, a nie tworzy warunków do pracy dla młodzieży.
Kto jest adresatem postulatów "Solidarności"?
– Stanowisko zostało skierowane przede wszystkim do rządzących, w tym również do
prezydenta Bronisława Komorowskiego. Bo na jego biurko trafi ustawa, którą –
wszystko na to wskazuje – może w piątek przyjąć Sejm. Stanowisko trafi też do
wszystkich działaczy "Solidarności" i do sympatyków związku.
Wspomniał Pan o alternatywie dla rządowego projektu ustawy emerytalnej.
We wczorajszym panelu dyskusyjnym na ten temat wzięło udział szereg uznanych
autorytetów z różnych dziedzin…
– Nie wychodzimy przed szereg i nie mówimy: "Nie, bo nie". Nie podejmowalibyśmy
żadnych działań, gdybyśmy wcześniej nie zasięgnęli opinii ekspertów, i to
niekoniecznie ekspertów premiera Tuska. To właśnie ludzie polskiej nauki mówią
nam, że to, co proponuje ekipa Donalda Tuska, jest utopią. My nie chcemy takiego
rządzenia w stylu PRL-bis, zależy nam, aby społeczeństwo w sposób demokratyczny
mogło wyrażać swoją opinię. Nie zamykamy się przed ludźmi, nie debatujemy w
ukryciu i nie wychodzimy z gotowymi szkodliwymi społecznie projektami, ale
działamy jawnie, bo nie mamy nic do ukrycia. Wczorajszą konferencję mogli
oglądać na telebimach przybyli na miejsce związkowcy, a także mieszkańcy
Warszawy, a nasi eksperci pokazali i udowodnili, że jest inna droga, lepsza,
pewniejsza i mniej uciążliwa dla społeczeństwa. Dlatego "Solidarność" nie
zaakceptuje warunków proponowanych przez rząd.
Jaka atmosfera panuje po dwóch dniach w miasteczku namiotowym?
– Jest ogromna determinacja, ludzie są skupieni, ale nie ma jakiegoś
przygnębienia. Na ogólną atmosferę wpływa też m.in. fakt, że zebrani mogą ze
sobą porozmawiać, są także przerywniki muzyczne, a wieczorem śpiewamy piosenki
patriotyczne, piosenki ze stanu wojennego. W czwartek na miasteczku emerytalnym
było nas około siedmiuset osób.
Z jakim odzewem społecznym spotyka się protest?
– Przychodzą do nas politycy, co jest chyba naturalne, bo przy okazji dużego
zgromadzenia chcą się pewnie pokazać i na swój sposób promować. Odwiedzają nas
także zwykli ludzie, którzy mówią: "Tak trzymać", i zachęcają, by wytrwać. Mamy
wodę, posiłki. Spotykamy się również z sytuacjami, gdzie ktoś przynosi upieczone
przez siebie ciasto. Bardzo to sobie cenimy i dziękujemy. Otrzymujemy też
e-maile, SMS-y – to wszystko świadczy o poparciu dla tej sprawy i sprzeciwie
wobec forsowanego przez rząd ograniczania praw Polaków.
Wspomniał Pan o odwiedzinach polityków. Prawo i Sprawiedliwość
zapowiedziało, że jeżeli ustawa zostanie przyjęta, będzie wniosek do Trybunału
Konstytucyjnego…
– W pełni popieramy tego typu kroki. Zresztą nasi eksperci udowadniają, że
reforma wieku emerytalnego w kształcie proponowanym przez rząd jest
niekonstytucyjna. Jeżeli najwyższy organ władzy ustawodawczej, jakim jest Sejm,
tworzy i sankcjonuje złe prawo, to sprawę musi niestety zweryfikować instytucja
do tego powołana, czyli właśnie Trybunał Konstytucyjny.
Podobno szykują Państwo posłom jakąś niespodziankę?
– Jest propozycja, żeby w formie happeningowej, po piątkowych głosowaniach i
zakończeniu obrad zablokować posłom wyjazd z Sejmu.
Wszystkim?
– Tak, bez wyjątku. Zgodnie z przysłowiem: "Jeden za wszystkich, wszyscy za
jednego".
Dziękuję za rozmowę.
