Zamach w Dniepropietrowsku
Seria eksplozji w ukraińskim Dniepropietrowsku na sześć tygodni przed
Euro 2012. Co najmniej 29 osób, w tym dziesięcioro dzieci, zostało
rannych w wyniku serii wybuchów, do jakich doszło w Dniepropietrowsku na
wschodzie Ukrainy. Prokuratura generalna w Kijowie nie ma wątpliwości, że był to
akt terrorystyczny. A to stawia pod dużym znakiem zapytania bezpieczeństwo
kibiców w trakcie rozgrywek Euro 2012, których Ukraina, obok Polski, jest
współgospodarzem.
Do eksplozji doszło w niewielkich odstępach czasu, w najbardziej zatłoczonych
o tej porze częściach miasta. W sumie było od czterech do dziesięciu wybuchów.
Pierwszy atak nastąpił o godzinie 11.40 czasu miejscowego (10.40 czasu
polskiego) na przystanku tramwajowym w centrum miasta. Ładunek był w koszu na
śmieci. Na skutek wybuchu rannych zostało około 13 osób, z czego większość
stanowią kobiety. Siła eksplozji uszkodziła przystanek i wybiła szyby w
odjeżdżającym właśnie tramwaju oraz pobliskich budynkach. Drugi wybuch nastąpił
o godzinie 12.20 w okolicach kina Rodina i technikum budowlanego. Ministerstwo
ds. sytuacji nadzwyczajnych poinformowało, że odłamki drugiej bomby zraniły 11
osób. Wśród poszkodowanych są dzieci, prawdopodobnie chodzi o uczniów technikum.
W tej samej okolicy doszło do jeszcze jednego wybuchu – niedaleko parku Czkałowa,
tam ranna została jedna osoba. Czwarta eksplozja nastąpiła w pobliżu opery,
która znajduje się nieopodal przystanku, gdzie doszło do pierwszego wybuchu. Jak
podają służby ratunkowe, ranne zostały tam co najmniej dwie osoby. Jak informuje
cytowana przez PAP "Komsomolskaja Prawda na Ukrainie", dziewięcioro spośród 29
rannych jest w stanie bardzo ciężkim. Liczba rannych może jeszcze ulec zmianie.
Jedna z ukraińskich gazet na swoich stronach internetowych podała, że w
Dniepropietrowsku doszło w sumie do około dziesięciu eksplozji. Miejsca wybuchów
zostały otoczone przez policję, niemal w całym Dniepropietrowsku wstrzymano
regularny ruch. Na ulice wyjechały transportery opancerzone, funkcjonariusze
policji przeszukują ludzi z plecakami i torbami. Po informacjach o pierwszych
detonacjach w mieście doszło do paniki. Ludzie starali się opuścić biura i
przedostać do swoich domów, jednak byli zawracani przez służby porządkowe. W
centralnej części miasta nie działały też telefony komórkowe.
Powołując się na agencję "Most-Dniepr", portal 24tv.ua podał, że zatrzymano
już pierwszych podejrzanych w związku z zamachami. Media mówią też o
strzelaninie, do której doszło pod jednym z supermarketów w Dniepropietrowsku,
gdzie policja usiłowała rzekomo złapać domniemanego terrorystę. Jak twierdzi
Unian.ua, powołująca się na nieoficjalne źródła, rano na policję miała zadzwonić
nieznana osoba i powiedzieć, że w Odessie dojdzie do dziewięciu wybuchów.
Policja nie potwierdza jednak tych doniesień. Dotąd nikt nie przyznał się do
ataków. Śledztwo w tej sprawie natychmiast wszczęła ukraińska prokuratura,
podkreślając, że mamy do czynienia z aktami terrorystycznymi. – Wybuchy, do
których doszło w piątek w niewielkich odstępach czasu w Dniepropietrowsku na
wschodzie Ukrainy, traktowane są jako akt terrorystyczny – podała prokuratura
generalna w Kijowie.
Na miejsce wydarzeń w trybie pilnym udała się też z Kijowa grupa operacyjna
na czele z ministrem spraw wewnętrznych Witalijem Zacharczenką. W trakcie
nadzwyczajnego spotkania z dziennikarzami na Krymie prezydent Wiktor Janukowycz
podkreślił, że Ukraina udzieli "adekwatnej odpowiedzi" na serię wybuchów. – Wiem
tyle, ile wiecie wy. Zdążyłem porozmawiać na ten temat z szefem Służby
Bezpieczeństwa Ukrainy i ministrem spraw wewnętrznych. Wiemy, że są ranni.
Rozumiemy, że jest to dla nas kolejne wyzwanie. Jest to wyzwanie dla całego
narodu – powiedział Janukowycz.
Wybuchy w Dniepropietrowsku stały się przyczyną ostrej wymiany zdań między
władzami a opozycją, której przedstawiciele oświadczyli, że eksplozje mogą
posłużyć rządzącym jako pretekst do wprowadzenia stanu wyjątkowego na Ukrainie.
Spekulacje te szef resortu sprawiedliwości Ołeksandr Ławrynowycz zdementował
podczas zwołanych w trybie pilnym obrad parlamentu. Pomimo zapewnień
Ławrynowycza, iż nie ma powodów do wprowadzania tak drastycznych kroków, opinię,
iż wybuchy mogą być inspirowane przez władze, wysunął także opozycyjny
wiceprzewodniczący Rady Najwyższej (parlamentu) Mykoła Tomenko. Jego zdaniem,
władze w ten sposób chcą ograniczyć aktywność przeciwników prezydenta
Janukowycza. Przedstawiciele opozycji oskarżyli jednocześnie rządzącą większość,
która zdominowana jest przez prezydencką Partię Regionów, że wykorzystuje ona
zamachy w Dniepropietrowsku, by doprowadzić do wznowienia pracy parlamentu.
Trybunę Rady Najwyższej Ukrainy przez 24 godziny na dobę okupują bowiem od
wtorku opozycyjni deputowani, którzy domagają się od władz wyjaśnień w sprawie
pobicia w więzieniu odbywającej karę siedmiu lat pozbawienia wolności byłej
premier Julii Tymoszenko.
Czy kibice będą bezpieczni
Liczący około miliona mieszkańców Dniepropietrowsk, w którym doszło wczoraj
do eksplozji i w którym urodziła się przywódczyni ukraińskiej opozycji Julia
Tymoszenko, będzie w czerwcu i lipcu gościć kibiców Euro 2012. Tymczasem jak
zauważa w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" gen. dyw. dr Roman Polko, były dowódca
jednostki specjalnej GROM i szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, wczorajsze
eksplozje w tym mieście to poważny problem w kontekście zbliżających się
mistrzostw. – Okazuje się, że Ukraina jest krajem niestabilnym, gdzie nie są
przestrzegane podstawowe zasady demokracji i gdzie przeciwników politycznych
wsadza się do więzienia. Z tego też względu uważam, że powinniśmy się głęboko
zastanowić nad tym, czy w takim kraju rzeczywiście powinny odbywać się
mistrzostwa – wskazuje Polko. Do tego jeszcze, jak zauważa, dochodzą wczorajsze
ataki. – Pomijając więc już same aspekty polityczne, powinniśmy się zastanowić,
czy tam można czuć się bezpiecznie. Moim zdaniem, raczej nie można, co
potwierdzają wczorajsze eksplozje – dodaje. – Trudno będzie mówić o jakimś
przyzwoitym poziomie bezpieczeństwa na czas Euro 2012 – zauważa ekspert ds.
bezpieczeństwa. Co tak naprawdę stało się w piątek w Dniepropietrowsku? – Na
Ukrainie toczą się różne gry i są one dla nas trudne do zrozumienia. Mamy w tym
przypadku do czynienia z daleko posuniętą korupcją i brakiem stabilności. Do
tego dochodzi fakt, że była jakaś intryga pewnego rodzaju odłamów służb
specjalnych – wskazuje Polko. Wypowiedź prezydenta Janukowycza, który od razu
określił eksplozje mianem "ataków terrorystycznych" i zapowiedział "adekwatne
kroki", przywołuje skojarzenia z rosyjskim Biesłanem. – To są wypowiedzi w
sowieckim stylu i nie bardzo mi się podobają. W takim momencie od razu
przypomina mi się Biesłan, gdzie "adekwatnymi krokami" być może zabito
terrorystów, ale przy okazji także wiele dzieci. Z pewnością liczba ofiar byłaby
o wiele mniejsza, gdyby podjęto wówczas próby innego rozwiązania tej sprawy –
zaznacza były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Władze uspokajają
Starając się uciszyć coraz głośniej wybrzmiewające w mediach obawy, szef
sztabu bezpieczeństwa turnieju przy prezydencie Ukrainy Ołeksandr Birsan
oświadczył, że władze Ukrainy gwarantują bezpieczeństwo gości na
rozpoczynających się w czerwcu mistrzostwach Europy w piłce nożnej. –
Podejmujemy wszelkie niezbędne działania, by goście i uczestnicy Euro 2012 byli
bezpieczni – zapewnił Birsan. W rozmowie z agencją Interfax Ukraina
poinformował, że w Kijowie odbywają się ćwiczenia antyterrorystyczne, w których
uczestniczą przedstawiciele wszystkich struktur siłowych Ukrainy.
Dniepropietrowsk był jednym z sześciu ukraińskich miast ubiegających się o
prawo organizacji Euro 2012, jednak ostatecznie nie znalazł się w gronie
czterech gospodarzy rozgrywek. Ale jest tam boisko rezerwowe. Mecze ukraińskiej
części organizowanego wraz z Polską Euro 2012 odbędą się w Kijowie, Lwowie,
Doniecku i Charkowie.
Marta Ziarnik
