Żałobnicy nie chcieli propagandy TVN
Drastyczny rozdźwięk między lansowaną w mediach czarną propagandą
prezydenta Lecha Kaczyńskiego a jego rzeczywistym wizerunkiem sprawia, że do
naszych rodaków coraz częściej i skuteczniej dociera prawda o kryteriach, jakimi
w doborze przekazywanych treści kierują się dziennikarze.
Takiego obrotu sprawy z pewnością nie spodziewali się dziennikarze
największej komercyjnej stacji telewizyjnej TVN. Uczestnicy ceremonii
pogrzebowej Pary Prezydenckiej zebrani na Rynku Głównym w Krakowie okrzykiem:
„Precz z TVN!”, domagali się zmiany pokazywanego na telebimach obrazu.
Skandowali też: „TVP” oraz „Bazylika”, żądając emisji sygnału telewizji
publicznej. W czasie gdy TVP transmitowała obraz z bazyliki Mariackiej, w TVN
goście programu Bogdana Rymanowskiego, m.in. Jarosław Gowin i Ryszard Kalisz,
dyskutowali na temat prezydentury Lecha Kaczyńskiego. To przelało czarę goryczy.
Obsługa techniczna została zmuszona do wyłączenia telebimów z logo TVN. W tym
samym momencie, gdy wyłączono telebimy, na Rynku rozległy się brawa.
Jak
relacjonuje „Naszemu Dziennikowi” o. Piotr Andrukiewicz CSsR z Telewizji Trwam,
skandowali niemal wszyscy zgromadzeni na krakowskim Rynku. Była godzina 11.00.
Po przewiezieniu trumien z ciałami Pary Prezydenckiej przed bazylikę Mariacką na
czterech telebimach, na których do tej pory były transmitowane przygotowania do
uroczystości, w pewnym momencie rozpoczęto nadawanie wywiadów z politykami
Platformy Obywatelskiej i Lewicy. – To, że w tym czasie były transmitowane
wywiady z Gowinem i Kaliszem, ludzi rozwścieczyło. Jednoznacznie kojarzą oni
telewizję TVN z telewizją rządową, która była przez cały czas urzędowania
prezydenta Kaczyńskiego pierwszym narzędziem do jego zwalczania. Ludzie
jednoznacznie to oceniają. Dlatego dzisiejsze wylewanie łez przez redaktorów TVN
jest przez nich odbierane jako hipokryzja. Ci, którzy byli zgromadzeni na placu,
nie tego oczekiwali, że będą oglądali na ekranie przeciwników politycznych pana
Kaczyńskiego, i w pewnym momencie tego nie znieśli – mówi o. Andrukiewicz.
Zdaniem prof. Henryka Kieresia, kierownika Katedry Filozofii Sztuki Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, dochodzi już do eksponowania osób, które
do tej pory krytykowały politykę Lecha Kaczyńskiego. – Coraz częściej do głosu
dochodzą osoby, które powinny milczeć. Nakazywałaby to zwykła przyzwoitość.
Wiadomo, kim te osoby były, jak się zachowywały i co mówiły. Teraz nakładają
komże i dzwonią na mszę ogonem. Może w końcu przyjdzie czas na refleksję i
rekapitulację tego wszystkiego – ocenia prof. Kiereś. – Na Rynek przyszły osoby,
które chciały uczestniczyć w uroczystości pogrzebowej, a nie oglądać gadające
głowy telewizyjne. Takie przejście z momentu żałobnego na poziom magla programu
publicystycznego stworzyło ten dysonans, co – jak widać – mocno wzburzyło ludzi
– mówi dr Krzysztof Pietrowicz z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Mikołaja
Kopernika w Toruniu. – To nie był czas i miejsce na to, by przedstawiać ludziom
publicystykę – ocenia Hanna Karp.
Anna Ambroziak
