Żądni stołków
Na Podkarpaciu szykuje się dzielenie powyborczych łupów. Mimo zwycięstwa
PiS w sejmiku wojewódzkim rządy objęła koalicja PO – PSL – SLD, obsadzając
wszystkie możliwe stanowiska, łącznie z marszałkiem województwa. Prawo i
Sprawiedliwość zostało odsunięte od władzy, a to oznacza zmiany kadrowe na
szczytach szeregu urzędów.
Wybory do Sejmiku Województwa Podkarpackiego zdecydowanie wygrało PiS,
zdobywając 15 mandatów w 33-osobowej radzie. Do objęcia samodzielnych rządów
zabrakło jednak 2 głosów. Wykorzystały to PO – 7 radnych, PSL – 7 i SLD – 4,
tworząc koalicję, która objęła rządy w lokalnym parlamencie. Koalicyjna
większość wybrała na marszałka dotychczasowego wojewodę podkarpackiego Mirosława
Karapytę z PSL, obsadziła też wszystkie stołki w zarządzie województwa. Premier
Tusk nie czekał długo i powołał na urząd wojewody dotychczasową wicewojewodę
Małgorzatę Chomycz z PO.
Stołki dla swoich
Po przejęciu władzy przez koalicję PO – PSL – SLD nerwowa atmosfera zapanowała w
Urzędzie Marszałkowskim w Rzeszowie i podległych mu instytucjach. Nieuchronność
zmian potwierdził nam sam Mirosław Karapyta. W rozmowie z "Naszym Dziennikiem"
nowo wybrany marszałek województwa podkarpackiego dość dyplomatycznie
stwierdził, że na razie interesuje go bilans otwarcia, a na ocenę poszczególnych
stanowisk przyjdzie czas. Nie jest jednak tajemnicą, że los kojarzonych z PiS
większości dyrektorów kilkudziesięciu departamentów Urzędu Marszałkowskiego w
Rzeszowie, placówek oświatowych, kulturalnych czy medycznych jest już w zasadzie
przesądzony. – Można się spodziewać zmian kadrowych, ale na razie najważniejsza
dla mnie jest ocena obecnie funkcjonującej struktury. Czy jest ona adekwatna do
oczekiwań, czy mechanizm urzędniczy i merytoryczna działalność poszczególnych
departamentów jest właściwie zorganizowana – wyjaśnia Karapyta. Nie ukrywa
jednak, że już niebawem dojdzie do zmian. – Nie ulega wątpliwości, że w swoim
najbliższym otoczeniu muszę mieć ludzi, którym ufam – zapowiada marszałek
Karapyta. Zmiany zwiastuje też odebranie już w pierwszych dniach urzędowania
nowego marszałka kompetencji podwładnym w sprawach kadrowych, a także
wstrzymanie decyzji o przedłużeniu czasowych umów o pracę. – Jest to zarządzenie
czasowe, ale nie ukrywam, że chcę mieć prawo do tego, by decydować o pewnych
sprawach – dodaje Karapyta. Wszystko wskazuje na to, że do zmian dojdzie na
zdecydowanej większości stanowisk dyrektorów oraz zastępców departamentów w
urzędzie marszałkowskim oraz na stanowisku sekretarza województwa. Spać
spokojnie mogą jedynie osoby związane z Zygmuntem Cholewińskim, poprzednim
marszałkiem z PiS, który tuż przed wyborami zdradził dotychczasowe partyjne
barwy, wybrał karierę w PO, z której list trafił do sejmiku i objął urząd
wicemarszałka obecnej kadencji.
Merytorycznie czy partyjnie
Roszady spodziewane są także na stanowiskach dyrektorów czterech wojewódzkich
ośrodków ruchu drogowego oraz Wojewódzkiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w
Boguchwale. Polityczne zmiany będą też w szpitalach podległych marszałkowi.
Wśród nich jest Wojewódzki Szpital w Tarnobrzegu, jedna z lepiej funkcjonujących
placówek na Podkarpaciu, gdzie dyrektorem od trzech lat jest Wojciech Wąsik. – W
ciągu trzech lat mojego dyrektorowania powstały m.in. nowe oddziały neurologii,
ortopedii, chirurgii dziecięcej, przygotowywana jest także budowa lądowiska dla
helikopterów w ramach przyszpitalnego oddziału ratunkowego. Przebudowano
infrastrukturę wokół szpitala, a w trakcie realizacji jest centrum onkologiczne.
Nie wspomnę o sprzęcie medycznym zakupionym za kilka milionów złotych. Jeżeli to
wszystko nie predestynuje mnie do piastowania funkcji dyrektora, a ważniejsza
jest polityka, to oddaję się do dyspozycji zarządu województwa – powiedział nam
dyr. Wojciech Wąsik. Spośród instytucji podległych marszałkowi Karapycie zmian
można się spodziewać także w Rzeszowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego czy
chociażby w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie. W RARR cały zarząd
kojarzony jest z PiS, dlatego jej szef Waldemar Pijar ma świadomość
nadchodzących zmian, bo jak twierdzi nowy marszałek i zarząd ma do tego prawo.
Zaznacza przy tym, że nie ma sobie nic do zarzucenia. – Dobrze byłoby, gdyby
wszystkie decyzje kadrowe były podejmowane w sposób merytoryczny, a nie
polityczny – komentuje prezes Waldemar Pijar. Przypomina, że kiedy po rządach
przedstawicieli PO obejmował kierownictwo w RARR, ta realizowała zaledwie trzy
projekty. – Przez ostatnie trzy lata wprowadziliśmy rzeszowską RARR na etap
bardzo dynamicznego rozwoju, co stawia nas w czołówce regionów w Polsce. Między
innymi realizujemy 25 projektów o łącznej wartości blisko 200 milionów złotych.
Jesteśmy już od dwóch lat krajowym liderem w zakresie innowacyjności – wymienia
szef RARR. Jego zdaniem, ewentualna zmiana na szczeblu zarządzania nie będzie
korzystnym rozwiązaniem ani dla RARR, ani dla regionu. Przypomina, że ogromnie
istotne jest także uszanowanie porządku w spółkach akcyjnych, a taką jest
przecież RARR. – W ubiegłym roku zostałem powołany na kolejną trzyletnią
kadencję i ten okres jest niezbędny do zakończenia wszystkich projektów. Jeżeli
przyjdzie ktoś nowy, kto nie dotknął tych projektów, to zostaną one wywrócone, a
to oznacza ogromne miliony strat dla woj. podkarpackiego – dodaje prezes Pijar.
Na zmiany przygotowany jest także dyrektor rzeszowskiego Teatru im. Wandy
Siemaszkowej Przemysław Tejkowski, który uważa, że nie warto przywiązywać się do
stołków. – Mając świadomość, że nic nie jest stałe, specjalnie się nawet nie
rozpakowywałem. Moja filozofia życiowa sprawia, że nie przywiązuję się
specjalnie do dóbr materialnych, nie zakorzeniam się także w gabinetach –
wyznaje dyr. Tejkowski.
Apetyt na stanowiska mają nie tylko ludzie związani z PO czy PSL. Chyba
najbardziej głodny stołków jest SLD, który gdyby nie koalicyjny mariaż z
Platformą i PSL, nie miałby nawet co marzyć o objęciu jakichkolwiek czołowych
stanowisk, zwłaszcza w takim regionie jak Podkarpacie.
Mariusz Kamieniecki
