Z niewoli do wolności
Kończy się okres Bożego Narodzenia. Prowokowani Słowem Bożym przypatrywaliśmy się z różnych stron wydarzeniu Wcielenia, pochylaliśmy się nad Dziecięciem, medytując nad Tajemnicą Boga samego, który „tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał”. Dlaczego? Aby każdy z nas miał życie w sobie, dzięki mocy z wysoka mógł przekroczyć niepokonane dotąd granice.
Właściwe rozumienie chrztu Jezusa w Jordanie, rozpoczynającego Jego publiczną działalność, oraz wydarzeń mu towarzyszących, obecnej w nim symboliki, warunkuje nasze rozumienie nie tylko misji Chrystusa, życiodajnego przesłania całej Dobrej Nowiny, ale także pozwala zrozumieć sens naszego chrztu. Oto Jezus widzi otwarte niebo. Po grzechu człowiek nie był w stanie tego doświadczyć, nie było w nim mocy, by tak się mogło stać (symbolicznie wyraża to Księga Rodzaju, w której anioł z mieczem ognistym został postawiony przed ogrodem Eden, by strzec przed wygnańcami drogi do drzewa życia (por. Rdz 3, 24). Stało się to możliwe, ponieważ Chrystus nosił w sobie pragnienie oddania życia za zbawienie ludzi – miał w sobie moc przekroczenia logiki, która prarodziców zwiodła ku śmierci. Otwarte niebo widzi kamienowany Szczepan – jego decyzja, by oddać swoje życie za wierność Prawdzie sprawia, że zmienia się diametralnie jego relacja względem Boga. Swoją śmiercią wkracza on w nowy wymiar istnienia. Więcej – wszyscy, którzy pójdą za Chrystusem, uwierzą w Niego, zgodzą się na to, by przyjąć przyniesioną przezeń koncepcję życia, będą widzieć otwarte niebo!
Kolejnym ważnym symbolem jest gołębica. Bibliści widzą tu nawiązanie do Ducha, który unosił się nad wodami przy stworzeniu (Rdz 1, 3). Może to być też aluzja do gołębicy z opowiadania o potopie (Rdz 8, 9-11). W obu przypadkach oznacza ona nowy początek, zaistnienie nowej jakości życia. Jezus nawiązuje do tego wydarzenia, kiedy w Nazarecie wypowiada proroctwo Izajasza (Iz 61, 1nn) określające dokładnie, na czym miała polegać misja Mesjasza. W innych słowach jest też o tym mowa w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Chrystus tym samym wytycza szlak, którym będą podążać jego wyznawcy – oni dobrze to rozumieli, bo przecież zanim w Antiochii nazwano ich chrześcijanami, określali siebie mianem: „ludzie tej drogi”.
I wreszcie trzeci element teofanii: głos z Nieba. Ukazuje on odwieczny Boży zamysł, aby człowiek został zbawiony. Wyraża myśl, że oto Ojciec pochyla się nad nawróconym grzesznikiem, staje po jego stronie, godząc się na odkupieńczą śmierć Syna. Podobne słowa padają podczas przemienienia na górze Tabor, w kontekście zapowiedzi Męki Chrystusa. W obu wydarzeniach są słyszalne przez towarzyszących Jezusowi ludzi po to, by mogli je odnieść do siebie i zrozumieć, że Niebo jest na wyciągnięcie ręki; by przyjęli i wypełnili w swoim życiu Boże plany.
Dlaczego Kościół stawia dziś przed naszymi oczami wydarzenie chrztu Jezusa? Jest to moment kluczowy, propedeutyczny wobec misji Chrystusa, ale też życia każdego z nas. Narodziny to początek życia w sensie biologicznym, na nic się on jednak zda, jeśli zabraknie wejścia w nowy porządek ducha. Perspektywą pierwszego początku jest kilkadziesiąt lat życia, drugiego – wieczność. Wprowadza weń właśnie chrzest. Jest on naszym udziałem w Tajemnicy Jezusa. Jest koniecznym warunkiem do tego, by „widzieć niebo otwarte”, odkrywać w sobie upodobanie Ojca i przemieniać się z człowieka uwikłanego w grzech i niewolnika siebie w istotę wolną, noszącą w sobie Boże dziecięctwo.
ks. Paweł Siedlanowski
