Wzgórza Wuleckie we krwi
Przez lata nie zdołano ustalić dokładnego przebiegu zbrodni na polskich
profesorach we Lwowie w 1941 roku. O mord profesorów posądzano członków
ukraińskiego batalionu "Nachtigall". Taka plotka od 1941 r. krążyła po Lwowie.
Należy zaznaczyć, że nie zdołano ustalić dowodów, które wskazywałyby na
bezpośrednie uczestnictwo Ukraińców kolaborantów w mordzie, lecz prawdopodobnie
to oni dostarczyli Niemcom informacji, które przyczyniły się do aresztowania
ofiar.
Zarówno hitlerowskie Niemcy, jak i Związek Sowiecki dążyły do fizycznej
likwidacji elit przywódczych Narodu Polskiego. Na rozkaz Józefa Stalina z Kresów
Wschodnich II RP w głąb ZSRS wywieziono ponad milion osób. Wymordowano oficerów
mających status jeńców wojennych. Mordowano także więźniów politycznych z terenu
Kresów Wschodnich.
Przed Lwowem był Kraków
Podobną politykę prowadziły hitlerowskie Niemcy. 6 listopada 1939 r.
obersturmbannfźhrer SS dr Bruno Mźller, pod pretekstem wykładu o stosunku III
Rzeszy do naukowców i perspektywicznego wznowienia działalności wyższych szkół w
Krakowie, zgromadził pracowników naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego i
Akademii Górniczo-Hutniczej. Był to oczywisty podstęp, gdyż władze niemieckie
nie zamierzały wznowić działalności szkolnictwa wyższego w Polsce. Przybyłych
aresztowano i wywieziono do obozów koncentracyjnych z zamiarem unicestwienia.
Ten akt barbarzyństwa, niespotykany w historii dotychczasowych wojen, odsłonił
prawdziwe intencje hitlerowskich Niemiec chcących uczynić z Polaków naród
niewolników bez warstwy przywódczej. Sprawa profesorów stała się głośna, a
uczeni z całego świata interweniowali w sprawie ich uwolnienia. Pod wpływem
nacisków hitlerowcy stopniowo zwalniali naukowców. W wyniku jednak złych
warunków bytowych kilku z nich zmarło. 30 maja 1940 r. dr Hans Frank, generalny
gubernator okupowanych ziem centralnej Polski (tzw. Generalne Gubernatorstwo), w
gronie urzędników okupacyjnych władz niemieckich przyznał, że aresztowanie
profesorów i ich wywiezienie do obozów koncentracyjnych było źle przeprowadzone,
a likwidacji uczonych należało dokonać na miejscu.
Zabić na miejscu
Lwów był kolejnym ośrodkiem, którego naukowców zamierzano wymordować. Do tego
przedsięwzięcia przygotowano się w ramach planów wojny z ZSRS. Likwidacji
profesorów miano dokonać jeszcze w okresie działań wojennych przed objęciem
miasta przez administrację niemiecką. Utworzono specjalną grupę, w skład której
wchodzili funkcjonariusze policji politycznej i SS. Działała ona w ramach tzw.
Einsatzkommand. Sporządzono listę proskrypcyjną, na której znaleźli się
profesorowie Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie i Politechniki Lwowskiej,
Akademii Medycyny Weterynaryjnej i dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.
Należy przypuszczać, że informacje potrzebne do sporządzenia listy przekazali
byli studenci narodowości ukraińskiej, członkowie Organizacji Ukraińskich
Nacjonalistów współpracującej z Niemcami. Na liście znalazły się nazwiska trzech
osób zmarłych w latach 1939-1941. Stąd wniosek, że ci, którzy podali informacje,
musieli wyjechać ze Lwowa na przełomie 1938 i 1939 roku. We wspomnianym okresie
wielu młodych Ukraińców, członków OUN, opuściło Lwów, aby walczyć o Ukrainę na
tzw. Siczy Zakarpackiej. Następnie tzw. siczownicy wrócili na teren Polski z
wojskiem niemieckim w 1939 roku. Na obszarze okupowanym przez Niemców służyli w
policji pomocniczej. Z części siczowników wywiad niemiecki przed atakiem na ZSRS
utworzył dwa bataliony: "Nachtigall" i "Roland".
Zabójstwo lwowskich uczonych było częścią szerszej akcji likwidacji osób
powiązanych z państwem polskim na terenach zajętych przez III Rzeszę w wyniku
wojny z ZSRS. Dokonywały tego Einsatzkommanda. Zadaniem tych grup była również
likwidacja Żydów i osób związanych z sowieckimi władzami. Działalność
Einsatzkommand nie podlegała prawu niemieckiemu ani jurysdykcji sądowej.
22 czerwca 1941 r. III Rzesza Niemiecka zaatakowała ZSRS. W pierwszym tygodniu
wojny Armia Czerwona spowolniła natarcie wojsk niemieckich na umocnieniach linii
Mołotowa. W tym czasie wojska NKWD wymordowały więźniów politycznych w
więzieniach na terenie okupacji sowieckiej, również w więzieniach lwowskich.
Pośród zamordowanych byli polscy patrioci i członkowie OUN. 30 czerwca do Lwowa
wkroczył batalion "Nachtigall" i wojska niemieckie. Ludność ukraińska witała
Niemców jak wyzwolicieli. Żydów zapędzono do sprzątania ciał ofiar zamordowanych
przez NKWD w lwowskich więzieniach. Następnie doszło do pogromu ludności
żydowskiej. 30 czerwca, z inicjatywy przywódcy jednej z frakcji OUN Stepana
Bandery, powstał tzw. rząd Jarosława Stećki, który jeszcze tego samego dnia we
Lwowie ogłosił akt odnowienia państwa ukraińskiego.
Aresztowania
Już 1 lipca do Lwowa przybyły wspomniane wcześniej Einsatzkommanda. 2 lipca
przed południem aresztowano Kazimierza Bartla (59 l.), profesora geometrii
Politechniki Lwowskiej i pięciokrotnego premiera II RP. W nocy z 3 na 4 lipca
rozpoczęto akcję aresztowania lwowskich uczonych. Do ich domów przychodziły
grupy, którymi dowodzili oficerowie SS. Prawdopodobnie towarzyszyli im również
Ukraińcy pełniący rolę przewodników i tłumaczy. Z reguły aresztowano naukowca
znajdującego się na liście, a także wszystkich dorosłych mężczyzn przebywających
w mieszkaniu. W niektórych przypadkach aresztowano ojca i synów, a nawet dziadka
i wnuka. Zatrzymywano również współlokatorów, służbę i osoby przebywające
gościnnie. Między innymi aresztowano prof. Romana Longchamps de Bériera (56 l.)
– rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza (do września 1939 r.) i kierownika
Katedry Prawa Cywilnego, z synami Bronisławem (25 l.), Zygmuntem (23 l.) i
Kazimierzem (18 l.). Profesora dr. Adama Sołowija (82 l.), znanego
ginekologa-położnika, zatrzymano razem z wnukiem Adamem Mięsowiczem (19 l.).
Profesora Witolda Nowickiego (63 l.), kierownika Katedry Anatomii Patologicznej
UJK, aresztowano z synem Jerzym (29 l.). Profesora Stanisława Progulskiego (67
l.), znanego pediatrę, zabrano z synem Andrzejem (29 l.). Razem z profesorem
medycyny sądowej Włodzimierzem Sieradzkim (70 l.) aresztowano sublokatora
Wolicha (ok. 40 l.). Z profesorem chirurgii Władysławem Dobrzanieckim (44 l.)
aresztowano jego przyjaciela, doktora prawa Tadeusza Tapkowskiego (44 l.), i
męża gospodyni Eugeniusza Kosteckiego (29 l.). Niewątpliwie przypadkowe było
zatrzymanie Tadeusza Boya-Żeleńskiego (66 l.), wykładowcy literatury
francuskiej, u jego szwagra, internisty prof. Jana Greka (66 l.). Ponadto w
mieszkaniu Greka aresztowano jego żonę Marię (57 l.). Większą liczbę osób
aresztowano razem z prof. Tadeuszem Ostrowskim (60 l.), wybitnym chirurgiem:
jego żonę Jadwigę (59 l.), przyjaciela dr. med. Stanisława Ruffa (60 l.) –
ordynatora oddziału chirurgii szpitala żydowskiego, jego żonę Annę (55 l.) i
syna Adama (30 l.), Katarzynę Demko (34 l.) – nauczycielkę języka angielskiego,
Marię Reyman (40 l.) – pielęgniarkę. Zapewne Ruffowie próbowali u Ostrowskiego
przeczekać antyżydowskie wystąpienia.
Aresztowania naukowców były powiązane z rabunkami dokonywanymi przez Niemców. W
mieszkaniach profesorów znajdowały się dzieła sztuki, biżuteria i pieniądze.
Część dóbr nie była własnością naukowców, lecz zaprzyjaźnionych z nimi ziemian,
którzy w obawie przed rekwizycją bolszewików część dobytku zdeponowali u
znajomych.
Aresztowanych zgromadzono w bursie im. Abrahamowiczów przy ul. Abrahamowiczów
(obecnie ul. Boya). Tutaj, odwróceni tyłem do ściany, pod strażą, stali na
korytarzu przez kilka godzin. W tym czasie przyprowadzono nowych aresztowanych.
Niemieccy oficerowie z SS prowadzili krótkie przesłuchania. Z relacji prof.
Franciszka Gro�ra wiemy, że pytano m.in. o stosunek do Sowietów. Z nieznanych
nam powodów uwolniono prof. Gro�ra i służbę domową naukowców.
Mordowano ich czwórkami
W bursie zamordowano wspomnianego wcześniej Adama Ruffa, który doznał ataku
epilepsji. Pozostałe osoby w trzech grupach przetransportowano na Wzgórza
Wuleckie. Pierwsza grupa szła pieszo, natomiast pozostałe prawdopodobnie
przywieziono samochodami. Na miejscu był już wykopany dół, nad który
przyprowadzano czwórkami aresztowanych i ich rozstrzeliwano. Pluton egzekucyjny
składał się z ok. 10 ludzi z SS. Ciała zabitych same wpadały do dołu. Po
rozstrzelaniu każdej czwórki przyprowadzano następną grupę. Ofiary były świadome
swojego losu. Rozstrzeliwanie widziało kilka osób z pobliskich domów. Świadkowie
potrafili nawet podać nazwiska rozpoznanych uczonych i członków ich rodzin. Z
relacji świadków wynika, że w mordzie brali udział Niemcy. Mord trwał ok. 30
minut, po czym esesmani uczestniczący w egzekucji zasypali pospiesznie dół.
Kieszenie ubrań ofiar nie zostały przeszukane. W czasie ekshumacji w 1943 r. u
części z nich znaleziono złote zegarki, luksusowe pióra i inne cenne przedmioty.
4 lipca 1944 r. zamordowano w sumie 42 osoby, w tym 5 kobiet. Bezpośrednio
mordem kierował untersturmfźhrer SS Walter Kutschmann, a członkiem plutonu
egzekucyjnego był hauptscharfźhrer SS Felix Landau.
15 lipca gestapo aresztowało i zamordowało profesorów Akademii Handlu
Zagranicznego Henryka Korowicza (53 l.) i Stanisława Ruziewicza (51 l.). Miejsca
ich pochówku nie udało się ustalić. 26 lipca na rozkaz Heinricha Himmlera został
zamordowany Kazimierz Bartel.
W 1943 r. władze niemieckie rozpoczęły akcję zacierania śladów swoich zbrodni z
początkowego okresu wojny. W nocy z 7 na 8 października 1943 r. specjalne
Sonderkommando 1005 złożone z więźniów Żydów na rozkaz esesmanów odkopało ciała
pomordowanych profesorów lwowskich. Następnie przewieziono je do Lasu
Krzywczyckiego pod Lwowem. 9 października razem ze zwłokami innych pomordowanych
oblano je benzyną i spalono.
Przez lata nie zdołano ustalić dokładnego przebiegu wypadków. Krążyły różne,
niekiedy wzajemnie się wykluczające wersje. Sprawa mordu uczonych wymaga
dalszych pogłębionych studiów. O mord profesorów posądzano członków ukraińskiego
batalionu "Nachtigall". Taka plotka od 1941 r. krążyła po Lwowie. Należy
zaznaczyć, że nie zdołano ustalić dowodów, które wskazywałyby na bezpośrednie
uczestnictwo Ukraińców kolaborantów w mordzie, lecz prawdopodobnie to oni
dostarczyli informacji, które przyczyniły się do aresztowania ofiar.
Odpowiedzialność za mord niewątpliwie spoczywa na SS i hitlerowskich władzach
okupacyjnych. Mord uczonych wpisywał się w hitlerowski plan zagłady elit Narodu
Polskiego.
Po upadku komunizmu na Wzgórzach Wuleckich ustawiono krzyż i tablicę z
dwujęzycznym napisem informującym o zamordowaniu uczonych. W nocy z 9 na 10 maja
2009 r. pomnik został sprofanowany przez nieznanych sprawców, napisano na nim
czerwoną farbą w języku ukraińskim: "Smert´ Lacham" (Śmierć Polakom).
Artur Brożyniak
Autor jest pracownikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w
Rzeszowie.
