Wyszedł z opłatkiem do żołnierzy
Głoszenie i popieranie solidarności międzyludzkiej od zawsze należało do
podstawowych zadań Kościoła. Ksiądz Jerzy Popiełuszko rozumiał, że ta "jedność
serc, umysłów i rąk, zakorzeniona w ideałach, które są zdolne przemieniać świat
na lepsze", musi zostać włączona do nauczania polskiego kapłana. Polska ambona
bowiem to miejsce jednoczące, leczące duchowe rany i broniące przed groźbą
utraty prawdy.
Wiedział także, że kapłańska wiara, nadzieja i miłość oraz solidarność z Narodem
w najtrudniejszych dla niego okresach historycznych burz stanowią fundament
zaufania społeczeństwa do polskiego duchowieństwa. Ma to także swoje oparcie w
Piśmie Świętym: "Cieszcie się z tymi, którzy się cieszą; płaczcie z tymi, którzy
płaczą. Bądźcie zgodni we wzajemnych uczuciach" (Rz 12, 15-16). W tym właśnie
ks. Jerzy odnajdywał sens swojej posługi dla innych ludzi.
Ksiądz Popiełuszko mówił, że praca kapłana jest przedłużeniem pracy Jezusa
Chrystusa. Zostali oni bowiem ustanowieni dla ludzi, by im służyć posługą
kapłańską, ale także poczuciem, że nie są pozostawieni sami sobie. Aby być
zawsze tam, gdzie są oni krzywdzeni i poniewierani w swej godności. Chronić
człowieka i jego godność, gdy władza państwowa narusza podstawowe prawa
człowieka, gdy ogranicza jego swobodę wypowiadania i postępowania według
własnych przekonań. Ksiądz Jerzy pozostał wierny temu powołaniu, szczególnie po
wprowadzeniu stanu wojennego. W całej Ojczyźnie masowo odbywały się strajki,
m.in. na Akademii Medycznej, w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej, w Hucie
Warszawa. Jak sam mówił: "Co mogę dać? Przede wszystkim swój czas, swoją
modlitwę. Po prostu jestem z tymi ludźmi w każdej sytuacji". Podkreślał jednak,
że pomoc jednego kapłana nigdy nie będzie wystarczająca. Dlatego uczulał tych,
którym się materialnie dobrze wiedzie, by byli wrażliwi na potrzeby innych, a
zakłady pracy brały pod opiekę rodziny najbardziej potrzebujących. Pokazywał, że
solidarność w Narodzie buduje się poprzez bezinteresowną pomoc. Swoim życiem i
czynami potwierdzał tezę, że misją Kościoła jest nie tylko upominanie się o
szacunek dla człowieka, ale przede wszystkim bycie z ludźmi na co dzień,
uczestniczenie w ich radościach i cierpieniach oraz trwała pomoc najbardziej
prześladowanym.
Ksiądz Jerzy Popiełuszko, idąc śladem Jana Pawła II, dostrzegał w nowo powstałym
ruchu NSZZ "Solidarność" szansę na odnowę moralną i społeczną Narodu.
Działalność Związku rozpatrywał w tych samych kategoriach religijno-moralnych,
które były podstawą całego jego nauczania. Zwracał uwagę, że fundamentem tego
ruchu jest wołanie o poszanowanie ludzkiej godności, przy jednoczesnym
dostrzeżeniu całego człowieka, obowiązek likwidowania zła i mechanizmów jego
działania oraz stała troska o Ojczyznę. Ksiądz Jerzy jako duszpasterz nie
uczestniczył w bezpośredniej działalności związkowej, ale wspierał go poprzez
swoją chrześcijańską refleksję nad aktualnymi problemami społecznymi. Podkreślał
wielką rolę "Solidarności" w przebudowie świadomości Polaków. Wyrażał głębokie
przekonanie, że idee ruchu będą trwać w imię ludzkich cierpień poniesionych dla
tych wartości. NSZZ "Solidarność" cieszyła się jawnie okazywanym poparciem ks.
Popiełuszki nie dlatego, że reprezentowała określone koncepcje polityczne.
Działo się tak, ponieważ uczestniczyła ona w trosce o prawdziwe interesy Narodu
– domagała się szacunku dla człowieka, uwzględniania wartości ewangelicznych w
polskim prawie oraz realizacji zasad życia chrześcijańskiego, niezależnie od
zewnętrznych okoliczności. Ksiądz Jerzy uczył więc, że taka "Solidarność" idzie
do zwycięstwa. Coraz mocniej wrasta w Naród, by mu pokazać właściwą drogę, gdyż
"dążąc do przebudowy społeczno-gospodarczej, wcale nie trzeba zrywać z Bogiem" –
jak mówił kapłan.
Przyjaciele i współpracownicy księdza wspominali jego bezwarunkowe i całkowite
oddanie się na służbę drugiemu człowiekowi. Jego solidarność z każdym, kto
niewinnie cierpiał, był nękany i zastraszany w różnoraki sposób. Żonie
wyrzuconego z pracy hutnika, którego zarobki w nowym miejscu pracy nie
wystarczały na utrzymanie rodziny, co miesiąc dokładał brakującą sumę. Z darów
otrzymywanych z zagranicy nie chciał brać nic dla siebie. Chodził w wytartej
sutannie, potrafił zdjąć swoje buty i oddać je potrzebującemu. Po spacyfikowaniu
strajku w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej pomagał studentom zlikwidowanej
uczelni. Karmił ich, szukał miejsca na innych uczelniach, pomagał zorganizować
kursy umożliwiające podjęcie nowych studiów. W Wigilię 1981 r. wyszedł do
stacjonujących żołnierzy z opłatkiem, a oni niejednokrotnie mieli łzy w oczach,
bo ktoś zauważył w nich człowieka, który musi wypełniać swe obowiązki, stojąc na
mrozie. W czasie strajku w Hucie Warszawa ks. Jerzy podzielał niepokoje ludzi
pracy: "Spowiadałem ludzi, którzy zmęczeni do granic wytrzymałości, klęczeli na
bruku i tam chyba ci ludzie zrozumieli, że są silni, że są mocni właśnie w
jedności z Bogiem i Kościołem". Wtedy też zrodziła się potrzeba pozostania z
hutnikami.
Szczególne znaczenie miał list z 10 marca 1983 r. z podziękowaniem od hutników,
których kapelanem był ks. Jerzy Popiełuszko. Nazywają go "drogim przyjacielem" i
"dobrym sługą Bożym", który rozdaje pokarm życia i napełnia nadzieją. Piszą o
opiece, którą kapłan otoczył rodziny internowanych, oraz o tym, że ze Mszy św.
za Ojczyznę wychodzą spokojniejsi, lepsi, bardziej uczciwi. List swój kończą
następująco: "Niech Twoja 'Solidarność Serc’ umacnia miłość i wiarę człowieka w
człowieka. Niech zwycięża w walce o dobro Matki naszej, Ojczyzny, ku chwale Boga
Ojca".
Ksiądz Popiełuszko, okazując ludziom swą solidarność i przyjaźń, sam także jej
doświadczał. Towarzyszyli mu, gdy był wzywany na przesłuchania i nękany przez
władze komunistyczne. Dowodem tego są słowa zanotowane w "Zapiskach":
"Otrzymałem wiele wyrazów sympatii w postaci listów, kwiatów, słodyczy (…)
Wyjątkowo dużo ludzi żegnało mnie przed kościołem i witało przy komendzie…".
Po śmierci ks. Jerzego Popiełuszki ks. bp Władysław Miziołek pisał o tajemnicy
jego duchowej mocy, która pociągała ludzi do Boga i jednoczyła ze sobą nawzajem.
Tkwiła ona w miłości, z jaką kapłan podchodził do każdego spotkanego człowieka
oraz w szczerej i bezinteresownej postawie w działalności duszpasterskiej.
Ksiądz Jerzy dzięki osobistemu świadectwu życia i żarliwości w posłudze
kapłańskiej był czytelnym znakiem zaangażowania się Kościoła w rozwiązywanie
ludzkich problemów. Powierzał więc Bogu poprzez ofiarę Mszy św. wszystkie
cierpienia swojego Narodu. Pomimo zewnętrznego zniewolenia stał się wewnętrznie
wolny "od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy".
To sprawiło, że nikogo nie wykluczał ze swojego serca, nikomu nie odmawiał swej
kapłańskiej solidarności. Był dobry, prostolinijny, otwarty na ludzi i ich
potrzeby. Głosił solidarność międzyludzką jako obowiązek chrześcijanina, który
powinien troszczyć się po bratersku o godność i wolność drugiego człowieka. Żył
miłosierdziem, które było właśnie solidarnością wzbogaconą zmysłem religijnym.
Ono pobudzało go do podejmowania odważnych, a nawet heroicznych decyzji dla
dobra bliźniego. Stał się przez to prawdziwym obrazem Jezusa Chrystusa – Dobrego
Pasterza, który solidaryzuje się z ludźmi i pragnie ich wspomagać w każdej
sytuacji życia.
Anna Mularska
Autorka jest studentką UKSW, posługuje w Kościelnej Służbie
Informacyjnej przy parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu.
