Wyrafinowana lichwa
Z poseł Gabrielą Masłowską (PiS) rozmawia Małgorzata Goss
W jakich okolicznościach zetknęła się Pani z problemem pułapki kredytowej w spółdzielniach mieszkaniowych?
– Podczas prac nad ustawą o spółdzielniach mieszkaniowych wprowadziliśmy przepisy, które pozwalają spółdzielcom na uzyskanie własności hipotecznej mieszkania po spłaceniu kwoty umorzonego przez państwo kredytu w nominalnej wysokości. Wtedy okazało się, że ogromna grupa spółdzielców, ponad 100 tysięcy, nie może z tej drogi uwłaszczenia skorzystać, ponieważ w ich wypadku owe nominalne kwoty umorzenia, które musieliby zwrócić, sięgają kilkuset tysięcy złotych, podczas gdy dla większości spółdzielców nie przekraczają kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Skąd ta różnica? Otóż okazało się, że padli oni ofiarą tzw. kredytów balcerowiczowskich. Mimo wieloletniego spłacania rat kredytu z odsetkami nadal obciążeni są ogromnym zadłużeniem. Jeśli nawet udało im się spłacić kredyt z odsetkami, to pozostają do spłacenia skapitalizowane odsetki. Wyliczenia pokazują, że ludzie ci czasami już trzykrotnie spłacili koszt budowy lokalu, a nadal pozostają zadłużeni. Ba! To zadłużenie rośnie! W ubiegłym roku zgłosił się do mnie pan, którego zadłużenie wtedy z tytułu odsetek wynosiło ok. 50 tys. złotych. Ostatnio przyszedł znowu, aby pokazać, że po rocznym spłacaniu okazało się, że pozostaje mu do spłacenia jeszcze… ponad 60 tys. złotych! To przykład wyrafinowanej lichwy, na którą cywilizowany świat nie może pozwolić. Takich przypadków jest bez liku. Dlatego, korzystając z poparcia klubu PiS, zdecydowałam się przygotować projekt ustawy, który rozwiązywałby ten problem. W grudniu ubiegłego roku projekt został złożony do laski marszałkowskiej. Jest on kontynuacją inicjatywy senackiej z ubiegłej kadencji.
Jednak część spółdzielców zdołała spłacić kredyty …
– Gdy Balcerowicz uwolnił odsetki od kredytów i stało się jasne, że stopy kredytowe poszybują w górę, spółdzielnie apelowały do spółdzielców, aby natychmiast spłacili całość kredytu mieszkaniowego. Znaczna część zdołała wówczas zmobilizować środki i w porę spłacić zadłużenie, przy niskim jeszcze oprocentowaniu. Oni niejako w ostatniej chwili umknęli z pułapki kredytowej, zanim ta się zatrzasnęła. Nie wszystkich jednak było na to stać.
Jaka to grupa osób?
– Są to z reguły ludzie ubodzy, często emeryci lub rodziny z kilkorgiem dzieci, rodziny dotknięte bezrobociem, inwalidztwem. Spłata kilkuset złotych miesięcznie z tytułu kredytu mieszkaniowego (nie licząc bieżącego czynszu) jest dla nich straszliwym obciążeniem przy niskich dochodach, jakie osiągają. Mimo to ogromna większość z nich, kosztem ogromnych wyrzeczeń, stara się regularnie spłacać zadłużenie. Nie wszyscy jednak mogą podołać finansowo i często kończy się to eksmisją z mieszkania. Trzeba widzieć twarze tych zrozpaczonych ludzi, gdy przychodzą do mnie jako posła po ratunek. Część spółdzielni podchodzi ze zrozumieniem do problemu, ale część nie patyczkuje się i występuje o egzekucję. Miałam takie przypadki.
W projekcie ustawy wnioskodawcy proponują skrócenie okresu spłaty kredytów z 20 do 10 lat oraz redukcję kwoty umorzenia kredytu, podlegającego zwrotowi do budżetu, do wysokości półtorakrotności najniższego wynagrodzenia. Podnoszą się jednak głosy, że byłoby to nierówne traktowanie spółdzielców.
– Nie ma mowy o jakiejkolwiek nierówności członków spółdzielni. To w ogóle nie jest sprawa spółdzielni, lecz banku i budżetu. Z jednej strony – chodzi tu o kwoty nienależne bankowi, z drugiej zaś – zdjęcie tego obciążenia ze spółdzielców nie powoduje żadnego pogorszenia sytuacji pozostałych członków spółdzielni. Potwierdzenie naszego stanowiska znajdujemy w wyrokach Trybunału Konstytucyjnego, np. wyrok z maja 2001 r., z kwietnia 2005 r. czy z 5 września 2006 roku. To ostatnie wyraźnie wskazuje, że zmiana przepisów na korzyść członków spółdzielni, która nie powoduje pogorszenia sytuacji pozostałych członków, nie jest dyskryminacją czy nierównym traktowaniem.
A zarzuty, że ustawa spowoduje utratę wpływów do budżetu państwa?
– Narodowy Bank Polski oparł się na danych z PKO BP, który utrzymuje, że zobowiązania spółdzielców wobec budżetu wynoszą ok. 8 mld zł, a wobec PKO BP – 2,3 mld zł, i że umorzenie tych zadłużeń może spowodować roszczenie względem budżetu ze strony banku. Ale NBP nie zadał sobie trudu sprawdzenia, czy to zadłużenie w świetle prawa faktycznie istnieje. Przecież powstało ono wskutek podwyższenia przez bank – w sposób jednostronny, niezgodny z prawem – oprocentowania kredytów oraz niewywiązywania się przez Radę Ministrów z obowiązku pokrycia różnicy w odsetkach, z bezprawnej kapitalizacji odsetek, czyli naliczania odsetek od odsetek, oraz ze wzrostu kosztów budowy wywołanego hiperinflacją. Jeżeli dług jest generowany w sposób niezgodny z prawem, to jest to „dług nienależny”. Oczekiwałam, że NBP spojrzy na problem od tej strony, zamiast przytaczać dane dostarczone przez PKO BP – instytucję komercyjną będącą w tym wypadku stroną zainteresowaną. Sprawa budżetu jest dla mnie, jako posła, bardzo ważna, i także w imię troski o budżet pragnę ten problem rozwiązać. Jeśli tego nie zrobimy, to budżet nadal będzie płacił bankowi miliardy z tytułu odsetek. Przekazał już blisko 10 mld zł, co roku idą na to miliony! To ostatni moment, aby ten problem definitywnie rozwiązać, bo minister skarbu zapowiada dalszą prywatyzację PKO BP. Wraz ze sprzedażą akcji przez Skarb Państwa ta cała „maszynka do robienia pieniędzy” przejdzie w ręce akcjonariuszy. To musi być rozwiązane przed prywatyzacją.
Dziękuję za rozmowę.
