Wypłata albo badania

Jednostkom sanepidu nie wystarcza pieniędzy. Ten brak może oznaczać
wstrzymanie badań żywności czy wód. Dotąd sanepid radził sobie, korzystając z
dochodów pochodzących z prowadzonej działalności. Ale teraz te pieniądze muszą
trafiać do budżetu państwa, a rekompensat brak. W efekcie dyrektorzy jednostek
przenoszą środki przeznaczone na płace pracowników na finansowanie bieżących
prac.

O złej sytuacji sanepidów "Solidarność" alarmuje rząd od początku roku. Jednak
brak zdecydowanych działań powoduje, że jednostki regularnie nie mają pieniędzy
na bieżącą działalność, a pracownicy stacji sanitarno-epidemiologicznych należą
do najgorzej wynagradzanych w administracji publicznej. Tymczasem służby te
odpowiadają nie tylko za badania żywności, tak jak obecnie, w przypadku
zagrożenia bakterią Escherichia coli, ale też prowadzą rutynowe kontrole, m.in.
wód, z których czerpana jest woda pitna. Właśnie podczas takich rutynowych badań
wczoraj w Czarnym Dunajcu inspektorzy sanitarni wykryli w wodociągu skażenie
bakterią E. coli. Woda dostarczana do blisko 330 odbiorców w Czarnym Dunajcu nie
nadaje się do spożycia nawet po przegotowaniu. Winni są najprawdopodobniej
mieszkańcy górnej części rzeki, którzy mieli wylewać do niej zawartość szamb i
gnojówkę. Bez środków finansowych tego rodzaju badania będą zagrożone.
– Zagrożenie związane z obecnością bakterii E. coli w żywności pokazuje, jak
potrzebne są sprawne służby sanitarne. Ciągle pojawiają się nowe zagrożenia, na
które musimy się przygotować. Bez środków finansowych to niemożliwe – alarmuje
Elżbieta Pisarczyk, przewodnicząca Sekcji Krajowej Pracowników Sanepid NSZZ
"Solidarność". Jak zauważa, do niedawna braki budżetowe sanepid uzupełniał
dochodami z prowadzonej działalności. Środki uzyskiwano dzięki specjalistycznym
laboratoriom, które wykonywały tzw. prace zlecone. Za tak zarobione pieniądze
sanepid pokrywał koszty związane z utrzymaniem laboratoriów, nabywał niezbędną
aparaturę laboratoryjną czy odczynniki do badań oraz regulował należności za
media. Jednak obowiązująca od stycznia 2011 roku ustawa o finansach publicznych
nakazała sanepidom oddawanie dodatkowo zarabianych środków do budżetu państwa.
Wprawdzie z budżetu miała być przekazana do sanepidów rekompensata w wysokości
91 mln zł w latach 2011-2012, ale dotąd pieniądze wpływały w zbyt małej kwocie.
Jak alarmuje "Solidarność", w marcu stacje otrzymały tylko część kwoty
potrzebnej na pokrycie wszystkich zobowiązań. – Bez pieniędzy stacje nie będą
płaciły swoich zobowiązań, będą się zadłużać, a w najgorszym wypadku nie będą
miały za co prowadzić badań – przestrzega Pisarczyk. Co więcej, obecna sytuacja
finansowa powoduje, że kierownictwo sanepidu decyduje się przenosić środki
przeznaczone na płace pracowników na bieżącą działalność, a z danych
"Solidarności" wynika, że pracownik z 25-letnim stażem już dziś otrzymuje
wynagrodzenie w wysokości niewiele ponad tysiąc złotych netto. – Od czterech lat
pracownicy czekają na zrealizowanie porozumienia zawartego z ministrem zdrowia w
sprawie podwyżek płac. Na razie piszemy listy, ale wśród pracowników jest coraz
większa determinacja – mówi Pisarczyk.
Według Jana Bondara, rzecznika Głównego Inspektoratu Sanitarnego, kwestia
finansowania jednostek sanitarnych jest obecnie w fazie ustaleń z Ministerstwem
Finansów. Opracowywany jest szybki mechanizm odzyskiwania środków oddanych do
budżetu państwa. Z kolei resort finansów zapewnił, że wydatki budżetowe
niektórych państwowych jednostek budżetowych mogą zostać zwiększone
proporcjonalnie do przyrostu uzyskiwanych dochodów i z tego też powodu w latach
2011 i 2012 w budżecie państwa są tworzone rezerwy celowe przeznaczone na te
wydatki, w wysokości odpowiadającej planowanemu przyrostowi dochodów. Ponadto MF
zadeklarowało, że środki z rezerwy uruchamiane są w możliwie najkrótszym czasie
od otrzymania w tej sprawie stosownych wniosków.

 

Marcin Austyn

drukuj