Wyborczy dr Jekyll i Mr Hyde

Z dr. Marcinem Zarzeckim, socjologiem, metodologiem, ekspertem z zakresu
marketingu politycznego, rozmawia Anna Ambroziak

Jakie znaczenie mają wybory samorządowe w świetle zbliżających się wyborów
parlamentarnych?

– Wybory samorządowe stanowią preludium do sukcesu w wyborach parlamentarnych.
Sukces w wyborach samorządowych nie jest jednak rodzajem badania demoskopowego
ujawniającym rozkład głosów w wyborach parlamentarnych, ale umożliwia zbudowanie
przez zwycięzcę politycznych struktur terenowych, cennych z punktu widzenia
przyszłych działań marketingowych. Oznacza to, że władza lokalna dysponować
będzie większym wpływem na poziomie mediów lokalnych i środkami publicznymi,
których rozdysponowanie zawsze jest pełne przeróżnych dwuznaczności. Wyniki
wyborów samorządowych są jednak przede wszystkim ważne dla nas samych, one
decydują bowiem o kierunkach i efektywności polityki lokalnej, która definiuje
przecież ramy naszej codzienności. Warto sobie to uświadomić.

Kandydaci do władz samorządowych prześcigali się w składaniu obietnic. Na
finiszu kampanii Donald Tusk obiecał, że rząd będzie współdziałał z władzami
samorządowymi, niezależnie od przynależności partyjnej ludzi, którzy wchodzą w
ich skład. SLD zarzuca, że czołowi politycy jeżdżą w ramach kampanii po kraju za
rządowe pieniądze.

– Postawa wobec wyborów samorządowych, ale także demokracji i polityki
przedstawicieli partii rządzącej wydaje się zawsze interesująca ze względu na
możliwość wyznaczenia pewnych standardów życia politycznego oraz tematów
przewodnich kampanii definiujących główne problemy obywateli, a dotyczących
wyborców i decydentów politycznych niezależnie od preferencji politycznych. Waga
wyborów samorządowych wiąże się z jedną z nielicznych w demokracji
proceduralnej, wbrew pozorom, możliwością kreowania bezpośredniej władzy
politycznej mającej tak naprawdę największy wpływ na nasze życie codzienne.
Oczywiście zakłada to obowiązek nakierowania przedwyborczej debaty publicznej na
kwestie węzłowe, ważne z perspektywy społeczności lokalnych, nienawiązujące do
abstrakcyjnych dla obywateli zagadnień makroekonomicznych i makropolitycznych.
Zakończona kampania wyborcza przebiegała w duchu odbiegającym od tych prostych i
logicznych założeń. Kampania zdominowana została przez ordynarny marketing
polityczny, który zepchnął problemy społeczne za fasadę dwuznacznych obietnic i
retorykę konfliktu. Pomimo zapowiedzi padających z ust premiera rządu nie
pojawiły się na poziomie lokalnym zaczyny współpracy powodowanej pragnieniem
rozwijania dobra publicznego, dyskurs oparty na konflikcie odzwierciedlił
parlamentarne podziały polityczne. Mówiąc o ordynarnym marketingu politycznym,
nie kwestionuję konieczności odwoływania się w działaniach politycznych do
strategii marketingowych, ale podkreślam konieczność prowadzenia debaty, nie zaś
zastępowania jej zbiorem banałów i usprawiedliwień. Położenie przez PO nacisku
na apolityczność prowadzonej kampanii i nieustanne wyrażanie woli współpracy
osób, nie zaś partii politycznych, przy oczywistej polityzacji wszystkich
działań i podtrzymywaniu wizji permanentnej walki politycznej, kształtuje obraz
takiej schizofrenii, który stawia PO na równi z tytułowymi postaciami noweli
"Dziwna historia dr Jekylla i Mra Hyde’a". Z jednej strony mamy piękno słów, z
drugiej – obłudę działań. Naprawdę warto sobie wreszcie uświadomić, i to
niezależnie od rezultatów wyborów samorządowych, że marketing polityczny nie
bazuje na "faszerowaniu" elektoratu obietnicami bez pokrycia, ale jest czasem
poważnego dyskursu angażującego wszystkie strony i opcje polityczne. PO dialog
zastąpiło show złożonym z pozbawionych kompetencji celebrytów posługujących się
patetycznym językiem telewizyjnych rewii politycznych. Z kolei ze strony SLD
równie tradycyjnie mamy do czynienia z kampanią negatywną i próbą pozyskania
"płynnych ideologicznie" wyborców, dla których decyzje wyborcze podejmowane są
nieomal na zasadzie rzutu monetą lub na podstawie sentymentu za arkadią
minionych czasów, których nigdy nie było. W konsekwencji takiego podejścia do
wyborców uwidacznia się niski wśród Polaków wskaźnik poczucia podmiotowości
obywatelskiej. Podmiotowość obywatelska oznacza poczucie świadomości własnego
indywidualnego wpływu na życie publiczne. Innymi słowy, jest to przekonanie o
możności oddziaływania za pomocą procedur demokratycznych na struktury
państwowe. Jednostka nie odbiera siebie jako pasywnego elementu systemu, lecz
wierzy w siłę swoich decyzji wyborczych. W opinii badanych, na przykład w
"Polskim pomiarze postaw i wartości 2010 Polaków", elity polityczne odbierane są
jako grupy interesu niereprezentujące obywateli.

Kampania PiS przebiegała w cieniu wydarzeń związanych z wyrzuceniem z partii
kilku jej popularnych działaczy.

– Rozłam w PiS, pojawienie się grupy dysydentów w czasie kampanii wyborczej to
niewątpliwie informacja groźna z punktu widzenia elektoratu, który zawsze stawia
choćby na pozory stabilności. Zapewne z perspektywy długofalowej strategii
organizacyjnej takie oczyszczenie szeregów, swoista restrukturyzacja w obrębie
struktur partyjnych jest korzystna, czyni bowiem bardziej jednoznacznym budowany
przekaz ideologiczny. Politycy, którzy zostali usunięci z PiS lub którzy
dokonali secesji, reprezentowali w końcu przeciwstawne Jarosławowi Kaczyńskiemu
skrzydło ideologiczne. Nie zawężałbym owego konfliktu do niesnasek personalnych,
ale skoncentrował się na różnicach ideologicznych tych frakcji. Jarosław
Kaczyński wydaje się, że uprzedził atak, który mógł doprowadzić nie tyle do
przejęcia władzy w partii, o ile rozbić ją na wiele obozów i grup partykularnych
interesów. Wydalenie z partii to nie była przemyślana strategia, zwłaszcza w
gorącym okresie przedwyborczym, ale konieczność związana z zabezpieczeniem
integralności politycznej. Bez wątpienia jednak wybory to zły czas na ukazywanie
wewnętrznych konfliktów, aczkolwiek paradoksalnie może to w przyszłości wzmocnić
PiS, tym bardziej że powstałe nowe stowarzyszenie (ruch polityczny)
ideologicznie bliskie jest PO.

Padały argumenty, że PiS prowadziło kampanię głównie wokół wątku Smoleńska i
że był to temat najbardziej istotny dla Jarosława Kaczyńskiego.

– Tragedia smoleńska zdominowała przekaz programowy płynący ze strony PiS w
wyborach samorządowych, ale jest to naturalny rezultat nieprawidłowości
związanych z prowadzonym śledztwem. Propaganda sukcesu rządu PO, którą jesteśmy
nieustannie "zalewani" ze strony "apolitycznych" mediów publicznych, wymusiła
zogniskowanie uwagi opinii publicznej na kwestii, która pomimo nieustannych
zapowiedzi woli poszukiwania sprawiedliwości i prawdy przez obecnych decydentów
politycznych została poświęcona na ołtarzu stosunków międzynarodowych, które nie
przyniosły nam żadnej korzyści. Katastrofa smoleńska to po prostu najbardziej
klarowny przykład indolencji rządu, przykład na tyle ostry i niedający się
zamaskować pod ogładą obietnic, że podnoszony nawet przez mniej pokornych
publicystów. Innymi słowy, to przyczynek do zdarcia zasłony retoryki z kwestii
ważnych, ale bagatelizowanych przez rząd. Oczywiście na poziomie poszczególnych
regionów istotniejszy był program PiS propagujący ideę wyrównywania
ekonomicznych szans w regionach gospodarczo upośledzonych, redukowania podziału
na Polskę A i Polskę B, ale w sytuacji braku debaty publicznej do głosu dojść
musiało przesłanie najbardziej emocjonalne, a równocześnie wykazujące
nieszczerość intencji Platformy.

W tej kampanii był obecny w ogóle spór ideowy?
– Kampania przedwyborcza miała charakter pozamerytoryczny. Dyskurs publiczny,
angażujący kandydatów różnych opcji politycznych oraz wspólnoty lokalne z ich
codziennymi problemami, w ogóle nie zaistniał. Nie jest to specyfika właśnie
obecnych wyborów, lecz raczej specyfika wyborów ostatnich lat w Polsce. To
konsekwencja braku kultury debaty publicznej w mediach i w polskim parlamencie.
Czy ktoś pamięta toczone ostatnimi czasy spory dotyczące programów politycznych,
programów gospodarczych, polityki społecznej lub stosunków międzynarodowych?
Większość Polaków pamięta, a twierdzę to na podstawie wyników badań empirycznych
realizowanych w 2009 r., słowa-klucze pozbawione wymiaru merytorycznego:
polityka miłości (to o porozumieniu ponad podziałami politycznymi), zielona
plama na mapie Europy (to o zwycięskiej walce z kryzysem ogólnoświatowym). Brak
kompetentnego dyskursu na poziomie parlamentarnym na temat codziennych problemów
współczesnego Polaka przekuł się na brak rzeczowej debaty samorządowej.
Pozostały słowa-klucze, hasła wyprane z treści, a użyte dla ich
socjotechnicznego brzmienia.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj